Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Trawnik okazał się być latającym dywanem. Powoli uniósł się, dostojnie zatrzepotał frędzlami i przeniósł w nieznane Dyzia, Oliwkę, jej rodziców, alejki i drzewa. To „nieznane” było całkiem miłe, zwłaszcza, że latający dywan przeniósł również panią, która sprzedawała watę cukrową. Z miłym uśmiechem zaproponowała kolorową watę rodzicom Oliwki, którzy udawali, że nie widzą i nie słyszą, jak Oliwka piszczy z radości. Dyzio i Oliwka doskonale wiedzieli, że rodzice udają, a rodzice wiedzieli, że oni wiedzą. Wiedziała o tym również pani z watą cukrową, która czekała z miłym uśmiechem, aż zakończy się zakupowy ceremoniał. Skończyło się na tym, że Oliwka dostała patyczek z różową watą cukrową, jej mama z pomarańczową, tata czerwoną, a Dyzio dumnie dzierżył w łapce zielono-niebieską. Kiedy ostatnia wata cukrowa została wydana, pani, która ją sprzedawała, uniosła się w górę jak balonik i razem ze swoją maszynką uleciała gdzieś w inne nieznane. Tymczasem to nieznane, w którym przebywali rodzice z Oliwką i Dyziem stało się całkiem oswojonym nieznanym, więc całą czwórką zgodnie udali się na spacer, żeby pooglądać, jak to ich nieznane wygląda. Szybko uznali, że jest bardzo znajome i wygląda tak, jakby nigdzie nie wyjeżdżali. Wtedy dywan z liści opadł z cichym westchnieniem. Widocznie miał nadzieję na dłuższą podróż. Kiedyś może się uda. Na razie Oliwka z Dyziem i rodzicami postanowili wrócić do domu na niedzielną kolację.
grudzień 2023
dla Oliwki napisała Ewa Damentka