Mróz malował – 77

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz. Na pobliskim stawie, pokrytym grubym lodem, spacerowało kilka łabędzi. Szły powoli jak zawsze, aż po kilkudziesięciu minutach zniknęły po drugiej stronie zbiornika.

Autor: Sokolik

Było to magiczne miejsce – 18

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne…

Ogród, bo o nim piszę, był ogromny i otoczony drzewami. Pośrodku był staw, a w nim żaby, które wieczorem urządzały koncert. Coś pięknego…

Z boku stał domek, a przy domku był basen.

Przy pogodzie lubiłam wskoczyć do wody i popływać. Potem szłam na spacer do lasu, a w nim z daleka widziałam rodzinkę bobrów.

Dodam, że w lesie płynie strumyk.

Mało jest takich miejsc, więc pielęgnujmy je, bo warto.

Autor: Anna Olawa

Piękne popołudniowe słońce – 51

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Tam czekała na nich matka Dyzia, niedźwiedzica Dżina. Była o połowę większa od swojego syna. Razem poszli do pobliskiego wąwozu, który otoczony był murem kwiatowym.

Autor: Sokolik

Młoda kobieta – 573

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła. Okazało się, że podążała za nią inna kobieta.

Chciała spotkać się w cztery oczy z Małgosią. Dagmara podeszła pod lokal i weszła do środka. Początkowo nie widziała Gosi, ale po chwili usłyszała jej głos:

– To ty siostrzyczko? – spytała z niedowierzaniem Małgosia.

– Tak. Biegłam za tobą od samego dworca. Cieszę się, że się spotkałyśmy! – mówiła Dagmara.

– Ja też o tobie myślałam. Przyszłam zobaczyć, co to za lokal.

– To chyba nazwa nowego stowarzyszenia? Może dowiemy się czegoś więcej?

– Ja też jestem bardzo ciekawa, ale chętnie teraz poszłabym z tobą do domu. Dawno nie rozmawiałyśmy.

– Świetny pomysł! Jutro tu wrócimy.

Siostry wyszły na zewnątrz i poszły do swojego ukochanego domu. Miały o czym sobie opowiadać.

Autor: Sokolik

Było to magiczne miejsce – 17

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne. Ani wypasiony hotel, ani SPA, ani zamek dla księżniczki. To zwykła prosta drewniana chata w środku lasu. Otoczona pasem gęstych paproci, a na ich zielonym tle mieniące się kolorami kwiaty.

W środku sauna, widna łazienka z wolno stojącą wanną i pokoje w pięknej oprawie, z pościelą dopasowaną kolorami do pory roku.

Do tego otwarci na potrzeby gości mili gospodarze, którzy dobrze gotują i zdrowo karmią.

Wokół kojąca cisza, żywiczne zapachy i poranne promienie słońca, ukazujące cudowne obrazy lasu i mgłę w niezwykłych kolorach, które budzą zachwyt.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Mróz malował – 76

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz. Na zaśnieżonym polu, zebrały się wróżki, które ćwiczyły zaklęcia. Z ich różdżek wylatywały kolorowe światełka, które leciały w różnych kierunkach. Dzięki temu teren wokół stawał się bardzo malowniczy.

Autor: Sokolik

Piękne popołudniowe słońce – 50

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści…

Podczas spacerów obydwoje byli wnikliwymi obserwatorami przyrody.

Tego dnia ujrzeli stonogę, która okazała się niezwykłym i odważnym wspinaczem. Zwinnie wznosiła się po pniu olbrzymiemu dębu swoją niezliczoną ilością par nóg. Odważnie wędrowała w górę po jego cienistej stronie.

Dyzio z Oliwką zauważyli, jak skrzętnie unikała promieni słonecznych. Dużo bardziej lubiła cień i wilgoć.

Spacer w słoneczny dzień okazał się dla nich ciekawą lekcją przyrody pełną radości poznawania otaczającego świata.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Przydrożny kamień – 68

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy zaczynał się rozmnażać. Wokół niego zaczęło pojawiać się coraz więcej takich kamieni. Każdy z nich czuł, że jest potrzebny.

Autor: Sokolik