Rozległa pustynia – 63

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który przeżył zeszłej nocy potworną piaskową burzę. W jakiś sposób była zupełnie inna niż wiele, które przed nią widział. Niekoniecznie ze względu na jej siłę. Wychodził cało z o wiele cięższych opresji. Ta ostatnia, kiedy ustała, odsłoniła inny świat. Świat, który ukazał się z zupełnie innej perspektywy niż poprzednio.

Autor: Gwiazdeczka

Piękne popołudniowe słońce – 28

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Liście tyl­ko na to czekały. Uniosły się i zaczęły fruwać w powie­trzu, przyjmując niezwykłe kształty. Na koniec uformowa­ły się w jesienną dziewczynkę, która miała liściastą buzię, rączki, nóżki, a nawet warkoczyki przewiązane liściastą wstążką. Z liści zrobione było również jej ubranie, które wirowało i odsłaniało kawałeczek brzuszka lub ramię. Oliwka przyglądała się jej uważnie, ale jej zaniepokojenie zniknęło, gdy zobaczyła, że pod liściastą pelerynką mała miała całkiem porządne żółte wełniane ubranie. Powie­działa, że ma na imię Słoneczko i że chciałaby zaprzyjaź­nić się z Oliwką i Dyziem. Oliwka spojrzała na Dyzia, Dyzio spojrzał na Oliwkę. Chwilę popatrzyli sobie w oczy i zrozumieli się bez słów. Zgodnie oświadczyli, że chętnie zaprzyjaźnią się ze Słoneczkiem i będą się z nią bawić zawsze, gdy Słoneczko będzie mogło się z nimi spotkać. Szybko przeszli do czynów. Śmiali się, skakali, bawili w berka i chowanego. Co ciekawe, rodzice Oliwki nie wi­dzieli Słoneczka, tylko wirujące żółte liście, które opadały na trawnik i znowu z niego wzlatywały w niebo. Oliwce i Dyziowi nie przeszkadzało, że dorośli nie widzieli Sło­neczka. Oni widzieli je doskonale i bawili się wybornie. Słoneczko również było zadowolone, a wszystkie żółte li­ście garnęły się do zabawy, jakby wiedziały, że teraz jest najlepszy czas na to, by się bawić.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Ewa Damentka

Rozległa pustynia – 62

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który zdawał się spać na stojąco. Możliwe, że medytował lub znieruchomiały czerpał energię z niesamowitej przestrzeni, która go otaczała. Widok był niezwykły.

Autor: Gwiazdeczka

Piękne popołudniowe słońce – 27

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Tam przy­szły z lasu różne zwierzątka, które pojawiły się przy Dyziu i Oliwce. Najwięcej było saren. Nie brakowało także łosi, jeleni, ani młodych wilczków. One to dopiero się wygłu­piały.

grudzień 2023

dla Oliwki napisał Sokolik

Piękne popołudniowe słońce – 26

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści.

Spacerował z nią po rozległym parku. Porośniętym wyso­kimi drzewami, mnóstwem krzewów i kwiatów. Było to w okolicy starego zamku, a Oliwka w towarzystwie sympa­tycznego Dyzia czuła się jak księżniczka.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Danuta Majorkiewicz

Rozległa pustynia – 61

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który marzył o tym, aby kiedyś wzbić się w powietrze i obejrzeć z lotu ptaka ten niesamowity krajobraz. Niczym Ikar myślał nawet o skonstruowaniu skrzydeł, za których pomocą mógłby być może zrealizować swoje marzenia.

Autor: Gwiazdeczka

Piękne popołudniowe słońce – 25

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Trawnik okazał się być latającym dywanem. Powoli uniósł się, do­stojnie zatrzepotał frędzlami i przeniósł w nieznane Dyzia, Oliwkę, jej rodziców, alejki i drzewa. To „nieznane” było całkiem miłe, zwłaszcza, że latający dywan przeniósł również panią, która sprzedawała watę cukrową. Z miłym uśmiechem zaproponowała kolorową watę rodzicom Oliwki, którzy udawali, że nie widzą i nie słyszą, jak Oliw­ka piszczy z radości. Dyzio i Oliwka doskonale wiedzieli, że rodzice udają, a rodzice wiedzieli, że oni wiedzą. Wie­działa o tym również pani z watą cukrową, która czekała z miłym uśmiechem, aż zakończy się zakupowy ceremo­niał. Skończyło się na tym, że Oliwka dostała patyczek z różową watą cukrową, jej mama z pomarańczową, tata czerwoną, a Dyzio dumnie dzierżył w łapce zielono-nie­bieską. Kiedy ostatnia wata cukrowa została wydana, pani, która ją sprzedawała, uniosła się w górę jak balonik i razem ze swoją maszynką uleciała gdzieś w inne nie­znane. Tymczasem to nieznane, w którym przebywali ro­dzice z Oliwką i Dyziem stało się całkiem oswojonym nie­znanym, więc całą czwórką zgodnie udali się na spacer, żeby pooglądać, jak to ich nieznane wygląda. Szybko uznali, że jest bardzo znajome i wygląda tak, jakby nigdzie nie wyjeżdżali. Wtedy dywan z liści opadł z ci­chym westchnieniem. Widocznie miał nadzieję na dłuż­szą podróż. Kiedyś może się uda. Na razie Oliwka z Dyziem i rodzicami postanowili wrócić do domu na niedziel­ną kolację.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Ewa Damentka

Piękne popołudniowe słońce – 24

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Wyglądał jak gwiazda estrady, która wchodzi na czerwony dywan.

Liście otulały korzenie kwitnących obficie krzewów lawendy w różnych odcieniach fioletu.

Oliwka z misiem przyglądali się kolorowym motylom, które fruwały nad krzewami lawendy i pięknie komponowały się z kolorami jesieni.

Wrócili ze spaceru szczęśliwi, pełni energii.

W nocy przytuleni do siebie, śnili kolorowe sny.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Danuta Majorkiewicz

Starszy mężczyzna – 32

Starszy mężczyzna ciężko oddychał i co chwila łapał się za serce. Jednak nie zatrzymywał się. Przedzierał się przez krzaki porastające wydmę, bo chciał jeszcze raz zobaczyć zachód słońca nad wielkim jeziorem. Czuł, że nie ma dużo czasu. Rodzina chciała go wywieść do domu opieki, a on nie mógł wyjechać bez pożegnania z wydmami, jeziorem i zachodzącym słońcem.

Udało się, dotarł nad brzeg jeziora. Plecami oparł się o kamienny głaz, który tam stał od niepamiętnych czasów i stopniowo wyrównywał oddech.

Kolejny raz zobaczył zachód słońca i poczuł, że już jest gotowy do dalszej podróży. Nawet nie wiedział, że jego wnuki poszły za nim. Chłopcy bali się o jego zdrowie. Teraz ukryci za wydmą cieszyli się, że dziadek wygląda na szczęśliwego.

Początkowo chcieli do niego podejść, ale uznali, że zrobią to dopiero wtedy, gdy będzie wracał do domu. Teraz należy mu się chwila prywatności…

Chcieli się wycofać kawałek i niby przypadkiem spotkać go w drodze powrotnej, jednak coś ich zatrzymało, nie wiedzieli co…

Zobaczyli, że do złotego zachodu słońca dołączył inny blask, a z nieba w dół zaczęły spływać świetliste postacie. Jedna z nich podeszła do dziadka. Chłopcy rozpoznali w niej swoją babcię.

Dziadek wstał i przytulił się do świetlistej żony. Ona powiedziała „już jesteś gotowy”. Uśmiechnęła się do wnuków i pomachała im ręką, a następnie poprowadziła dziadka w stronę świetlistych postaci.

Gdy dziadek dołączył do nich, odetchnął głęboko i rozejrzał się po okolicy, jakby chciał ją zapamiętać na zawsze. Zauważył wnuki. Przesłał im ciepły przepraszający uśmiech i telepatycznie przekazał myśl: „na brzegu jeziora leży tylko moje ciało, ja żyję dalej. Jestem zdrowy i szczęśliwy’. Następnie uleciał do nieba, tak jak pozostałe świetliste postacie.

Chłopcy przykucnęli za wydmą i długo nie mogli się poruszyć. W sercach czuli wielki ból, który stopniowo ustępował miejsca uldze i wielkiej spokojnej radości. „Dziadek już jest zdrowy i szczęśliwy” – pomyśleli.

Potem zadzwonili do rodziców, żeby powiedzieć, co zobaczyli. Rodzice uwierzyli im, ale poprosili, żeby zachowali to dla siebie i nie wspominali o tym policji i innym służbom, które przyjadą po ciało. Powiedzieli, że dziadek uchodził w okolicy za dziwaka i lepiej, żeby nie mówiono tak o jego rodzinie.

Późnym wieczorem, gdy ciało dziadka zostało już zabrane do kostnicy, rodzice zamknęli drzwi, zasłonili okna, wyłączyli światło, tak jakby wszyscy poszli spać. Tymczasem sami, razem z synami usiedli w dużym pokoju i poprosili, by chłopcy jeszcze raz, szczegółowo opisali, co zobaczyli nad jeziorem.

Słuchając, płakali i uśmiechali się jednocześnie. Ogarnął ich spokój i wielka nadzieja.

Potem popatrzyli sobie głęboko w oczy i uznali, że warto wtajemniczyć chłopców w ich plany.

Wyjaśnili im, że po śmierci dziadka chcieli sprzedać dom. Jednak teraz chcieliby go zostawić, po to, żeby przyjeżdżać tu na weekendy i odwiedzać jezioro, tak ważne dla dziadka.

Chłopcom bardzo spodobał się ten pomysł. Prosili tylko, żeby często oglądać zachody słońca nad tym jeziorem. Bo to właśnie one były ważne dla dziadka. Powiedzieli, że dzięki temu lepiej będą pamiętali, jak dziadek i babcia razem ulatywali do nieba.

Autor: Ewa Damentka