Młoda ładna kobieta patrzyła zachęcająco i bezwiednie bawiła się swoimi włosami. Czekała na jakąś reakcję ze strony mężczyzny, który się jej podobał. Ten nie mógł już dłużej udawać, że nie widzi jej zalotów, więc więc uśmiechnął się lekko, ale zamiast odpowiedzieć słowami, wyjął z kieszeni mały notes. Notes był stary, z pożółkłymi kartkami i skórzaną okładką, która nosiła ślady wielu lat użytkowania. Mężczyzna otworzył go na przypadkowej stronie i zaczął coś pisać, ignorując spojrzenie kobiety.
Kasia zmarszczyła brwi. Nie tego się spodziewała. Była przyzwyczajona do tego, że jej zaloty działały bezbłędnie, a tu nagle… notes? Co on mógł tam pisać?
– Co robisz? – zapytała, próbując ukryć irytację.
Mężczyzna podniósł wzrok, a jego oczy błysnęły tajemniczo.
– Piszę o tobie – odpowiedział spokojnie.
Kasia poczuła, jak jej serce przyspiesza. Była pisarką kryminałów, więc tajemnice zawsze ją fascynowały, ale teraz… teraz była częścią jednej z nich.
– O mnie? – powtórzyła, próbując zachować opanowanie.
Mężczyzna zamknął notes i schował go z powrotem do kieszeni.
– Tak. Jesteś idealną bohaterką do mojej nowej historii – powiedział, a jego uśmiech stał się jeszcze bardziej zagadkowy.
Kasia nie wiedziała, czy powinna być zadowolona czy zaniepokojona. Ale zanim zdążyła odpowiedzieć, mężczyzna odwrócił się i zaczął odchodzić w kierunku stajni, gdzie jej konie spokojnie pasły się na łące.
Nie mogła pozwolić mu tak po prostu odejść. Coś w jego zachowaniu było zbyt dziwne, zbyt intrygujące. Ruszyła za nim, a jej buty cicho stukały o kamienną ścieżkę.
– Zaczekaj! – zawołała. – Co to za historia? Dlaczego ja?
Mężczyzna zatrzymał się, ale nie odwrócił. Jego głos był spokojny, niemal hipnotyczny.
– Bo masz tajemnicę, której jeszcze nie odkryłaś. – powiedział. – A ja zamierzam ją znaleźć.
Kasia poczuła dreszcz na plecach. Czy to był początek nowej przygody? A może… czegoś znacznie bardziej niebezpiecznego?
Stała nieruchomo, wpatrując się w plecy tajemniczego mężczyzny. „Masz tajemnicę, której jeszcze nie odkryłaś.” Jego słowa wciąż odbijały się echem w jej głowie. Ale to było absurdalne, bo znała swoją przeszłość, wiedziała, kim jest. Przynajmniej tak jej się wydawało. Zacisnęła dłonie na pasku od torby i przyspieszyła kroku.
– Nie możesz tak po prostu rzucić zagadkowego zdania i odejść – powiedziała ostro.
Mężczyzna zatrzymał się i powiedział:
– Nie odchodzę. Ale jeśli chcesz prawdy, musisz być gotowa na to, co znajdziesz.
Kasia nie była osobą, która się cofała.
– Zawsze jestem gotowa.
Mężczyzna w końcu się odwrócił i spojrzał na nią uważnie.
– Więc chodź. Musimy zacząć od miejsca, które ukrywa więcej, niż ci się wydaje.
Kasia czuła, jak adrenalina zaczyna pulsować w jej żyłach.
Nie miała pojęcia, dokąd zaprowadzi ją ta rozmowa.
Ale jedno było pewne – nie mogła teraz się zatrzymać.
Spojrzała na mężczyznę, próbując rozszyfrować jego intencje.
– Dokąd idziemy? – spytała, choć w głębi duszy już wiedziała, że czeka ją coś niezwykłego.
Mężczyzna uśmiechnął się lekko.
– Do starej stodoły na skraju lasu.
Kasia zmarszczyła brwi. Znała to miejsce. To tam przechowywała sprzęt jeździecki i kilka zapasowych worków z owsem. Nie było tam nic specjalnego… prawda?
Ruszyli w stronę drewnianej, nieco zmurszałej konstrukcji, a jej konie obserwowały ich z zaciekawieniem. Wiatr zaszeleścił w wysokich trawach, jakby chciał ich ostrzec, ale Kasia nie zamierzała się wycofać.
Gdy dotarli do stodoły, mężczyzna przystanął przed wielkimi wrotami i położył dłoń na jednej z drewnianych belek, dokładnie tam, gdzie powinna być zwykła szczelina.
Kasia przygryzła wargę.
Nigdy wcześniej nie zwróciła na to uwagi, ale… czy to drewno faktycznie wyglądało naturalnie?
Mężczyzna nacisnął mocniej.
I wtedy…
Cała ściana odsunęła się z cichym skrzypnięciem, odsłaniając przejście do czegoś, czego absolutnie się nie spodziewała. Za drewnianą fasadą nie było zwykłego zaplecza. Był ciemny, kamienny korytarz, który zdawał się prowadzić pod ziemię.
Mężczyzna spojrzał na nią z wyrazem spokojnej pewności.
– Teraz możesz odkryć swoją tajemnicę.
Kasia wpatrywała się w ciemny, kamienny korytarz ukryty za fałszywą ścianą stodoły. Coś w niej podpowiadało jej, że to miejsce nie powinno istnieć. A jednak było.
Mężczyzna spojrzał na nią z wyrazem spokojnej pewności.
– Nie masz ochoty zobaczyć, co kryje się dalej?
Kasia nie była pewna, czy „ochota” to właściwe słowo. Ale była pisarką kryminałów. Tajemnice zawsze ją fascynowały. A teraz znajdowała się w jednej z nich. Zacisnęła pięści i zrobiła pierwszy krok.
Kamienne ściany otaczały ją z obu stron, a pod jej stopami skrzypiała warstwa kurzu, której nikt nie naruszył od bardzo dawna. Szła dalej, światło z wejścia powoli zanikało, a przed nią rozciągał się mrok, który zdawał się pochłaniać wszystko. I wtedy…
Usłyszała dźwięk. Nie był to szmer wiatru. Nie był to odgłos kroku. To było delikatne stukanie, jakby ktoś… coś… znajdowało się dalej w korytarzu i czekało na jej reakcję.
Kasia zamrugała, przyspieszając oddech.
Mężczyzna, który szedł tuż obok niej, się zatrzymał.
– Słyszysz to?
Oczywiście, że słyszała. Przełknęła ślinę, nasłuchując dźwięku rozbrzmiewającego w ciemności. Delikatne stukanie. Jednostajne, rytmiczne, jakby coś próbowało przekazać wiadomość… albo ostrzeżenie.
Mężczyzna obok niej napiął mięśnie.
– Jesteś pewna, że chcesz iść dalej?
Oczywiście, że nie była pewna, ale pisarka kryminałów nie cofa się przed tajemnicą. Zrobiła krok w głąb korytarza. Potem kolejny. I jeszcze jeden.
Światło z wejścia do stodoły zniknęło, pozostawiając ich w półmroku, gdzie każdy cień wydawał się drżeć, każdy szelest zdawał się kryć coś więcej.
I wtedy…
Coś się poruszyło. Nie w sposób gwałtowny. Nie w sposób agresywny. To było subtelne przesunięcie, jakby ktoś… czekał na nich.
Kasia wstrzymała oddech.
– Kto tam jest? – powiedziała, choć głos nie brzmiał tak pewnie, jakby chciała.
Cisza.
A potem…
Głos:
– Nie powinnaś tu być, Kasiu.
Serce Kasi przyspieszyło do granic możliwości. Mężczyzna obok niej napiął się jeszcze bardziej.
– Skąd wiedzą, kim jesteś?
Kasia nie miała odpowiedzi, ale jedno było pewne – już nie mogła się cofnąć. Przełknęła ślinę, czując, jak adrenalina pulsuje w jej żyłach.
– Kim jesteś? – zapytała, starając się, aby jej głos brzmiał pewnie.
Odpowiedziała jej cisza. A potem… Dźwięk kroków. Powolnych. Zbyt spokojnych, jakby osoba, która się zbliżała, nie miała żadnych wątpliwości, że to ona kontroluje sytuację.
Mężczyzna obok Kasi nie drgnął, ale jego postawa stała się bardziej napięta.
– To nie wygląda dobrze. – mruknął cicho.
I wtedy… z mroku wyłoniła się sylwetka. Wysoka. Smukła. Jej twarz była częściowo skryta pod cieniem, ale oczy… oczy Kasia rozpoznała natychmiast.
Serce zatrzymało jej się na ułamek sekundy. Bo to było niemożliwe. Nie mogła tu być. A jednak stała przed nią.
– Martyna?!
Kasia próbowała przetworzyć to, co właśnie zobaczyła. Martyna, jej dawna przyjaciółka. A może… teraz już wróg?
Martyna uśmiechnęła się lekko, jakby nic z tego nie było dziwne.
– Wiedziałam, że w końcu tu trafisz.
Mężczyzna u boku Kasi rzucił jej ostre spojrzenie.
– Znacie się?
Kasia nie była w stanie odpowiedzieć. Bo prawda była taka… Nie wiedziała, czy naprawdę znała Martynę. Patrzyła na Martynę, próbując pogodzić się z tym, co właśnie się wydarzyło. Czy to była pułapka? A może… prawda, którą ignorowała przez lata?
Martyna poprawiła rękawy swojego płaszcza, jakby wcale nie było tu nic dziwnego, jakby całe to spotkanie było czymś zaplanowanym od dawna.
– Zawsze wiedziałam, że tu dotrzesz.
Kasia zmarszczyła brwi.
– Ale dlaczego? Co tu jest?
Martyna uśmiechnęła się lekko, ale w jej oczach nie było ciepła.
– Odpowiedzi.
Mężczyzna obok Kasi od razu się napiął.
– Odpowiedzi na co dokładnie?
Martyna powoli przesunęła ręką po kamiennej ścianie tunelu, jakby chciała pokazać, że ten korytarz krył więcej, niż Kasia kiedykolwiek mogłaby przypuszczać.
– Na to, kim naprawdę jesteś.
Serce Kasi zatrzymało się na ułamek sekundy, bo to brzmiało… zbyt osobiście.
– Nie rozumiem.
Martyna spojrzała na nią i jej uśmiech stał się jeszcze bardziej tajemniczy.
– Nie musisz. Ale jeśli zrobisz kolejny krok… nie będziesz już mogła się cofnąć.
Kasia czuła, jak jej umysł walczy sam ze sobą. Czy powinna zaufać Martynie? A może właśnie wchodziła w grę, której zasad jeszcze nie znała?
Martyna patrzyła na Kasię z wyrazem czystej pewności, jakby wiedziała coś, czego Kasia jeszcze nie miała odwagi odkryć.
– Ten korytarz… jest częścią twojej historii.
Kasia poczuła zimny dreszcz na plecach.
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz.
Martyna powoli pokręciła głową.
– Nie musisz. Jeszcze. Ale jeśli zrobisz ten krok, wszystko się zmieni.
Mężczyzna stojący obok Kasi milczał, ale Kasia czuła jego napięcie.
Wszystko w tym miejscu wydawało się niepokojąco zaplanowane, jakby Martyna wiedziała, że prędzej czy później Kasia tu trafi.
A jeśli to była prawda… Jeśli to miejsce było związane z nią… Co tu na nią czekało? Zacisnęła pięści, nie lubiła manipulacji. Ale jednocześnie… nie mogła po prostu odejść.
– Co znajdę dalej?
Martyna uśmiechnęła się, ale tym razem było w tym coś prawdziwego, coś… ostatecznego.
– Prawdę o sobie.
Kasia zacisnęła dłonie, czując, jak puls przyspiesza. Czy naprawdę była gotowa na to, co kryło się dalej?
Martyna nie spuszczała z niej wzroku, jakby czekała na jej decyzję, jakby wiedziała, że ten moment jest nieunikniony.
Mężczyzna stojący obok Kasi zmrużył oczy, badając Martynę uważnie.
– Czy to pułapka?
Martyna uśmiechnęła się lekko.
– Nie. To konieczność.
Kasia przełknęła ślinę. I wtedy zrobiła krok. Jeden. Potem drugi, a korytarz zdawał się ją pochłaniać, kamienne ściany wokół przyjmowały jej obecność w sposób, który był… dziwnie znajomy.
Czy kiedyś już tu była? Czy coś w niej pamiętało to miejsce, zanim jeszcze odkryła jego istnienie?
Martyna szła tuż za nią, milcząca, jakby wiedziała, że nie musi już nic mówić. Mężczyzna nadal był czujny, ale… coś w nim też się zmieniło.
W końcu dotarli na koniec korytarza.
Przed nimi znajdowały się wielkie, stare drzwi, ich powierzchnia była pokryta znakami, których Kasia nie rozumiała… ale czuła, że powinna. Serce zatrzymało się na ułamek sekundy. Martyna położyła dłoń na jednej z drewnianych płyt i spojrzała na Kasię.
– Jeśli je otworzysz, nie będzie już odwrotu.
Kasia wzięła głęboki oddech.
Martyna obserwowała ją uważnie, jej dłoń wciąż spoczywała na drewnianej powierzchni, jakby już znała prawdę, którą Kasia dopiero miała odkryć.
Mężczyzna stał z tyłu, nie mówił nic, ale jego obecność była niemal namacalna – gotowy do działania, jeśli tylko coś poszłoby nie tak.
Kasia dotknęła drzwi. I wtedy coś kliknęło. Cichy mechanizm, który nie powinien tu istnieć, ale właśnie się uruchomił. Drzwi zaczęły się otwierać, drewno zaskrzypiało… A za nimi nie było niczego, czego się spodziewała.
Nie było starego pomieszczenia. Nie było kolejnego korytarza.
Było lustro. Wielkie, antyczne, z ramą ozdobioną tymi samymi symbolami, które widziała na drzwiach.
Martyna uśmiechnęła się lekko.
– Spójrz.
Kasia spojrzała w lustro i zamarła, bo odbicie, które tam widziała… nie było jej odbiciem. Nie było to zwykłe zniekształcenie, nie był to cień. To była inna wersja jej samej. Kobieta po drugiej stronie wyglądała prawie identycznie – ten sam kolor włosów, ten sam wyraz twarzy… ale oczy.
Oczy były inne. Nie miały jej spojrzenia. Były zimne, obce, jakby należały do kogoś, kto patrzy na nią nie z ciekawością, lecz z pełną świadomością tego, co się dzieje.
Martyna stała obok, spokojna, jakby widziała to już wcześniej.
– Rozpoznajesz ją?
Kasia nie była w stanie odpowiedzieć.
Mężczyzna za jej plecami powoli podszedł bliżej, również patrząc w lustro, jego oddech stał się cichszy, jakby nagle znalazł się w miejscu, gdzie nawet dźwięk mógł być niebezpieczny.
Odbicie w lustrze… uśmiechnęło się. Ale Kasia nie ruszyła ustami. To nie była ona. To było coś innego.
– Kim jesteś? – wyszeptała Kasia.
Jej własny głos odbił się echem w tunelu, jakby kamienne ściany chciały go zatrzymać. Kobieta w lustrze przekrzywiła głowę, a potem powiedziała coś, co sprawiło, że wszystkie włoski na rękach Kasi stanęły dęba.
– Jestem tobą. Ale tą częścią, którą chciałaś zapomnieć.
Kasia wstrzymała oddech, czując, jak jej puls przyspiesza.
– To niemożliwe – wyszeptała, wpatrując się w swoje odbicie, które… nie było jej odbiciem.
Martyna milczała, obserwując ją, jakby już wiedziała, że do tego dojdzie. Mężczyzna obok niej nie spuszczał lustra z oczu, gotowy na wszystko. Odbicie w lustrze przekrzywiło głowę, z uśmiechem, który… nie należał do Kasi.
– Pamiętasz, co ukryłaś? – zapytało.
Kasia nie była pewna, co powinna zrobić. Czy to było prawdziwe? Czy to było tylko złudzenie? A jeśli była część niej, którą naprawdę próbowała zapomnieć?
Martyna położyła dłoń na ramieniu Kasi.
– To twoja decyzja. Możesz odejść. Możesz zapomnieć. Ale jeśli chcesz wiedzieć prawdę… musisz ją zaakceptować.
Kasia spojrzała na swoje odbicie, czując, że nie ma już odwrotu. I wtedy… odbicie w lustrze zrobiło coś, czego nikt się nie spodziewał – wysunęło rękę. Nie w sposób złowrogi. Nie w sposób agresywny. Ale jakby… chciało pomóc.
Kasia wzięła głęboki oddech, czując, jak jej serce wali niczym galopujący koń. Co powinna to zrobić?
Odbicie w lustrze wciąż trzymało wyciągniętą dłoń – cierpliwie, jakby wiedziało, że w końcu się zdecyduje.
Martyna nie mówiła nic. Mężczyzna stał nieruchomo, gotowy zareagować w każdej chwili.
Kasia powoli podniosła rękę. I wtedy… dotknęła odbicia. W momencie, gdy jej palce zetknęły się z taflą lustra, świat się zmienił. Nie była to gwałtowna eksplozja. Nie było błysku światła. To był cichy, płynny ruch, jakby rzeczywistość się przestawiła.
Kasia poczuła dziwne uczucie… jakby coś w niej drgnęło, jakby ukryta część jej samej w końcu się obudziła. I wtedy wszystko wokół się zmieniło.
Nie stała już w tunelu.
Nie było Martyny. Nie było mężczyzny. Była w… stajni. Ale nie w swojej. Nie w takiej, jaką znała. Konie stały spokojnie, ich oczy świeciły dziwnym blaskiem, jakby wiedziały coś, czego Kasia jeszcze nie odkryła.
Serce przyspieszyło, a ona rozglądała się wokół, próbując zrozumieć, co właśnie się wydarzyło. I wtedy usłyszała głos.
– Wróciłaś.
Kasia zadrżała, słysząc ten głos. „Wróciłaś.” Ale czy naprawdę wróciła? Przecież nigdy wcześniej tutaj nie była. Czyż nie? Serce biło jej szybciej, oddech stał się płytszy. Powoli obracała się wokół, starając się dostrzec, skąd pochodził ten głos. Konie w stajni patrzyły na nią zbyt spokojnie, jakby ich obecność była równie tajemnicza co to miejsce.
I wtedy…
Na końcu stajni zobaczyła postać. Kobieta. Nieznajoma. A może… nie tak całkiem nieznajoma? Jej twarz była ukryta w półmroku, ale Kasia czuła, że gdzieś już ją widziała. Kobieta zrobiła krok w jej stronę.
– Myślałaś, że możesz to zapomnieć?
Kasia zacisnęła pięści, choć nie była pewna, przeciwko czemu walczy.
– O czym mówisz?
Napięcie w powietrzu rosło. Kobieta stojąca przed Kasią nadal się nie ruszała, ale jej spojrzenie było… przeszywające, jakby nie tyle na nią patrzyła, co ją przenikała.
– Kim jesteś? – spytała Kasia, jej głos był twardszy, bardziej pewny siebie.
Kobieta przechyliła głowę lekko na bok, jakby zastanawiała się, czy warto udzielić odpowiedzi. A potem, z pozorną obojętnością, powiedziała:
– Kiedyś byłaś mną.
Kasia cofnęła się pół kroku, jakby jej własny organizm instynktownie próbował uciec od tych słów.
– Co to znaczy?
– To znaczy, że kiedyś byłaś kimś innym niż obecnie. A teraz…, wróciłaś tu, żeby sobie przypomnieć.
Martyna i mężczyzna uważnie obserwowali tę scenę w lustrze, ale nie powiedzieli ani słowa, jakby wiedzieli, że to Kasia musi sama dojść do tego, co tu się dzieje.
dla Kasi
tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki