Piękne popołudniowe słońce – 31

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści, które uniosły się w górę i wirowały, utrzymując jednocześnie formę kopuły otaczającej Oliwkę i Dyzia, chroniącej ich przed wzrokiem innych spacerowiczów. Dziewczynka i miś byli zdziwieni i jednocześnie zaciekawieni. Zobaczyli, że obok nich pojawiła się złocista postać.

– Jestem Jesienią – przedstawiła się i dodała – miło mi was poznać.

Oliwka dygnęła, a miś dwornie ukłonił się.

– Czy chcecie wpaść do mnie na herbatkę z sokiem mali­nowym i ciasteczka?

– A czy możemy pójść z moimi rodzicami? – zapytała Oliwka.

– Oczywiście – odpowiedziała Jesień – zaraz ich zapro­szę.

Wykonała ręką jakiś gest i kopuła zaczęła się rozrzedzać. Oliwka pisnęła z radości, gdy zobaczyła swoich rodziców, którzy stali nieopodal.

Zaraz pisnęła jeszcze raz, tym razem z zaskoczenia. Zrobiło się ciemno, jakby wielka chmura zasłoniła słońce, a żółte liście zmieniły kolor. Były czarne jak smoła i zno­wu utworzyły kopułę odcinającą od świata Oliwkę, Dyzia, Jesień oraz potworną czarną męską postać, która stanę­ła obok nich.

– Idziecie ze mną. Sami – postać odezwała się grubym głosem i zaczęła się śmiać.

Jesień próbowała ochronić dziewczynkę i misia, ale to się jej nie udało. Razem z siłami, traciła swoją złotą barwę i stawała się coraz bardziej przezroczysta. Dyzio przerażo­ny przytulił się do Oliwki, a ona stała spokojnie i z zacie­kawieniem przyglądała się potężnemu smoliście czarne­mu mężczyźnie.

– A ty co? Nie boisz się? – odezwał się zdziwiony.

– Nie znam ciebie. Czemu miałabym się bać? – odparła Oliwka.

– Jestem groźny, mogę cię skrzywdzić.

– Nie boję się. Nie skrzywdzisz mnie.

– Czemu nie? Jestem wielkim czarodziejem!

– Chronią mnie potężne czary. Jeśli tego nie widzisz, to nie jesteś tak mocny, jak myślisz.

Czarodziej ryknął wielkim głosem, a rodzicom Oliwki, któ­rzy szukali jej w zadymie liści, zdawało się, że obok ude­rzył potężny piorun. Ucieszyli się, gdy zobaczyli delikatną poświatę przenikającą przez gęstą ścianę czarnych liści.

Oliwka świeciła! Dyzio przyglądał się jej zdziwiony, a Je­sień zaczęła odzyskiwać swoje kolory. Czarodziej ryknął ponownie. Wtedy Oliwka zaświeciła jeszcze mocniej, a uzdrowiona Jesień zatrzymała wiatr, czarne liście opadły na trawnik, a ona szepnęła rodzicom Oliwki, by jeszcze do niej nie podchodzili. Stanęli więc w pobliżu i uważnie obserwowali.

– Ty, ty… Kim ty jesteś? – wrzasnął czarodziej, który wy­raźnie zmalał i stracił swoją smolistą czerń. Stawał się szary, coraz bardziej szary.

– Jestem małą dziewczynką – odparła Oliwka.

– Jakie czary ciebie chronią?

– Miłość. Miłość moich rodziców – powiedziała.

– To prawda, to potężna broń – wtrąciła się Jesień, uśmie­chając się do rodziców Oliwki.

– Za to ty chyba nie dostałeś tej miłości od swoich rodzi­ców. Jest mi ciebie żal. Mogę podzielić się z tobą swoją miłością – powiedziała Oliwka i pogłaskała dłoń czaro­dzieja.

– Co ty robisz – przeraził się Dyzio – on zabierze to od ciebie. Zniszczy cię.

– Nie, Dyziu – uśmiechnęła się Oliwka. – Mama zawsze mówiła mi, że miłość się mnoży, gdy się ją dzieli. Tata mówi tak samo.

– To prawda – powiedziała Angelika, mama Oliwki.

– Tak, to prawda – odezwał się Paweł, tata Oliwki.

– Prawda – potwierdziła Jesień.

– Niestety, prawda – powiedziała smutna mała szara po­stać, w jaką przemienił się czarodziej.

– Co więcej, tą miłością możemy się dzielić z całym świa­tem – powiedziała Jesień i zatańczyła lekko na trawniku pełnym czarnych liści, które odżyły i szybko odzyskały swój żółty kolor.

– To ja też spróbuję – powiedział miś.

Popatrzył z miłością na Oliwkę, na jej rodziców, na Je­sień, na trawnik pełen żółtych liści. Na koniec spojrzał na kulącą się szarą postać i powiedział:

– Z tobą też dzielę się swoją miłością.

Postać zaskowytała, wyciągnęła ręce w stronę misia, jak­by chciała go złapać i… rozwiała się! Po prostu rozpłynę­ła się w powietrzu. Oliwka, jej rodzice i Dyzio byli zdumie­ni. Jesień roześmiała się i powiedziała:

– On zniknął, już nigdy nikomu nie zaszkodzi.

Popatrzyła z sympatią na małą dziewczynkę i jej misia, a potem powiedziała:

– Oliwko, Dyziu, uratowaliście mnie i cały świat. Ten zły czarodziej chciał mnie wymazać, jakbym nigdy nie istnia­ła. Wtedy tuż po lecie nastałaby zima. I tak byłoby do końca świata. Dzięki wam porządek pór roku został za­chowany.

Rodzice z dumą patrzyli na swoją córeczkę i chętnie przyjęli zaproszenie Jesieni na wspólny podwieczorek. W towarzystwie Dyzia, razem z Oliwką pili gorącą herbatę z sokiem malinowym. Zajadali się szarlotką i cynamonowy­mi ciasteczkami, a potem pysznym piernikiem. Na koniec Jesień podała śliwkowe powidła, najlepsze, jakie dotąd jedli.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Ewa Damentka