Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi egzaminatora. Ten podniósł go z surową miną i rozwinął papier. Spodziewał się, że będzie tam jakaś ściąga, a zobaczył nieporadny dziecięcy rysunek i tekst znanej mu, często nuconej w dzieciństwie piosenki:
Zawsze nich będzie słońce,
zawsze niech będzie niebo
zawsze niech będzie mama
zawsze niech będę ja.
Uśmiechnął się. Schował kartkę do kieszeni i życzliwie przypatrywał się studentom zdającym właśnie pisemną część trudnego egzaminu. Jego uśmiech spowodował, że w sali zrobiło się jakoś swobodniej, napięcie zelżało i lżej było oddychać.
Studenci wyraźnie to odczuli. I pisali rozluźnieni jak nigdy dotąd. A mały kawałeczek papieru w kieszeni uwierał, jakby chciał powiedzieć „Złóż mnie znowu i puść w świat”.
„Dobrze, dobrze” – odpowiedział mu w myślach egzaminator – „ale najpierw zakończę egzamin. Przecież nie mogę tego zrobić przy moich studentach”.
I rzeczywiście, gdy studenci wyszli z sali, egzaminator złożył samolocik i puścił go przez otwarte ono. Patrzył jak leci, daleko, wysoko. W końcu zniknął mu z oczu, a on z uśmiechem zabrał się do sprawdzania prac egzaminacyjnych.
Autor: Ewa Damentka