Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi strażaka. On machinalnie podniósł go, choć brał właśnie udział w akcji ratowniczej. Rozwinął samolocik i zobaczył napis: „Rzuć mnie w ogień”.
Strażak był zdziwiony, ale postąpił zgodnie z instrukcją. Kartka papieru, z której był zrobiony samolocik, przemieniła się w ścianę wody. Zdawała się nie mieć początku, ani końca. Gasiła pożar.
Ku zdziwieniu strażaków w okolicach instalacji elektrycznej nie było mokro. Zamiast wody znajdował się tam biały proszek.
W remizie strażacy dotąd rozmawiają o tym, co się właściwie stało i czym była ta kartka papieru. Jak dotąd nie wymyślili żadnego wyjaśnienia, które by wszystkich zadowoliło.
Autor: Ewa Damentka