Kochany Mikołaju – 06

Kochany Mikołaju, czekam na Ciebie cały rok. Każdego dnia wypatruję Cię przez okno. Mamy już 317 dzień roku i pragnę Cię zobaczyć.

Nadszedł wieczór i chłopiec zasnął. Obudził się około piątej rano. Podniósł się i wstał z łóżka. Usłyszał dzwonek do drzwi. Jeszcze lekko zaspany podszedł i otworzył zamek od drzwi. W progu stał Święty Mikołaj. Uradowany odsunął się, aby Mikołaj mógł wejść do środka. Jednak za nim weszli inni. Każdy z nich wyglądał identycznie. Zaczął ich liczyć. Okazało się, że chłopca odwiedziło dzisiaj 318 Mikołajów.

Autor: Sokolik

Piękne popołudniowe słońce – 31

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści, które uniosły się w górę i wirowały, utrzymując jednocześnie formę kopuły otaczającej Oliwkę i Dyzia, chroniącej ich przed wzrokiem innych spacerowiczów. Dziewczynka i miś byli zdziwieni i jednocześnie zaciekawieni. Zobaczyli, że obok nich pojawiła się złocista postać.

– Jestem Jesienią – przedstawiła się i dodała – miło mi was poznać.

Oliwka dygnęła, a miś dwornie ukłonił się.

– Czy chcecie wpaść do mnie na herbatkę z sokiem mali­nowym i ciasteczka?

– A czy możemy pójść z moimi rodzicami? – zapytała Oliwka.

– Oczywiście – odpowiedziała Jesień – zaraz ich zapro­szę.

Wykonała ręką jakiś gest i kopuła zaczęła się rozrzedzać. Oliwka pisnęła z radości, gdy zobaczyła swoich rodziców, którzy stali nieopodal.

Zaraz pisnęła jeszcze raz, tym razem z zaskoczenia. Zrobiło się ciemno, jakby wielka chmura zasłoniła słońce, a żółte liście zmieniły kolor. Były czarne jak smoła i zno­wu utworzyły kopułę odcinającą od świata Oliwkę, Dyzia, Jesień oraz potworną czarną męską postać, która stanę­ła obok nich.

– Idziecie ze mną. Sami – postać odezwała się grubym głosem i zaczęła się śmiać.

Jesień próbowała ochronić dziewczynkę i misia, ale to się jej nie udało. Razem z siłami, traciła swoją złotą barwę i stawała się coraz bardziej przezroczysta. Dyzio przerażo­ny przytulił się do Oliwki, a ona stała spokojnie i z zacie­kawieniem przyglądała się potężnemu smoliście czarne­mu mężczyźnie.

– A ty co? Nie boisz się? – odezwał się zdziwiony.

– Nie znam ciebie. Czemu miałabym się bać? – odparła Oliwka.

– Jestem groźny, mogę cię skrzywdzić.

– Nie boję się. Nie skrzywdzisz mnie.

– Czemu nie? Jestem wielkim czarodziejem!

– Chronią mnie potężne czary. Jeśli tego nie widzisz, to nie jesteś tak mocny, jak myślisz.

Czarodziej ryknął wielkim głosem, a rodzicom Oliwki, któ­rzy szukali jej w zadymie liści, zdawało się, że obok ude­rzył potężny piorun. Ucieszyli się, gdy zobaczyli delikatną poświatę przenikającą przez gęstą ścianę czarnych liści.

Oliwka świeciła! Dyzio przyglądał się jej zdziwiony, a Je­sień zaczęła odzyskiwać swoje kolory. Czarodziej ryknął ponownie. Wtedy Oliwka zaświeciła jeszcze mocniej, a uzdrowiona Jesień zatrzymała wiatr, czarne liście opadły na trawnik, a ona szepnęła rodzicom Oliwki, by jeszcze do niej nie podchodzili. Stanęli więc w pobliżu i uważnie obserwowali.

– Ty, ty… Kim ty jesteś? – wrzasnął czarodziej, który wy­raźnie zmalał i stracił swoją smolistą czerń. Stawał się szary, coraz bardziej szary.

– Jestem małą dziewczynką – odparła Oliwka.

– Jakie czary ciebie chronią?

– Miłość. Miłość moich rodziców – powiedziała.

– To prawda, to potężna broń – wtrąciła się Jesień, uśmie­chając się do rodziców Oliwki.

– Za to ty chyba nie dostałeś tej miłości od swoich rodzi­ców. Jest mi ciebie żal. Mogę podzielić się z tobą swoją miłością – powiedziała Oliwka i pogłaskała dłoń czaro­dzieja.

– Co ty robisz – przeraził się Dyzio – on zabierze to od ciebie. Zniszczy cię.

– Nie, Dyziu – uśmiechnęła się Oliwka. – Mama zawsze mówiła mi, że miłość się mnoży, gdy się ją dzieli. Tata mówi tak samo.

– To prawda – powiedziała Angelika, mama Oliwki.

– Tak, to prawda – odezwał się Paweł, tata Oliwki.

– Prawda – potwierdziła Jesień.

– Niestety, prawda – powiedziała smutna mała szara po­stać, w jaką przemienił się czarodziej.

– Co więcej, tą miłością możemy się dzielić z całym świa­tem – powiedziała Jesień i zatańczyła lekko na trawniku pełnym czarnych liści, które odżyły i szybko odzyskały swój żółty kolor.

– To ja też spróbuję – powiedział miś.

Popatrzył z miłością na Oliwkę, na jej rodziców, na Je­sień, na trawnik pełen żółtych liści. Na koniec spojrzał na kulącą się szarą postać i powiedział:

– Z tobą też dzielę się swoją miłością.

Postać zaskowytała, wyciągnęła ręce w stronę misia, jak­by chciała go złapać i… rozwiała się! Po prostu rozpłynę­ła się w powietrzu. Oliwka, jej rodzice i Dyzio byli zdumie­ni. Jesień roześmiała się i powiedziała:

– On zniknął, już nigdy nikomu nie zaszkodzi.

Popatrzyła z sympatią na małą dziewczynkę i jej misia, a potem powiedziała:

– Oliwko, Dyziu, uratowaliście mnie i cały świat. Ten zły czarodziej chciał mnie wymazać, jakbym nigdy nie istnia­ła. Wtedy tuż po lecie nastałaby zima. I tak byłoby do końca świata. Dzięki wam porządek pór roku został za­chowany.

Rodzice z dumą patrzyli na swoją córeczkę i chętnie przyjęli zaproszenie Jesieni na wspólny podwieczorek. W towarzystwie Dyzia, razem z Oliwką pili gorącą herbatę z sokiem malinowym. Zajadali się szarlotką i cynamonowy­mi ciasteczkami, a potem pysznym piernikiem. Na koniec Jesień podała śliwkowe powidła, najlepsze, jakie dotąd jedli.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Ewa Damentka

Młoda kobieta – 563

Młoda kobieta zatrzymała się i z wahaniem popatrzyła na szyld nowego lokalu – „Klub Anonimowych Księżniczek – Zapraszamy”. Rozejrzała się niepewnie. Nikt nie zwracał na nią uwagi, więc trochę śmielej otworzyła drzwi i weszła. W końcu pokoju zobaczyła trzech chłopców w wieku dwunastu lat. Zdziwiona spytała, co tutaj robią o tej porze.

– My się tutaj ukrywamy. Nie chcemy iść do szkoły! – rzekł jeden z nich.

– Rozumiem was, ale to wasz obowiązek. Ja też mam swoje obowiązki. A gdzie są wasi rodzice? – spytała.

– Teraz są w pracy! – odpowiedzieli wszyscy.

– Czy uważacie, że to w porządku, że rodzice ciężko pracują, abyście mieli co jeść, gdzie spać, a wy nie jesteście w szkole?

Chłopcy głęboko zastanawiali się.

– Ma pani rację. Tu i tak nam się bardzo nudzi – powiedział jeden z nich.

– No tak. W szkole możemy się czegoś nauczyć, spotkać z innymi kolegami – dodał starszy z nich.

– A zapewniam was, że bardzo chciałabym wrócić do szkoły! – rzekła kobieta.

– Naprawdę tęskni pani za szkołą? – spytał najmłodszy chłopiec.

– I to bardzo – uśmiechnęła się na koniec.

– To my chyba pójdziemy do szkoły, co? Gdyby rodzice dowiedzieli się, że tu jesteśmy…

– Nie kończ Franek.

Chłopcy założyli swoje tornistry, pożegnali się z kobietą i poszli do szkoły. Kobieta ucieszyła się, że mogła porozmawiać z nimi i przypomnieć sobie własne wagary.

Autor: Sokolik

Kochany Mikołaju – 04

Kochany Mikołaju, piszę do Ciebie list, ponieważ dużo o Tobie słyszałem, ale nigdy Cię nie widziałem. Jak możesz, to przybądź do mnie, ponieważ bardzo chcę zobaczyć Cię osobiście.

– napisałem i poszedłem z listem nad morze. Włożyłem go do szklanej butelki, zamknąłem szczelnie i położyłem na wodzie, aby fale zaprowadziły go do Mikołaja.
W środku nocy, zrobiło się jasno przed moim domem. Wstałem i zobaczyłem, że na podwórzu stoją renifery ciągnące sanie, a na nich siedział prawdziwy Święty Mikołaj. Ubrany był w czerwony płaszcz i czapkę z tamponem. Odwrócił się w moją stronę i wskazał ręką, abym przyszedł. Prędko założyłem buty, spodnie i kurtkę i pobiegłem do niego. Zaprosił mnie, abym usiadł obok niego. Zaproponował mi wspólną przejażdżkę saniami po mieście. Od razu się zgodziłem. Kiedy ruszyliśmy, poczułem się lekko i radośnie. Miałem okazję porozmawiać z Mikołajem kilka godzin, aż do następnego ranka.

Autor: Sokolik

Poranek obudził się – 87

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i spojrzał na biały sufit swojego pokoju. Wiedział, że czas wstawać i szykować się do szkoły. Gdy był już gotowy do wyjścia, jego rodzice siedzieli w kuchni przy stole. Pożegnali się z nim, ze swoim synem, któremu dali na imię Poranek, ponieważ urodził się pewnego słonecznego poranka, dziesięć lat temu. Dostał od mamy kanapki oraz jabłko, które chętnie zabrał ze sobą. Po kilku minutach wyszedł z domu, a rodzice zajęli się swoją pracą.

Autor: Sokolik

Rozległa pustynia – 64

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który spacerował po niej. Zostawiał dość duże ślady, po których potem wracał.

Autor: Sokolik