Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi Stefana, który właśnie zastanawiał się, czy woda gazowana ma jakąś sekretną moc, skoro wszyscy w biurze wyglądali, jakby byli od niej uzależnieni.
Schylił się, podniósł samolocik, rozwinął go ostrożnie i uniósł brwi na widok napisu: „PILNE: TEST SYSTEMU LATAJĄCYCH PRZEKĄSEK.”
Nie zdążył nawet pomyśleć, kto wysłał tę wiadomość, kiedy nagle coś przeleciało obok jego głowy. Zamrugał, próbując dojść do siebie, a potem spojrzał w górę.
W powietrzu, elegancko i bez najmniejszego hałasu, unosiły się kanapki. Nie przypadkowe. Perfekcyjnie przyrządzone, każda z nich miała na sobie malutką flagę, jakby była członkiem dyplomatycznej misji.
Stefan powoli cofnął się o krok. „To jakiś eksperyment?” – pomyślał.
I wtedy drzwi do biura otworzyły się z impetem. Do środka wpadł mężczyzna w fartuchu laboratoryjnym i okularach ochronnych.
– Panie Stefanie! Niech pan nie wykonuje gwałtownych ruchów, bo jeszcze się panu jakaś kanapka przyczepi do marynarki!
Stefan spojrzał na niego z niedowierzaniem.
– Czy ktoś mi może wytłumaczyć, dlaczego przekąski latają po moim biurze?!
Mężczyzna poprawił okulary.
– To zupełnie nowy system inteligentnych posiłków. Miał być testowany w kontrolowanych warunkach, ale no cóż, chyba nastąpił mały błąd.
Stefan przewrócił oczami, patrząc na kanapki, które teraz zaczęły układać się w precyzyjne formacje powietrzne. Czy powinien interweniować? A może po prostu zaakceptować fakt, że jedzenie zaczęło żyć własnym życiem?
Wstrzymał oddech, obserwując kanapki, które teraz krążyły nad jego biurkiem w idealnym szyku, a mężczyzna w fartuchu wyjął małe urządzenie, które wyglądało jak pilot do telewizora.
– Muszę je zatrzymać, zanim zaczną się grupować w większe formacje.
– Większe formacje? – powtórzył Stefan, zaskoczony.
I wtedy zobaczył ruch. Kanapki zaczęły się łączyć. Jedna do drugiej, warstwami, aż w końcu powstał latający wielki burger.
– No nie – mruknął naukowiec, wciskając nerwowo przyciski na swoim urządzeniu.
Burger uniósł się wyżej, jakby szykował się do ucieczki przez okno.
– Nie pozwólcie mu uciec!
Stefan spojrzał na ekipę biurową, która teraz w panice rzucała się po sali, próbując złapać latające warzywa, które odczepiły się od konstrukcji burgera.
– Dlaczego ja? – jęknął, próbując uchwycić kawałek sałaty, który właśnie podleciał obok jego twarzy.
Naukowiec rzucił mu plastikowy widelec.
– Musisz go unieruchomić!
Stefan złapał widelec i rzucił się na burgera. W ostatnim momencie udało mu się przebić warstwę sera i kotleta, zatrzymując całą strukturę w miejscu.
Kanapki rozpadły się na pojedyncze składniki, opadając łagodnie na podłogę, a biuro zamarło w ciszy. Wszyscy spojrzeli na Stefana. Naukowiec przyklęknął, podnosząc kawałek sera i uśmiechnął się z uznaniem.
– Gratulacje. Właśnie uratowałeś świat przed pierwszą generacją zbuntowanych kanapek.
Stefan westchnął ciężko, podnosząc wzrok.
– Czy to znaczy, że mogę teraz iść na przerwę?
tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki