Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi wielkiego słonia, który był atrakcją miejscowego zoo. Słoń podniósł papierowy samolocik i kichnął. Wtedy samolocik znów wzniósł się w powietrze. Tym razem leciał bardzo długo, ale to już zupełnie inna historia…
dla Andrzeja napisała Brzozowa Bajdulka