Ciche jezioro – 23

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby usłyszeć coś, czego nigdy wcześniej nie słyszało. Szept, cichy i urywany, niosący się nad wodą, jakby należał do kogoś, kto wcale nie chciał być usłyszany.

Była to noc bez wiatru, bez ruchu, bez najmniejszego szelestu. Las zdawał się wstrzymywać oddech, gdy jezioro otworzyło swoje ciemne oczy – gładką, lustrzaną powierzchnię – i zobaczyło kogoś na brzegu. Postać stała nieruchomo, a jej cień rozciągał się po wodzie w sposób, który przeczył logice. Jezioro nie znało tej sylwetki. I choć powinno być spokojne, poczuło… niepokój.

Postać drgnęła. Zrobiła krok w stronę jeziora, a wtedy tafla zadrżała, choć powietrze było nieruchome. Szept powrócił, mocniejszy tym razem, formując słowa, których sens ginął w mroku. Las słuchał, jezioro słuchało, ale żadne z nich nie rozumiało.

A potem woda rozstąpiła się.

Ciemność pod powierzchnią nigdy nie była tak głęboka. Jakby jezioro otwierało coś, co od wieków było zamknięte. Postać sięgnęła dłonią w stronę wody, a las, w nagłym przypływie przerażenia, zaczął szaleńczo szumieć. Liście drżały, zwierzęta uciekły, a księżyc, jakby ostrzeżony, skrył się za chmurami.

Wtedy jezioro nagle się zatrzasnęło, a szept umilkł. Noc wróciła do swojej ciszy. Ale jezioro nie spało już tak spokojnie jak dawniej. Coś się zmieniło. Coś zostało obudzone. I czekało.

Las zamarł. Nie drżał już w ostrzegawczym szumie, nie uciekał przed tym, co przed chwilą próbowało się wydostać. Czekał.

A jezioro… milczało.

Postać leżała na brzegu, jej palce wciąż lśniły od wody, której dotknęła, ale ta wilgoć była dziwna, zbyt chłodna, jakby niosła ze sobą coś więcej niż tylko odbicie księżyca.

I wtedy ziemia pod postacią lekko się zapadła.

Nie była to zwykła miękka gleba, nie był to poślizg na mokrych liściach. To było coś innego, jakby jezioro nie chciało jej puścić. Jakby wciągało ją powoli, niezauważalnie, z każdym oddechem coraz głębiej w swoją tajemnicę.

Postać podniosła się na łokciach, ale zanim zdążyła stanąć na nogi, coś przecięło ciszę, szept, głębszy, pewniejszy.

– Zostań.

Nie brzmiało to jak prośba. Nie brzmiało jak rozkaz. Brzmiało… jak fakt.

Las znów poruszył się, tym razem delikatnie, jakby chciał ją ostrzec. A jezioro… było nieruchome.

Tylko w jego najgłębszych zakątkach coś nadal się budziło.

I teraz już wiedziało, że ma gościa.

Ziemia pod postacią drżała niemal niezauważalnie – jak cichy puls jeziora, które wcale nie chciało jej wypuścić. Mgła przy brzegu zgęstniała, unosząc się w wirujących pasmach, a las, jakby nagle świadomy tego, co się dzieje, znów począł szeptać, ale tym razem jego szept był pełen ostrzeżeń.

Postać wzięła głęboki oddech i spróbowała się wycofać. Jednak gdy tylko zrobiła krok do tyłu, woda przy brzegu poruszyła się w sposób, który nie miał prawa być naturalny. Fale nie odpływały od lądu, one płynęły w przeciwną stronę, jakby zapraszały ją z powrotem do siebie.

– Zostań.

Słowo znów przecięło ciszę, tym razem nie jako szept, ale jako coś głębokiego, wibrującego w samym powietrzu.

Las ucichł.

Postać spojrzała na wodę, a jej odbicie było… inne. Nie poruszało się zgodnie z jej ruchem. Nie odwzorowywało jej w sposób, w jaki powinno.

A potem… odbicie się uśmiechnęło.

Nie był to jej uśmiech.

Nie był to żaden uśmiech, który powinien istnieć na tym świecie.

Woda zadrżała, ziemia się poruszyła, a noc nagle stała się zbyt długa.

Czy powinna uciekać? Czy może było już za późno?

Noc zdawała się rozciągać ponad miarę, jakby czas wokół jeziora płynął inaczej – wolniej, ciężej, w dziwnej, mrocznej pulsacji. Postać zrobiła krok do tyłu, próbując wyrwać się spod hipnotycznego wpływu własnego… czy raczej nie- własnego odbicia.

Ale to odbicie nie zamierzało odpuścić.

Woda zatrzęsła się, fale zaczęły krążyć w nieregularnych, niepokojących spiralach, jakby powierzchnia jeziora oddychała. I wtedy, z głębin, coś wyłoniło się, ledwie widoczne w mroku, jak cień oderwany od rzeczywistości.

– Nie uciekaj.

Szept tym razem był tuż obok. Nie dobiegł z wody. Nie rozszedł się wśród drzew. Był… przy uchu.

Postać zamarła. Nagle jej własny oddech stał się głośniejszy niż cokolwiek innego, serce waliło jak szalone, a jezioro, jakby wyczuwając ten strach, uśmiechnęło się raz jeszcze, tym razem nie w odbiciu. Tym razem… na powierzchni wody.

– Wróciłaś.

To nie było pytanie.

Las jęknął, jakby chciał ją wyciągnąć z tej pułapki, z tego sennie pogrążonego miejsca, w którym jezioro budziło swoje wspomnienia.

Ale było już za późno.

Coś z głębin wyciągnęło ku niej rękę.

A ona, ku własnemu przerażeniu, wiedziała…, że tym razem jej nie wypuści.

Jezioro zdawało się oddychać – powolnym, głębokim, niemal hipnotycznym rytmem. Powierzchnia falowała leniwie, jakby coś pod spodem… poruszało się.

Postać wciąż stała na brzegu, nieruchoma, wstrzymując oddech. Dłoń – ta sama, która uniosła się z głębin – zatrzymała się na moment w powietrzu. Woda ściekała z jej palców w nieregularnych, pulsujących kroplach, które nie wydawały żadnego dźwięku, mimo że powinny.

– Wróciłaś.

Nie było już wątpliwości. Te słowa nie odnosiły się do kogoś innego. Nie były przypadkowe.

One były dla niej.

Postać cofnęła się. A wtedy las… zadrżał.

Nie w naturalny sposób, nie jak podczas wiatru, nie jak pod wpływem kropli deszczu. Zadrżał w ostrzegawczym, niemal błagalnym ruchu. Gałęzie wydawały się wyciągać w jej stronę, jakby chciały ją odciągnąć od brzegu. Jakby wiedziały coś, czego ona jeszcze nie rozumiała.

Ale było za późno.

Jezioro… rozsunęło się.

Nie jak zwykła woda, która przyjmuje każdy kształt bez oporu. Nie jak tafla, która reaguje na dotyk. Ono rozstąpiło się w sposób zamierzony.

I wtedy z głębin wynurzyło się coś, co nie powinno istnieć.

Nie było to zwierzę. Nie był to człowiek. Nie było to nic, co można nazwać.

Ale znało ją.

A ona, ku własnemu przerażeniu, zdała sobie sprawę, że zna je również.

Czy powinna uciekać? Czy było już za późno?

Jezioro pulsowało, choć woda pozostawała nieruchoma. Ciemność wokół wydawała się gęstnieć, jakby coś niewidzialnego ściągało noc głębiej do siebie.

Postać stała w miejscu, jej oddech był płytki, niepewny. Wiedziała, że coś wynurzało się z głębin, że znało ją w sposób, który przeczył wszelkiej logice. Ale najgorsze było to, że… ona też zaczynała pamiętać.

Nie była tu po raz pierwszy. Nie przyszła tu przypadkiem.

Woda poruszyła się, rozstępując na ułamek sekundy w niemal rytmiczny sposób, jakby jezioro biło własnym sercem. A wtedy… pojawiły się oczy.

Nie były ludzkie. Nie były zwierzęce. Były… czymś więcej. Czymś starym. Czymś, co czekało.

Postać zrobiła krok do tyłu.

– Nie uciekaj.

Głos nie był już szeptem. Był wszędzie. W powietrzu. W wodzie. W ziemi.

I wtedy zrozumiała.

Ona tu należała.

Czy to była tajemnica, której nigdy nie powinna odkryć? A może… powinna spojrzeć w oczy temu, co na nią czeka?

Jezioro było teraz żywe, pulsowało cichym, hipnotycznym rytmem, a ciemność w jego głębinach zdawała się wciągać noc jeszcze głębiej.

Postać oddychała szybko, ale nie była już pewna, czy to strach, czy… coś innego. Coś, co zdawało się w niej rosnąć od chwili, gdy spojrzała w te oczy.

Nie były ludzkie. Nie były zwierzęce. Były czymś więcej. Czymś znanym.

Las cicho jęknął w szumie liści, a mgła przy brzegu zgęstniała. Była teraz tak gęsta, że zdawała się mieć własną masę, własną świadomość.

– Nie uciekaj.

Głos tym razem nie brzmiał jak rozkaz. Był prośbą.

Ale prośbą od kogo?

Postać spojrzała w głąb jeziora, w te oczy, w tę ciemność, w ten bezdenny puls, który zdawał się bić w rytm jej własnego serca.

I wtedy pamięć wróciła.

Nie była tu po raz pierwszy. To jezioro znało ją…, bo kiedyś była jego częścią.

Ale dlaczego o tym zapomniała?

Woda poruszyła się, tworząc wiry, które zdawały się przywoływać ją do siebie. Nie było już strachu. Nie było już pytań. Było tylko zrozumienie, które rosło w niej jak echo dawnej prawdy.

Czy powinna zrobić krok naprzód?

Czy to było jej przeznaczenie?

A może… miała wybór?

Postać stała na granicy dwóch światów – tego, który znała, i tego, który zdawał się przywoływać ją z głębin jeziora. Czuła puls wody, rytmiczny, hipnotyczny, przypominający bicie serca, które nie należało do niej, a jednocześnie… wydawało się dziwnie znajome.

Jezioro zdawało się czekać.

– Pamiętasz już?

Głos nie rozbrzmiewał w powietrzu. Nie pochodził z lasu. Był wszędzie – jakby wypływał prosto z jej umysłu, budząc wspomnienia, których dotąd nie miała.

A może… miała je zawsze, tylko były ukryte?

Woda przy brzegu zaszemrała, rozstępując się w ledwie dostrzegalnym ruchu. W ciemności pod powierzchnią nie było dna. Było coś więcej – coś, co znało jej imię, jej przeszłość, jej sekret.

Las błagalnie zaszeleścił. Liście drżały, gałęzie wyginały się jak ramiona chcące ją odciągnąć. Bo jeśli zrobi krok…, jeśli wejdzie do jeziora…, to czy jeszcze kiedykolwiek będzie częścią świata, z którego przyszła?

A może już od dawna była częścią tego świata?

Jezioro pulsowało.

Czekało.

Czy powinna zrobić krok naprzód?

A może zbyt późno, by się cofnąć?

Jezioro zdawało się pulsować coraz szybciej, a woda wokół brzegów poruszała się w sposób, który przeczył naturze – nie jak fale niesione przez wiatr, lecz jak coś żywego, coś oczekującego.

Postać wstrzymała oddech. Oczy w głębinach nie mrugały. Czekały.

Mgła zgęstniała tak bardzo, że niemal wydawało się, jakby miała własną masę, własny cel. A las…, las już nie szeptał. Las się cofnął. Drzewa zdawały się oddalać, jakby nie chciały być świadkami tego, co zaraz miało się wydarzyć.

– Zrobisz to?

Głos był bliżej. Nie szeptał, nie kusił, nie nakazywał. Był pewny, jakby odpowiedź była już znana.

Postać spojrzała na taflę wody.

I zrobiła krok.

Nie w tył.

Naprzód.

Jezioro zadrżało. Powierzchnia rozstąpiła się jak żywe lustro, a woda nie pochłaniała jej w sposób, w jaki powinno działać zwykłe jezioro. Nie było chłodu, nie było lodowatego dotyku.

Było powitanie.

– Jesteś nasza.

Ostatnie, co las usłyszał, zanim mgła wciągnęła wszystko w siebie, to cichy śmiech – nie przerażony, nie szalony. Śmiech kogoś, kto wreszcie pamiętał, kim naprawdę jest.

A jezioro?

Jezioro znów zasnęło. Spało długo i często… ale już nigdy tak samo jak wcześniej.

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki