O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. To młoda Wodniczka energicznie tarła na tarze i prała w mydlinach swoją sukienkę, w której chciała wystąpić na dorocznym wiosennym koncercie. Sukienka była zielona. Wodniczce dobrze było w tym kolorze, a ubrana w tę sukienkę mogła ukryć się w trzcinach, gdyby stado bocianów zaczęło polować na grajków leśnej orkiestry, czyli na zielone żabki, które były nieocenionymi muzykantami. Również dzięki sukience mogła podkradać się, by z bliska słuchać ćwiczeń żabiego chóru. Rozczulały ją te dźwięki. Marzyła o tym, by pójść do ślubu przy akompaniamencie żabiego rechotu i kumkania. Tak sobie myślała, piorąc sukienkę. A okrągłe kółka na wodzie pojawiały się i znikały, dając złudną nadzieję wędkarzowi, który z kolei marzył o złowieniu wielkiej ryby. I tak, każde z nich, Wędkarz i Wodniczka, oddawało się swoim zajęciom, podczas gdy dzień leniwie budził się z nocnego snu.
Autor: Ewa Damentka