Mały papierowy samolocik – 36

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi dużego słonia w ZOO.

Słoń bardzo się zdziwił.

Jeszcze bardziej byli zdziwieni pracownicy ogrodu zoologicznego. Jaki cudem maleńki samolocik mógł pokonać przestrzeń dzielącą parkowe alejki od słoniowego wybiegu?

Chcieli zabrać papierowego intruza, ale słoń nie dał im okazji. Zanim zdążyli do niego podejść, on delikatnie rozłożył samolocik. Kartka papieru, z której był zrobiony, zaczęła rosnąć i rosnąć. Zamieniła się w olbrzymią płachtę. Słoń wszedł na nią, a ona leciutko wzniosła się w powietrze i zaniosła słonia wysoko, wysoko. Na najbliższą chmurę.

Słoń zatrąbił z radości.

Odtąd często był widziany w deszczowe dni, gdy pomagał płanetnikom podlewać ziemię. Kiedyś zobaczono go nawet, jak ze swoją chmurą przypłynął, gdy w ZOO wybuchł pożar. Ustawił się w dogodnej pozycji i gasił ogień strumieniem wody ze swojej trąby.

Nigdy więcej żaden papierowy samolocik nie doleciał do ogrodu zoologicznego. Może szkoda? Miły byłby widok zwierząt mieszkających na białych puchatych chmurkach.

Autor: Ewa Damentka

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 16

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka, które były dobrze widoczne na spokojnej, lekko falującej tafli. Kładły się na niej żółto-pomarańczowe odcienie wschodzącego słońca. Odbijały się od tafli jasnym światłem, w którym widać było świat, jak z bajki. Jego widok cieszył oczy i serce mężczyzny.

Świat, ten był pełen piękna, dobra, wszechobecnej ciszy i spokoju. Dawał nadzieję, ukojenie, odpoczynek i radość.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Młoda ładna kobieta – 50

Młoda ładna kobieta patrzyła zachęcająco i bezwiednie bawiła się swoimi włosami. Czekała na jakąś reakcję ze strony mężczyzny, który się jej podobał. Ten nie mógł już dłużej udawać, że nie widzi jej zalotów, więc stanął naprzeciwko niej i powiedział:

– Zapraszam panią na kawę.

Kobieta spojrzała się na mężczyznę z niedowierzaniem i odpowiedziała:

– Zgadzam się.

Poszli do kawiarni, która mieściła się w Łazienkach Królewskich. Miała ona stoliki na dworze wśród drzew. Wybrali stolik właśnie przy sośnie.

Od razu znaleźli wspólny temat. Zanurzyli się w rozmowie, a pawie chodziły między nimi. Nagle on rozejrzał się. Dookoła było cicho i pusto. Poprosili o rachunek.

Szli powoli i milczeli, bo obydwoje byli zaskoczeni, że nie zauważyli, kiedy zostali jedynymi gośćmi w kawiarni.

Nagle zatrzymał ich strażnik:

– Skąd się wzięliście? jest silny wiatry i park został zamknięty.

– Nie słyszeliśmy ogłoszenia, a kelner nic nie powiedział.

– Proszę skierować się do najbliższego wyjścia.

Idąc powoli do wyjścia, kobieta powiedziała:

– Wiesz, mieć park wyłącznie dla siebie

Autor: Anna Olawa

Ciche jezioro – 60

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby porozmawiać z wiatrem. On jeden rozumiał, co jezioro chce powiedzieć, więc spędzali długie godziny na wspólnych pogawędkach. Wszędobylski wiatr zaglądał do wszystkich zakamarków i słyszał każdego. Zawsze miał wiele do opowiadania. Mówił tak interesująco, że jezioro miało wrażenie, że podróżuje razem z nim. Potem, gdy zasypiało śniło na przemian o historiach opowiadanych przez wiatr oraz o swoim lesie i jego mieszkańcach – zwierzętach, drzewach, mchach, krzakach, grzybach, porostach ziołach i paprociach.

Kiedyś przyśniło mu się, że potężny wiatr przeniósł ich wszystkich na pustynię pełną pomarańczowego piasku i żaru. Jezioro obudziło się wtedy z wrażenie. Wsłuchało się w las. Porozmawiało z rozbawionym wiatrem i uspokojone zasnęło znowu, a wiatr nucił mu do snu słodką cichą kołysankę.

Autor: Ewa Damentka

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 15

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. To mali wodnicy, bawiący się na dnie jeziora puszczali bańki mydlane. Niektóre przedostawały się nad powierzchnię wody, a potem leciały w górę, błyszcząc w promieniach wschodzącego słońca. Każda z nich miała w sobie malutką tęczę, którą chciała wypuścić na wolność. Gdy wykonała swoje zadanie, spokojnie opadała na dół, na samo dno i meldowała Wodnikom, że zadanie zostało wykonane.

Autor: Ewa Damentka

Mały papierowy samolocik – 35

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi młodej dziewczyny siedzącej na ławce pod blokiem i czytającej książkę.

W tym czasie chłopak wyjrzał przez okno, aby zobaczyć, gdzie samolocik upadł. Dziewczyna popatrzyła w górę i zmierzyła go karcącym spojrzeniem. Chłopak wzruszył ramionami i schował się ponownie w oknie.

„Co za dzieciuch” – pomyślała dziewczyna.

„Muszę popracować na proporcją powierzchni skrzydeł do masy samolotu, tak aby zrobić maksymalną powierzchnię nośną” – pomyślał chłopak.

Autor: DarekS

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 14

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. Nagle wędka szarpnęła i zaczął ją wyciągać. Nie było to łatwe…, szarpał się i nagle wyciągnął dużą rybę. To był duży leszcz. Aż oczom nie dowierzał. Nie spodziewał się takiego połowu. W tym roku pierwszy raz taką dużą rybę złowił.

Autor: Anna Olawa