O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. To tybetański mnich medytował na dnie jeziora. Raz na kilka minut wypuszczał drobinki powietrza, które tworzyły kółka, gdy przenikały na zewnątrz przez powierzchnię jeziora.
Legenda głosi, że mnich osiedlił się na dnie jeziora kilkanaście lat temu i jeszcze ani razu nie wynurzył się, żeby nabrać powietrza. Mieszkańcy są ciekawi, kiedy to wreszcie zrobi, bo chcieliby go ugościć i porozmawiać z nim. Wszyscy są mu wdzięczni, bo odkąd usiadł na dnie jeziora, to wielki spokój rozlał się nad okolicą, a to im bardzo odpowiada.
Autor: Ewa Damentka