Młoda ładna kobieta patrzyła zachęcająco i bezwiednie bawiła się swoimi włosami. Czekała na jakąś reakcję ze strony mężczyzny, który się jej podobał. Ten nie mógł już dłużej udawać, że nie widzi jej zalotów, więc więc westchnął ciężko, poprawił krawat i powiedział:
– Przepraszam, ale czy pani wie, że właśnie siedzimy na gigantycznym naleśniku?
Kobieta zmarszczyła brwi, zaskoczona.
– Naleśniku? O czym ty mówisz?
Mężczyzna wskazał na podłogę, która rzeczywiście miała dziwny, złocisty kolor.
– To jest naleśnik. Gigantyczny. I, co gorsza, zaczyna się robić zimny.
Kobieta spojrzała na niego, jakby właśnie powiedział, że jest kosmitą.
– Czy ty próbujesz mnie zbyć?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
– Nie, mówię poważnie. Jeśli zaraz nie znajdziemy syropu klonowego, to ten naleśnik straci cały sens.
Kobieta przewróciła oczami.
– Dobrze, załóżmy, że to naleśnik. Co proponujesz?
Mężczyzna wyjął z kieszeni mały słoik.
– Mam trochę dżemu malinowego. Ale to nie wystarczy. Musimy działać szybko.
Kobieta spojrzała na niego z nowym zainteresowaniem.
– Czy ty zawsze nosisz dżem w kieszeni?
Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
– Tylko w sytuacjach kryzysowych. A to zdecydowanie jest kryzys.
I tak oto rozpoczęła się ich absurdalna przygoda – od naleśnika, który był zbyt wielki, by go zjeść, i zbyt zimny, by go ignorować. Bo czasem życie rzuca ci wyzwania, które wymagają… dżemu malinowego i odrobiny szaleństwa.
tekst wygenerowany przez AI na polecenie Ewy Damentki