Wielki diament – 21

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu podniósł go mały chłopiec. Nie wiedział co to jest, więc schował go do kieszeni. Pomyślał, że to jakiś dziwny kamień. Jednak zaciekawiły go jego nietypowe kształty. Przypominał kostkę cukru, a po obu jego stronach, wyrastały małe trójkąty.

Po powrocie do domu, poszedł do łazienki i napełnił umywalkę wodą. Wtedy włożył do niej diament. Po kilku minutach, diament przejaśniał, ukazując swoje piękno.

Autor: Sokolik

Wielki diament – 20

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu idąca ścieżką kobieta zobaczyła wydobywającą się spod szarego pyłu smużkę białego światła. Ta mała świetlista drobina poruszyła jej serce i zadomowiła się w nim, dając nadzieję. Diament zostawiła na ścieżce, by jego światło zamieszkało również w innych sercach.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Wielki diament – 19

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu ciężki samochód przejechał po nim i go zadrapał.

Diament przetoczył się więc na pobocze i zaczął myśleć nad docenianiem siebie samego Wiedział, że jest skarbem, ale nie zauważał tego nikt inny. Co więcej nawet ktoś go bezmyślnie uszkodził i pojechał dalej, jakby nic się nie stało. Może więc warto znaleźć inne miejsce do życia? I w ogóle zająć się życiem, zamiast czekać, że ktoś nas odkryje, doceni i przeniesie z tej drogi w bezpieczne miejsce…

Tak sobie myślał diament, a słońce przywołało deszcz, który opłukał drogę, trawę i diament. Wyglądał teraz tak jak powinien. Zaszył się w trawie i zaczął rozmawiać z ziemią, trawą, słońcem…, ze wszystkimi, którzy chcieli z nim pogawędzić. Spędził tak wiele chwil, a potem z powrotem wtoczył się w głąb ziemi. Wrócił do domu.

Autor: Ewa Damentka

Wielki diament – 18

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu dróżką przejeżdżał zaprząg Świętego Mikołaja, z nim samym siedzącym na pluszowych fotelach pojazdu.

Miki, bo tak nazywali go przyjaciele, od razu zauważył wielki zakurzony kamień na drodze i postanowił przyjrzeć mu się z bliska. Intuicja go nie myliła. Toż to prawdziwy okaz. Diament w czystej postaci, ale dla niepoznaki pokryty szarym pyłem.

Mikołaj zabrał go ze sobą, a później elfy wykuły z niego miliony diamencików, w których ukryły dobre duszki. W Wigilię Bożego Narodzenia święty Mikołaj rozrzucił diamenciki po całym świecie ze swojego zaprzęgu pędzącego po niebie. Wtedy też pojawiła się pierwsza gwiazda.

Autor: Gwiazdeczka

Wielki diament – 17

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu sam postanowił wybrać się do jeziora. Kiedy był już w wodzie, bezpiecznie oczyścił się z szarego pyłu.

Autor: Sokolik

Wielki diament – 16

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu przechodził tamtędy pan Janek, znany w okolicy z tego, że zawsze miał przy sobie coś dziwnego. Tym razem niósł ogromny parasol, choć na niebie nie było ani jednej chmurki. Zatrzymał się, spojrzał na diament i powiedział:

– O, jaki ładny kamyczek! Może przyda się do mojej kolekcji dziwactw.

Podniósł diament i schował go do kieszeni. W domu postanowił go umyć, ale zamiast wody użył soku pomarańczowego. „Może nabierze ładnego zapachu” – pomyślał. Diament zaczął się lepić, ale pan Janek był zadowolony.

Następnego dnia jego kot, Mruczek znalazł diament i zaczął się nim bawić. Diament wypadł przez okno i wylądował w ogródku sąsiadki, pani Zosi. Pani Zosia, widząc błyszczący kamień, pomyślała, że to nowa zabawka dla jej psa, Azora, a Azor z radością zaczął gonić diament po całym podwórku.

W końcu diament wpadł do kałuży i znowu pokrył się pyłem. Tym razem znalazł go listonosz, pan Marek.

– Co za dziwny kamień – powiedział,- może to jakiś meteoryt?

Postanowił zabrać go do lokalnego muzeum.

W muzeum kustosz, pan Adam, spojrzał na diament i wybuchnął śmiechem.

– To nie meteoryt, to wielki diament! Ale kto by pomyślał, że przejdzie przez tyle rąk, zanim trafi do nas.

I tak wielki diament, który wytoczył się z wnętrza Ziemi, stał się atrakcją muzeum, a jego zabawna historia była opowiadana wszystkim odwiedzającym. Pan Janek, pani Zosia, pan Marek i nawet Mruczek i Azor stali się lokalnymi bohaterami, a diament zyskał nowe życie jako najcenniejszy eksponat w muzeum.

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Wielki diament – 15

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu spadł deszcz. Oczyszczając wszystko wokół, zmył szary pył z diamentu. Świeży powiew powietrza oczyszczał też umysły i serca ludzi przechodzących ścieżką. Światło diamentu rozprzestrzeniało się w nich.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Wielki diament – 14

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu szła drogą kobieta z dziećmi.

Jedno z nich lubiło zbierać kamienie. Dostrzegło diament. Nie wiedząc, że to wartościowy kamyk, postanowiło dołączyć go do swojej kolekcji. W pokoju miało gablotkę gdzie kładło swoje zbiory. Tym razem również położyło diament.

Kiedyś do domu przyjechał przyjaciel ojca. W trakcie rozmowy przy obiedzie Grzegorz, bo tak miał na imię przyjaciel, dowiedział się że Marcin zbiera kamienie.

– Pokażesz mi kolekcję? Jestem ciekaw twojego zbioru.

Chłopiec zaprosił go do swojego pokoju. Grzegorz nagle stanął przy gablotce i wytrzeszczył oczy. Zawołał przyjaciela:

– Wojtek podejdź do mnie. – po czy zapytał:

– Wiesz co ma twój syn w gablocie?.

Ojciec odpowiedział:

– Kamienie, które zbiera na dworze,

– To ci ciekawostka, bo między kamieniami jest diament,

– Co ty gadasz? – ojciec niedowierzaniem patrzył na diament i zapytał syna:

– Co ty z tym zrobisz?

Marcin odpowiedział:

– Zrobię mamie piękny wisiorek. Pomoże mi pan? Bo wiem że Pan jest jubilerem.

– Zgoda – odpowiedział Grzegorz.

I tak diament został w rodzinie

Autor: Anna Olawa

Wielki diament – 13

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu pijany mężczyzna kopnął go i diament wylądował w trawie, na poboczu ścieżki. Pijany poszedł dalej, zataczał się, klął i z pasją kopał kolejne kamienie, o które się potykał. „To tak ludzie porządkują swoje drogi? Dziwne” – rozmyślał diament i zastanawiał się, czy czasem nie wtoczyć się z powrotem do wnętrza ziemi. Uznał jednak, że ma czas. Poleży tu jeszcze i poobserwuje zwyczaje ludzi. Może znowu coś go zaskoczy? Kto wie…

Autor: Ewa Damentka

Wielki diament – 12

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu, a było to tak dawno, że nikt nie wie, czy zdarzyło się naprawdę, tuż przy diamencie wylądował statek kosmiczny. Otworzyły się potężne żelazne drzwi, a ze środka wyskoczyło siedmiu krasnoludków. Otoczyli diament i, jakby na coś czekając, stali tak bez ruchu. Wtedy ze statku wyszła królewna Śnieżka, podeszła bliżej głazu i czule dotknęła go swą bladą jak śnieg dłonią. Pył opadł, a diament zaczął błyszczeć jak nigdy wcześniej.

Autor: Gwiazdeczka