Na kamieniu wystającym z morza przysiadła piękna syrena. Wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca i rozmyślała o miłości, co w głębinach oceanu skryta,
O sercu, które w jej piersi cicho bije.
W falach szumie słyszała jego imię,
Wiatru szeptem czuła jego dotyk.
Marzyła o chwili, gdy spotkają się na brzegu,
Gdzie morze i ląd w jedności się splatają.
Jej oczy, jak perły, błyszczały w blasku dnia,
A serce tęskniło za miłością prawdziwą.
Wiedziała, że gdzieś tam, za horyzontem,
Czeka na nią ktoś, kto jej serce zrozumie.
Każdego dnia, gdy słońce wschodziło,
Syrena patrzyła w dal, pełna nadziei.
Wierzyła, że miłość znajdzie drogę,
Przez fale, przez czas, przez przestrzeń.
I choć morze było jej domem,
Pragnęła miłości, co nie zna granic.
Bo w sercu syreny, jak w sercu człowieka,
Tli się płomień, co nigdy nie gaśnie.
tekst wygenerowany przez AI na polecenie Ewy Damentki