Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne. Przyjechałam tu z moim przyjacielem z lat szkolnych.
Spotkaliśmy się rok temu, przypadkowo.
Max niespodziewanie zaprosił mnie do miejsca magicznego, bo chciał mi go pokazać. Spontanicznie zgodziłam się.
I tak teraz podziwiam razem z nim to magiczne miejsce.
Siedzimy na polanie i przyglądamy się sarnie, która stoi niedaleko nas i skubie listki..
– Gosiu, wiesz, wspominam, jak jeździliśmy do puszczy co drugi weekend. Wypożyczaliśmy rowery u gospodarza kawiarni, którą lubiłaś, i jeździliśmy aż do zmierzchu. Gospodarz zawsze uśmiechał się do nas, bo to był nasz rytuał.
– A ty zawsze brałeś czerwony barszcz z uszkami. Och to były czasy! Miłe wspomnienia…
– Jestem ciekaw, czy nadal jest ta gospoda.
– Spójrz, jaki piękny zachód słońca!
Wyciągnęłam aparat i zaczęłam pstrykać zdjęcia, a kolega mówił dalej:
– Siadaj teraz i opowiadaj co słychać u ciebie, bo jestem ciekaw twojego życia.
Autor: Anna Olawa