Młoda ładna kobieta – 35

Młoda ładna kobieta patrzyła zachęcająco i bezwiednie bawiła się swoimi włosami. Czekała na jakąś reakcję ze strony mężczyzny, który się jej podobał. Ten nie mógł już dłużej udawać, że nie widzi jej zalotów, więc wyłączył telewizor.

Był mocno poruszony. Pierwszy raz oglądał film, używając okularów, zapewniających doświadczenie rozszerzonej rzeczywistości.

Wcześniej nie zdawał sobie sprawy, jak realistyczne doznania staną się jego udziałem. Musiał sobie co chwila przypominać, że to film…, że i bar i kobieta są nierealne. Jej spojrzenie zdawało się docierać do środka jego mózgu…

Musiał przemyśleć sprawę. Poproszono, by został jednym z inwestorów nowego projektu. Przypuszczał, że zyski będą olbrzymie, ale zastanawiał się nad etyką. Czy jest w stanie skontrolować, w którą stronę pójdą pracę?

Z łatwością mógł sobie wyobrazić proste zastosowania, które można użyć do omotania ludzi, opróżnienia ich portfeli, czy wpływu na ich decyzje polityczne, nie mówiąc już o łatwości, z jaką mogliby się dzielić poufnymi informacjami.

Jego wpływ, jako inwestora, na zastosowanie rozszerzonej rzeczywistości byłby niewielki. Z drugiej strony, jeśli się wycofa ze współfinansowania, to nie będzie miał żadnych zysków z realizacji projektu, ani możliwości wpływania na projekt.

Wahał się. Powiedział, że chce jeszcze raz lub parę razy wypróbować te okulary na kolejnych programach telewizyjnych oraz na grach komputerowych. Później podejmie decyzję.

Autor: Ewa Damentka

Młoda kobieta – 525

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła. Rozejrzała się niepewnie.

Była w ciasnym przedsionku, w którym było troje zamkniętych drzwi. Na każdych był napis: „Jestem najlepszym wyborem, otwórz mnie”.

Przyjrzała się im uważnie. Niczym się nie różniły. Nie była zdecydowana, więc odwróciła się na pięcie, żeby wyjść, ale za sobą nie zobaczyła drzwi tylko ścianę z napisem: „Przez każde drzwi przechodzi się tylko raz, jak nic nie wybierzesz zostaniesz tu na zawsze”.

Znowu odwróciła się i zobaczyła, że zarys trojga drzwi blednie. Czyżby się rozpływały? W panice otworzyła drzwi na wprost siebie.

Owionął ją powiew świeżego powietrza. Stała na bezkresnej zielonej łące. Przyjemnie grzało słońce, jej włosy pieścił leciutki wiatr. Stała i nie wiedziała, co ma robić dalej?

Usiadła na trawie i rozpłakała się.

Czemu moczysz moje futerko” – usłyszała piskliwy głosik. Zaskoczona zobaczyła dużą mysz, która stała na dwóch nogach, do pasa miała przypięty miecz.

„Gdzie ja jestem” – pomyślała.

Usłyszała jeszcze jakieś okrzyki: „Ryczypisku, gdzie jesteś?” i… zemdlała.

Obudziła się na zamku Ker-Paravel, do którego przetransportował ją Ryczypisk ze swoimi przyjaciółmi: Piotrem, Zuzanną, Edmundem i Łucją. Została przez nich podjęta z honorami, jako prawdziwa córka Ewy.

No cóż zawsze chciałam być w Narni” – rozmyślała, starając się przyzwyczaić do życia w nowym, fantastycznym świecie.

Autor: Ewa Damentka

Mały papierowy samolocik – 13

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi egzaminatora. Ten podniósł go z surową miną i rozwinął papier. Spodziewał się, że będzie tam jakaś ściąga, a zobaczył nieporadny dziecięcy rysunek i tekst znanej mu, często nuconej w dzieciństwie piosenki:

Zawsze nich będzie słońce,

zawsze niech będzie niebo

zawsze niech będzie mama

zawsze niech będę ja.

Uśmiechnął się. Schował kartkę do kieszeni i życzliwie przypatrywał się studentom zdającym właśnie pisemną część trudnego egzaminu. Jego uśmiech spowodował, że w sali zrobiło się jakoś swobodniej, napięcie zelżało i lżej było oddychać.

Studenci wyraźnie to odczuli. I pisali rozluźnieni jak nigdy dotąd. A mały kawałeczek papieru w kieszeni uwierał, jakby chciał powiedzieć „Złóż mnie znowu i puść w świat”.

„Dobrze, dobrze” – odpowiedział mu w myślach egzaminator – „ale najpierw zakończę egzamin. Przecież nie mogę tego zrobić przy moich studentach”.

I rzeczywiście, gdy studenci wyszli z sali, egzaminator złożył samolocik i puścił go przez otwarte ono. Patrzył jak leci, daleko, wysoko. W końcu zniknął mu z oczu, a on z uśmiechem zabrał się do sprawdzania prac egzaminacyjnych.

Autor: Ewa Damentka

Ciche jezioro – 48

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby popatrzeć na wesołego bałwanka stojącego na jego środku – na środku zamarzniętego jeziora nad przeręblem. Ubranego w buty wyciągnięte z jeziora przez wędkarzy i słomkowy kapelusz dziadka, mocno sfatygowany. A obok niego stała bałwanica okryta poszarpanym szalem i z połamaną parasolką. Miała czapeczkę wełnianą na głowie. Bałwan i bałwanica stali tak obok siebie przez całą mroźną zimę. Im oraz dzieciom jeżdżącym na sankach było bardzo wesoło.

A ciche jezioro budziło się każdego dnia, gdy na sankach jeździły dzieci i gdy nad przeręblem wędkarze łowili ryby i opowiadali przeróżne historie z życia wzięte.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Mały papierowy samolocik – 12

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi małej dziewczynki, która niedawno przeprowadziła się z mamą do nowego domu. Na samolociku była opisana pewna historia. Dziewczynka przeczytała ją z zapartym tchem i jej świat uległ metamorfozie. Odtąd, gdy odkryła magię Małego Księcia, już nic nie było takie same.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Młoda ładna kobieta – 34

Młoda ładna kobieta patrzyła zachęcająco i bezwiednie bawiła się swoimi włosami. Czekała na jakąś reakcję ze strony mężczyzny, który się jej podobał. Ten nie mógł już dłużej udawać, że nie widzi jej zalotów, więc podszedł i dosiadł się do jej stolika. Rozpoczął rozmowę, komplementując jej urodę. Początkowy stres powoli przeistaczał się w rozluźnienie. Swobodna dyskusja trwała dość długo i zaowocowała kolejnymi spotkaniami. Tylko od tych dwojga zależy dalsza część i zakończenie tej opowieści. Wierzę, że zostaną przyjaciółmi.

dla Daniela napisała Małgorzata

Koperta z ważnymi dokumentami – 59

Koperta z ważnymi dokumentami zsunęła się i spadła za komodę. Mężczyzna pilnie jej potrzebował. Z trudem odsunął więc ciężki mebel od ściany i znieruchomiał ze zdziwienia. Zobaczył pudełko od zapałek, z którego wydobywała się jasna poświata. Delikatnie je otworzył i zobaczył miniaturowe miasto z wieżowcami. Natychmiast odłożył pudełko na miejsce i zamknął, bo nie chciał narażać jego mieszkańców na niepotrzebny stres. Miał nadzieję, że nie narobił dużej szkody podniesieniem go i wysunięciem. Wziął swoją kopertę i zasunął komodę z powrotem na jej stare miejsce. Zastanawiał się, kto może mieszkać w tym pudełeczku. Przypomniał sobie, że mieszkanie odziedziczył niedawno po dziadku, który był ekscentrycznym dziwakiem. Podobno pisał pamiętniki. Mężczyzna uznał, że przeczyta wszystkie zapiski dziadka. Może znajdzie w nich informacje o tajemniczym mieście, które mieści się w pudełku od zapałek.

Autor: Ewa Damentka

Mały papierowy samolocik – 11

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi Kasi, która właśnie próbowała wymyślić nowe absurdalne opowiadanie.

Zerknęła na samolocik podejrzliwie, jakby spodziewała się, że zaraz zacznie do niej mówić, bo wiedziała, że w jej zamku w Normandii wszystko było możliwe. Podniosła go ostrożnie, rozprostowała skrzydełka i zobaczyła coś, co sprawiło, że prychnęła śmiechem.

Na papierze widniało jedno zdanie: „Twoja sowia dostawa jest opóźniona. Bardzo przepraszamy za niedogodności”.

Zmarszczyła brwi. Sowia dostawa? Nie zamawiała żadnych listów od magicznych akademii, a już na pewno nie spodziewała się wiadomości od sów.

I wtedy coś stuknęło w jej okno. Nie był to deszcz. Nie był to wiatr. To była wielka, naburmuszona sowa. Siedziała na parapecie i patrzyła na Kasię jakby domagała się wyjaśnień.

Kasia westchnęła ciężko, otwierając okno.

– Nie zamawiałam sowy.

Sowa przekrzywiła głowę, jakby próbowała ocenić poziom jej szczerości.

– Naprawdę.

Sowa wydobyła z siebie bardzo osądzające pohukiwanie i wypuściła z dzioba kolejny papierowy samolocik. Kasia złapała go, rozprostowała i przeczytała.

„Kasiu, natychmiast wróć do kuchni. Zamek ma awarię dżemowej katapulty.”

Kasia zastygła w przerażeniu. Dżemowa katapulta? O nie. Znów mieli problemy z zapasami konfitur. To mogło oznaczać tylko jedno. Zamek przygotowywał się do kolejnej bitwy na naleśniki.

Zastanowiła się, niepewna, czy powinna interweniować? A może lepiej byłoby pozwolić zamkowi samodzielnie rozwiązać konflikt zgodnie z zasadami kulinarnego pojedynku?

dla Kasi

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki