Na kamieniu – 52

Na kamieniu wystającym z morza przysiadła piękna syrena. Wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca i rozmyślała o małych flądrach, które dziś przyszły na świat. Były niewinne, maleńkie, słodziutkie. Można było się w nich zakochać. Miała wobec nich same dobre myśli i zamiary.

Pamiętała jednak, że kilka dni wcześniej, kiedy przepływała obok wysuniętego w morze długiego molo, usłyszała, jak jedna kobieta mówi do drugiej „ty flądro”. Tamta odpowiedziała, ze złością „sama jesteś wredna, flądra jedna” i odeszła. Nie była to sympatyczna ocena.

Zastanawiała się, jakim cudem flądry mają u ludzi tak złą reputację. Dumała i dumała… Na szczęście im dłużej myślała o prawdziwych maleńkich i dorosłych już fladrach, tym bardziej wypogadzała się jej twarz. Uśmiechała się.

Z wdziękiem zsunęła się z kamienia do wody i popłynęła do fląder. Dzisiaj ich jeszcze nie widziała. Chciała się z nimi przywitać i pobawić.

Tymczasem kamień, na którym siedziała syrena nagrzewał się w słońcu i czekał na kolejnego gościa, który na nim przysiądzie. Nie lubił być samotny. Na szczęście nie czekał długo. Podleciała do niego mewa. Przycupnęła i siedziała dość długo. Wystarczająco długo, by kamień był zadowolony.

Autor: Ewa Damentka

Ciche jezioro – 20

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby usłyszeć głos innego jeziora. Ptaki ćwierkały, że gdzieś po drugiej stronie lasu mieni się tafla wody. Jak wspaniale byłoby ją usłyszeć i wiedzieć, że gdzieś niedaleko inne jezioro wsłuchuje się w te same odgłosy i marzy o przyjacielu.

Autor: Gwiazdeczka

Koperta z ważnymi dokumentami – 38

Koperta z ważnymi dokumentami zsunęła się i spadła za komodę. Mężczyzna pilnie jej potrzebował. Z trudem odsunął więc ciężki mebel od ściany i znieruchomiał ze zdziwienia. Zobaczył małego, białego królika, który patrzył na niego z zaciekawieniem. Królik miał na szyi złoty kluczyk, który błyszczał w świetle lampy.

Mężczyzna, który nazywał się Jan, wiedział, że ten kluczyk może być kluczem do rozwiązania zagadki, nad którą pracował od miesięcy. Delikatnie wyciągnął królika zza komody i zauważył, że zwierzę nie jest dzikie. Było oswojone i miało na obroży wygrawerowane imię: „Kasia”.

Jan postanowił odwiedzić zamek, który znajdował się na obrzeżach miasta. Wiedział, że mieszka tam Kasia, znana pisarka kryminałów i żartobliwych opowiadań, która uwielbiała zwierzęta. Gdy dotarł na miejsce, zamek wyglądał imponująco, a w ogrodzie biegały różne zwierzęta, od psów po egzotyczne ptaki.

Kasia przywitała Jana z uśmiechem, gdy zobaczyła swojego królika w jego ramionach. „To mój ukochany królik, Biały! Gdzie go znalazłeś?” zapytała z zaciekawieniem.

Jan opowiedział jej o kopercie i kluczyku, który znalazł na szyi królika. Kasia spojrzała na kluczyk i uśmiechnęła się tajemniczo. „Ten kluczyk otwiera starą skrzynię w mojej bibliotece. Chodź, pokażę ci.”

W bibliotece, pełnej starych książek i rękopisów, Kasia otworzyła skrzynię za pomocą kluczyka. W środku znajdowały się stare dokumenty, mapy i notatki, które wskazywały na istnienie ukrytego skarbu w zamku. Kasia i Jan postanowili razem rozwiązać zagadkę.

Podczas poszukiwań odkryli tajemne przejścia, ukryte komnaty i wiele innych niespodzianek. Każdy krok przybliżał ich do odkrycia skarbu, a jednocześnie zbliżał ich do siebie. Kasia, zainspirowana przygodą, zaczęła pisać nową książkę, w której Jan stał się głównym bohaterem.

W końcu, po wielu przygodach, odnaleźli skarb – starą skrzynię pełną złotych monet i klejnotów. Ale dla Kasi i Jana najcenniejszym skarbem była przyjaźń, która narodziła się podczas wspólnych poszukiwań.

Kasia napisała książkę, która stała się bestsellerem, a Jan zyskał nową przyjaciółkę i partnerkę do rozwiązywania zagadek. Razem przeżyli wiele przygód, a ich historia stała się legendą wśród mieszkańców miasta.

dla Kasi

tekst wygenerowany przez AI na polecenie Ewy Damentki

Wielki diament – 60

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu szedł ścieżką mężczyzna, który zauważył blask diamentu. Pochylił się, delikatnie wziął w ręce. Zdmuchnął z niego szary pył i docenił jego wartość. Odtąd zawsze nosił go przy sobie. Diament był wyjątkowej urody. Zachwycił mężczyznę swym blaskiem i uzmysłowił mu, że on też ma piękne wnętrze, które może ukazywać światu. Odtąd jego życie i życie bliskich mu ludzi toczyło się pomyślnie.

dla Janusza napisała: Danuta Majorkiewicz

Ciche jezioro – 19

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby utworzyć nowe koryta wodne, które pozwolą nawodnić jego czystą wodą inne tereny.

Autor: Sokolik

Na kamieniu – 51

Na kamieniu wystającym z morza przysiadła piękna syrena. Wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca i rozmyślała o słowach swojego ojca, który powiedział, że pora, żeby wybrała sobie męża i założyła rodzinę. Syrena długo z nim dyskutowała, ale żadne argumenty do niego nie trafiały. Tymczasem ona czuła, że jeszcze nie pora. Nie umiała tego nazwać. To było przeczucie, lekkie i delikatne jak mgiełka. Zamyślona nie zauważyła, że łódką podpłynął do niej rybak. Zarzucił na nią sieć. Zaczęła się szamotać. Czuła, jak unoszą ją silne męskie ręce i wrzucają do łodzi. Następnie ogarnęła ją chłodna morska fala, bo łódź przewróciła się. Zobaczyła przystojnego trytona, który nożem rozciął krępujące ją sieci, i swojego ojca, który zaniepokojony przyglądał się tej sytuacji. Ojciec obiecał, że nie będzie już jej zmuszał do ślubu, a jednocześnie udawał, że nie widzi jej spojrzeń rzucanych w stronę przystojnego wybawcy.

Autor: Ewa Damentka

Ciche jezioro – 18

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby sprawdzić, czy bóbr Stefan znowu ukradł mu kawałek brzegu na swoje wiecznie nieukończone budowle. Jezioro westchnęło (oczywiście, jeśli jeziora mogą wzdychać) i przygotowało się na kolejny odcinek telenoweli pod tytułem „Bóbr kontra natura”.

Właśnie wtedy zza paproci wychynął Stefan, dumny jak paw, z gałęzią większą niż on sam.

– Idealna na balkon! – oznajmił głośno i zanurzył się w wodzie.

Jezioro jęknęło, bo wiedziało, że skończy się to kolejną absurdalną konstrukcją, która prędzej czy później rozpadnie się pod naporem kaczek.

Ale tym razem sama natura postanowiła działać. Na arenę wkroczyła Wróżka Wodna, strażniczka jeziornej równowagi, która miała dość bobrowych remontów.

– Stefan, na litość, kiedy ty skończysz ten dom?! – zawołała, opierając się na grzybie o podejrzanie filozoficznym wyrazie kapelusza.

Bóbr spojrzał na nią urażony.

– Dom? To nie jest dom! To jest projekt życia! Moja wizja! Moje arcydzieło! – machnął łapką teatralnie, rozchlapując wodę.

Jezioro przewróciło w sobie oczami.

Na to wróżka tylko westchnęła i rzuciła zaklęcie. I nagle… Stefan obudził się w idealnie gotowej, pięknej, solidnej bobrowej tamie.

Spojrzał na budowlę i aż zakwilił:

– Ale… gdzie moja improwizacja?! Gdzie moje poprawki?!

Jezioro zamrugało radośnie, a kaczy chór w tle zaintonował triumfalny hymn. Stefan nie miał wyboru, musiał pogodzić się z faktem, że oto, po raz pierwszy w życiu, skończył coś na czas. I jak na ironię… wcale mu się to nie podobało.

Cóż, życie w lesie potrafi być pełne niespodzianek!

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Koperta z ważnymi dokumentami – 37

Koperta z ważnymi dokumentami zsunęła się i spadła za komodę. Mężczyzna pilnie jej potrzebował. Z trudem odsunął więc ciężki mebel od ściany i znieruchomiał ze zdziwienia. Zobaczył słonia. Prawdziwego, żywego dużego słonia.

– Czemu cię wcześniej nie widziałem?

– Bo komoda mnie zasłaniała. Bierz tę swoją kopertę i zasuń komodę z powrotem,

Mężczyzna zrobił, co kazał mu słoń i zapytał:

– Czemu miałem cię zasłonić komodą?

– Bo bawię się z nosorożcem w chowanego.

Mężczyzna nie wiedział, co o tym myśleć. Wziął kopertę, ubrał się elegancko i wyszedł z domu.

Na chodniku, tuż przed wejściem do klatki schodowej spotkał nosorożca, który zapytał go uprzejmie:

– Przepraszam, czy w pana mieszkaniu schował się może słoń?

Mężczyznę zamurowało. Na szczęście nie zdążył odpowiedzieć, bo gospodyni ze ścierką biegła właśnie w stronę nosorożca, żeby go przegonić. Była zła, bo podeptał jej rabatki z kwiatami.

Mężczyzna porównał ślady odchodzącego nosorożca ze śladami zwierzęcia z rabatek. Uznał, że rabatki jednak podeptał słoń.

Nie wiedział, co o tym myśleć. Zdecydował, że najpierw pójdzie z kopertą do urzędu, a potem, po powrocie do domu, zobaczy, czy słoń nadal jest za komodą i zapyta go o plany. Miał nadzieję, że nie zechce z nim zamieszkać. Trudno mu było wyobrazić sobie mieszkanie pod jednym dachem ze słoniem.

Autor: Ewa Damentka

Młody mężczyzna przystanął – 68

Młody mężczyzna przystanął przed oknem księgarni. Jego wzrok przyciągnęła książka o interesującej okładce. Przyglądał się jej uważnie, bo autobus, na który czekał nie nadjeżdżał. Swą uwagę skupił więc na okładce. Wnet znalazł się w innym świecie. Ulicami jeździły dorożki. Wsiadł do jednej z nich. Jechał w niej starszy mężczyzna. „Witaj wnusiu” – powiedział do młodego mężczyzny ciepłym głosem – „domyślasz się chyba, że jestem twoim dziadkiem”. Mężczyźni zaczęli rozmawiać. Rozmowa potoczyła się wartko. Wspaniale się czuli w swoim towarzystwie. Młody mężczyzna zobaczył, jak wiele jest między nimi podobieństw. Wnet dorożka uniosła się wysoko w przestrzeń, a młody mężczyzna wrócił do swojego świata. Przestał tęsknić za dziadkiem, o którym dotąd słyszał przeróżne opowieści budzące w nim potrzebę poznania go.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Ciche jezioro – 17

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby posłuchać, co zmieniło się na świecie wtedy, gdy spało. Bardzo lubiło rozmawiać z chmurami, które przeglądały się w jego tafli. Uwielbiało delikatne łaskotanie, z jakim ryby wyskakiwały ponad wodę, by po chwili znowu się w niej zanurzyć. Z przyjemnością przyglądało się, jak raki spacerowały po jego dnie. Zbierało doznania, ploteczki i obserwowało uważnie wszystko dookoła. Potem znowu zasypiało, by odpocząć trochę od tego natłoku wrażeń. Wypoczęte budziło się znowu. I tak trwał ten cykl spania i czuwania. Samo jezioro już nawet nie pamiętało, jak długo żyje. Wiedziało, że bardzo długo, bo krajobraz zdążył się już wiele razy zmienić od czasu jego młodości. Może dlatego tak uważnie obserwowało, słuchało, doznawało, tak jakby było archiwistą, który kiedyś, komuś, udostępni skrupulatnie zbierane informacje.

Autor: Ewa Damentka