Była malutka – 104

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć miała przed sobą lustro. Podeszła do niego i przyjrzała się swojej sylwetce. Wyprostowała się i stwierdziła, że jest dość wysoka. Od tego momentu wzrosła jej pewność siebie.

Autor: Sokolik

Piękne popołudniowe słońce – 1

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Leżały do­słownie wszędzie. Dziewczynka zabrała Dyzia na spacer, żeby zobaczyć dynie na jesiennym festynie, który odby­wał się nieopodal nich.

Oliwka oddaliła się nieco, podczas gdy rodzice chwilowo zajęci byli rozmową na jakiś ważny temat. Nie rozumiała jeszcze, o co chodzi, ale Dyzio i owszem. To pora na za­bawę! Wyciągnął pluszową rękę ku dłoni dziewczynki, za­praszając ją na megaaa gonitwę pośród listowia. Wszyst­ko szeleściło pod ich krokami. Wiatr, poruszony zrywa­nym co i rusz biegiem, wesoło pląsał wraz z nimi.

Oliwka była święcie przekonana, że nikt (poza misiem) jej nie widzi. Choć tak naprawdę mama rzucała dyskretne pobłażliwe spojrzenia. A tata pilnował, by nie oddalała się zanadto. Trawnik wydawał się nie mieć końca, choć do wejścia na farmę było tuż tuż.

– Hej, za mną! – wołał Dyzio.

Oliwia z piskiem podążała za nim.

– A! Mam cię! – zakrzyknęła ochoczo, kiedy to schwytała misia za łapkę.

Ten uważając, by nie stracić rezonu, udawał, że aż tak bardzo schował się za pniem niewielkiego drzewa, wokół którego toczyła się ta gonitwa. I byliby tak dokazywali jeszcze bodaj całą drogę, aż do samych zwierzątek wita­jących przybyłych ze swych kojców.

W szczególności krowa Krystynka ochoczo machała ogo­nem i co jakiś czas podchodziła do krańca swojej zagro­dy, by zobaczyć, cóż to za nowe dzieci biegną do stoiska z dyniami ułożonego na konstrukcji starego wozu. Ledwie tylko przypominającego stary pojazd. Objuczonym teraz mniejszymi, większymi warzywami koloru tego właśnie popołudnia.

– Jupiii!!! – w najlepsze.

Gdyby nie ciche, niezauważalne wręcz pisknięcie (?). Mysz? Nie. To z najbliższego konara zwisał na swej nici mały pajączek.

– Kto przerywa mój sen?

Miś Dyzio z początku dość mocno się przestraszył. Dlate­go podszedł do Oliwki i bardzooo mocno się w nią wtulił. Ponieważ nie bała się pająków, wytłumaczyła Dyziowi, że tak naprawdę nie ma się czego bać. Podeszła do niezna­jomego będącego na wysokości jej rączki.

– Co tutaj robisz? – spytała zupełnie nie speszona całą tą sytuacją. Jakby obecność mówiącego pająka nie stano­wiła dla niej niczego zaskakującego.

– Ja? – odrzekł zdziwiony – To raczej ja powinienem o to zapytać was. Jestem Iks. Koledzy mówią tak na mnie, bo mam śmieszne nóżki. A wy?

Oliwia zachichotała na dźwięk wyrazu „śmieszne”. Cho­ciaż dla niej nie było w Iksie nic żartobliwego. Po prostu… był sobą.

– Ja jestem Oliwia. A ten miś z tyłu to Dyzio.

Wskazała ruchem głowy na nieco bardziej niechętnie ma­chającego pluszaka. Swój nastrój kamuflował, udając, że otrzepuje się z resztek liści.

– Chodź tu Dyziu! Nie trzeba się niczego bać. Przecież Iks nie zrobi nam krzywdy. Prawda? – rzuciła okiem na owada, szukając potwierdzenia domyślnej odpowiedzi.

– Pewno że nie! Ja tylko tak tu sobie przycupnąłem na chwilę. Chciałem się nieco zdrzemnąć. Ten hałas tam (wskazał na teren festynu) raczej nie sprzyja nam, pają­kom. A wy gdzie idziecie?

– Idziemy zobaczyć największą dynię świata – oznajmił dostojnie Dyzio. Znacznie już spokojniej.

– Aha – przytaknęła Oliwia. – Rodzice mi powiedzieli, że tutaj kryje się prawdziwy skarb. I zamierzamy go znaleźć!

– Dyni szukacie? I to największej powiadacie? – zagaił ta­jemniczo Iks. – Skoro już przerwaliście mi sen, mogę wam w tym pomóc. Chcecie?

– Jak mógłbyś nam w tym pomóc? Przecież jesteś pają­kiem… – żachnął się Dyzio.

– Czy myślicie, że daleko pająkowi do dyni? Chcecie zo­baczyć naaaprawdę największą dynię w moim świecie?

– Hmm – zamyśliła się Oliwka. Przecież w pewnej odległo­ści stali jej rodzice. Na pewno byliby źli, gdyby tak sobie z Dyziem poszła.

– Coś się długo namyślacie. My pająki za to nie lubimy długo się zastanawiać. I lubimy wyzwania! Szast prast! Hokus pokus!

W taki oto magiczny sposób dotychczasowy trawnik zo­stał zamieniony w prawdziwy las. A za drzewa robiły jak­że maleńkie źdźbła trawy.

– Gdzie my jesteśmy? Co się stało?

Dyzio z Oliwką wymienili znaczące spojrzenia.

– Ratunkuuu!!!

– Jestem, jestem. Ale jesteście głośni! To co?

Iks był już gotowy do dalszej podróży…

…na którą zapraszają Oliwka z mamą Angeliką oraz tatą Pawłem. To co? Gotowi?

jesień 2023

dla Oliwki napisał Paweł Wojdalski

Rozległa pustynia – 55

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który teraz bardziej przypominał tekturową makietę aniżeli żywe zwierzę. Stał nieruchomo i zdawał się pozować do zdjęcia, które mogłoby być wizytówką Sahary, zachęcając do odwiedzenia tego magicznego miejsca.

Autor: Gwiazdeczka

Kamienny olbrzym obudził się – 28

Kamienny olbrzym obudził się, przeciągnął i wybrał się na spacer. Idąc ulicą, zobaczył wejście do salonu fryzjerskiego. Z czystą ciekawością wszedł do środka. Poprosił panią fryzjerkę o obcięcie włosów. Powiedziała, że nie ma czego ścinać i pokazała mu lusterko, aby sam zobaczył. Wtedy olbrzym roześmiał się, ukłonił się nisko fryzjerce i wyszedł z salonu. Poszedł kontynuować spacer.

Autor: Sokolik

Stado obłoków – 80

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były ptak piękne, że przyciągały uwagę wielu ludzi. Pewien człowiek postanowił je namalować. Kupił płótno, farby i pędzel. Wkrótce znalazł dogodne miejsce. Usiadł na trawie i zaczął malować. Skończył po dwóch godzinach.

Autor: Sokolik

Młoda kobieta – 555

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła prosto na tęczę, która rozpościerała się w holu. Pewnym krokiem przemierzyła ją i zeszła po drugiej stronie…

Rozglądała się ciekawie, bo zobaczyła świat nowy, jakiego jeszcze nie znała. Lekki, kolorowy, z bąbelkami radosnego spokoju i wielkiej życzliwości.

Zignorowała garnek złota, który namawiał, by go zabrała ze sobą.

Poszła przed siebie i zamieszkała w świecie po drugiej strony tęczy. Czasami próbowała wysłać pocztówkę swoim znajomym ze starego świata, ale po kilku bezowocnych próbach zrezygnowała.

Póki co nie zamierza wracać. Żyje się jej lekko, miło i kolorowo. Czuje się potrzebna i szanowana. Codziennie przeżywa nowe przygody i odkrywa niezwykłe tajemnice. Jest zafascynowana możliwościami, jakie się tu dla niej otwierają.

Kto wie…, może warto samemu przejść na drugą stronę tęczy, żeby poznać świat, który tak ją zafascynował?

Autor: Ewa Damentka

Kamienny olbrzym obudził się – 27

Kamienny olbrzym obudził się, przeciągnął i odczuł jak mu ciasno. Był uwięziony w ciele pewnej kobiety. Był kamieniem doświadczeń przeszłości i emocji z nimi związanymi. Ale po przebudzeniu pragnął wolności i zaczął budzić świadomość właścicielki. Naprężał swe muskuły i powoli, stopniowo kruszył się, a wraz z nim rozpuszczały się emocje i stare przekonania. Nastał czas budowania coraz większej świadomości siebie i swojej nowej tożsamości. Czas zmiany wartości, przekonań na swój temat i świata. I tak to kamień powoli skruszył się i został wypłukany przez rosnące siły życiowe kobiety, a ona sama wreszcie zaczęła żyć pełnią życia.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Rozległa pustynia – 54

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który zgromadził tyle wody w swoich okazałych garbach, że czuł się jak balon. Po chwili wzbił się w powietrze i szybował między puszystymi białymi chmurami, a pustynia w barwach cegły żegnała go z żalem, odprowadzając wielbłąda pustynnymi, teraz pełnymi łez oczami.

Autor: Gwiazdeczka

Kamienny olbrzym obudził się – 26

Kamienny olbrzym obudził się, przeciągnął i zdziwiony spojrzał na taflę jeziora. Pierwszy raz zobaczył swoje odbicie w wodnym lustrze. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że jest olbrzymem. Teraz nie dowierzał własnym oczom. Dotychczas żył w przeświadczeniu, że jest małą, kruchą istotą i bał się wszystkiego. Teraz musiał oswoić się ze swoim nowym wizerunkiem, ale ucieszył się ze swych rozmiarów i pomyślał, że już nie będzie obawiał się niczego.

Autor: Gwiazdeczka