Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne – żleb pokryty płachtą śniegu leżącym przez większą część roku. Ukryty pomiędzy otaczającymi je wysokimi szczytami. Schodził do górskiego małego stawu, w którego przezroczystej do samego dna wodzie czule przytulały się kamienie. Z ciekawością przeglądało się w nim słońce i chmury płynące po niebie, które malowały staw kolorowymi światłocieniami. Wprowadzały nielicznych turystów w zachwyt ich pięknem i szczytami odbijającymi się w lustrze wody.
Autor: Danuta Majorkiewicz