Na kamieniu – 61

Na kamieniu wystającym z morza przysiadła piękna syrena. Wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca i rozmyślała o zabawie, która wczoraj odbywała się na plaży. Obserwowała ją z bezpiecznej odległości. Widziała, że było dużo ludzi. Zjawili się chyba wszyscy mieszkańcy nadmorskiej wioski i wielu turystów. W piasku wykopano doły, w których urządzono paleniska. Pieczono w nich prosiaki, które nad ranem zostały podzielone na porcje i zjedzone, co do ostatniego kawałeczka. Piwo i lokalne wino lały się strumieniami. Ludzie tańczyli, śpiewali, urządzali zawody, komu uda się przeskoczyć nad ogniskiem. Ci, których ubrania zapaliły się, pędem biegli do morza, żeby znaleźć w nim ochłodę. W pewnej chwili, w czasie odpływu, wszyscy weszli do morza i na cofające się fale puszczali wianki z misternie przymocowanymi do nich zapalonymi świeczkami. Patrzyli, jak odpływają w siną dal, i cieszyli się jak dzieci. Najbardziej podobała się syrenie muzyka wybijana na bębnach. Oczywiście słyszała też inne instrumenty, ale rytmiczne bębny najbardziej ją urzekły. Zaczęła nucić tę melodię. Zsunęła się ze skały i zanurzyła w morzu. Tam zaczęła tańczyć, nucąc cały czas. Po chwili zauważyła, że dołączyły do niej inne syreny. Widocznie nie tylko na niej zrobiła wrażenie ta melodia i całonocna wesoła zabawa na plaży.

Autor: Ewa Damentka