Młoda ładna kobieta patrzyła zachęcająco i bezwiednie bawiła się swoimi włosami. Czekała na jakąś reakcję ze strony mężczyzny, który się jej podobał. Ten nie mógł już dłużej udawać, że nie widzi jej zalotów, więc więc westchnął ciężko, poprawił swój kapelusz z piórkiem i powiedział:
– Przepraszam, ale czy pani wie, że właśnie siedzimy na grzbiecie gigantycznego ślimaka?
Kobieta uniosła brwi, zaskoczona.
– Ślimaka? – zapytała, próbując zrozumieć, czy to żart, czy może jednak coś poważniejszego.
Mężczyzna wskazał na ziemię, która rzeczywiście poruszała się powoli, a pod ich stopami widać było śliską, błyszczącą ścieżkę.
– Tak, ślimaka. I to nie byle jakiego. To Ślimak Wielki, Strażnik Lasu.
Kobieta spojrzała na niego, jakby właśnie powiedział, że jest królem galaktyki.
– Strażnik Lasu? A czego on pilnuje?
Mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo.
– Porządku…. I zapasów sałaty.
Kobieta przewróciła oczami, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, ślimak nagle zatrzymał się, a ziemia pod nimi zadrżała.
– O nie… – mruknął mężczyzna, wyciągając z kieszeni coś, co wyglądało jak miniaturowa parasolka.
– Co teraz? – zapytała kobieta, czując, jak napięcie rośnie.
– To znak, że zaraz zacznie padać deszcz… brokułowy.
Kobieta spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Brokułowy deszcz? To jakiś żart?
Ale zanim zdążyła dokończyć zdanie, z nieba zaczęły spadać… brokuły.
Gigantyczne, zielone różyczki uderzały o ziemię, a ślimak zaczął poruszać się szybciej, jakby próbował uciec przed warzywną burzą.
– Trzymaj się! – krzyknął mężczyzna, chwytając ją za rękę.
Kobieta, choć wciąż zdezorientowana, nie mogła powstrzymać śmiechu.
– To najbardziej absurdalna randka w moim życiu!
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko.
– A to dopiero początek. Poczekaj, aż zobaczysz, co robią marchewki.
I tak oto rozpoczęła się ich przygoda – na grzbiecie gigantycznego ślimaka, w środku brokułowej burzy, z obietnicą jeszcze bardziej absurdalnych wydarzeń. Bo czasem życie wymaga odrobiny szaleństwa… i warzyw.
tekst wygenerowany przez AI na polecenie Ewy Damentki