Mały papierowy samolocik – 36

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi dużego słonia w ZOO.

Słoń bardzo się zdziwił.

Jeszcze bardziej byli zdziwieni pracownicy ogrodu zoologicznego. Jaki cudem maleńki samolocik mógł pokonać przestrzeń dzielącą parkowe alejki od słoniowego wybiegu?

Chcieli zabrać papierowego intruza, ale słoń nie dał im okazji. Zanim zdążyli do niego podejść, on delikatnie rozłożył samolocik. Kartka papieru, z której był zrobiony, zaczęła rosnąć i rosnąć. Zamieniła się w olbrzymią płachtę. Słoń wszedł na nią, a ona leciutko wzniosła się w powietrze i zaniosła słonia wysoko, wysoko. Na najbliższą chmurę.

Słoń zatrąbił z radości.

Odtąd często był widziany w deszczowe dni, gdy pomagał płanetnikom podlewać ziemię. Kiedyś zobaczono go nawet, jak ze swoją chmurą przypłynął, gdy w ZOO wybuchł pożar. Ustawił się w dogodnej pozycji i gasił ogień strumieniem wody ze swojej trąby.

Nigdy więcej żaden papierowy samolocik nie doleciał do ogrodu zoologicznego. Może szkoda? Miły byłby widok zwierząt mieszkających na białych puchatych chmurkach.

Autor: Ewa Damentka