Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz. Na pobliskim stawie, pokrytym grubym lodem, spacerowało kilka łabędzi. Szły powoli jak zawsze, aż po kilkudziesięciu minutach zniknęły po drugiej stronie zbiornika.
Autor: Sokolik