Młoda ładna kobieta – 4

Młoda ładna kobieta patrzyła zachęcająco i bezwiednie bawiła się swoimi włosami. Czekała na jakąś reakcję ze strony mężczyzny, który się jej podobał. Ten nie mógł już dłużej udawać, że nie widzi jej zalotów, więc więc westchnął ciężko, poprawił swój kapelusz z piórkiem i powiedział:

– Przepraszam, ale czy pani wie, że właśnie siedzimy na grzbiecie gigantycznego ślimaka?

Kobieta uniosła brwi, zaskoczona.

– Ślimaka? – zapytała, próbując zrozumieć, czy to żart, czy może jednak coś poważniejszego.

Mężczyzna wskazał na ziemię, która rzeczywiście poruszała się powoli, a pod ich stopami widać było śliską, błyszczącą ścieżkę.

– Tak, ślimaka. I to nie byle jakiego. To Ślimak Wielki, Strażnik Lasu.

Kobieta spojrzała na niego, jakby właśnie powiedział, że jest królem galaktyki.

– Strażnik Lasu? A czego on pilnuje?

Mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo.

– Porządku…. I zapasów sałaty.

Kobieta przewróciła oczami, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, ślimak nagle zatrzymał się, a ziemia pod nimi zadrżała.

– O nie… – mruknął mężczyzna, wyciągając z kieszeni coś, co wyglądało jak miniaturowa parasolka.

– Co teraz? – zapytała kobieta, czując, jak napięcie rośnie.

– To znak, że zaraz zacznie padać deszcz… brokułowy.

Kobieta spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Brokułowy deszcz? To jakiś żart?

Ale zanim zdążyła dokończyć zdanie, z nieba zaczęły spadać… brokuły.

Gigantyczne, zielone różyczki uderzały o ziemię, a ślimak zaczął poruszać się szybciej, jakby próbował uciec przed warzywną burzą.

– Trzymaj się! – krzyknął mężczyzna, chwytając ją za rękę.

Kobieta, choć wciąż zdezorientowana, nie mogła powstrzymać śmiechu.

– To najbardziej absurdalna randka w moim życiu!

Mężczyzna uśmiechnął się szeroko.

– A to dopiero początek. Poczekaj, aż zobaczysz, co robią marchewki.

I tak oto rozpoczęła się ich przygoda – na grzbiecie gigantycznego ślimaka, w środku brokułowej burzy, z obietnicą jeszcze bardziej absurdalnych wydarzeń. Bo czasem życie wymaga odrobiny szaleństwa… i warzyw.

tekst wygenerowany przez AI na polecenie Ewy Damentki

Koperta z ważnymi dokumentami – 44

Koperta z ważnymi dokumentami zsunęła się i spadła za komodę. Mężczyzna pilnie jej potrzebował. Z trudem odsunął więc ciężki mebel od ściany i znieruchomiał ze zdziwienia. Zobaczył tajemniczy tunel prowadzący w głąb ziemi. Serce zaczęło mu bić szybciej, ale ciekawość zwyciężyła. Wziął latarkę i wszedł do tunelu.

Tunel był wąski i ciemny, a jego ściany pokryte były dziwnymi symbolami. Po kilku minutach marszu mężczyzna dotarł do dużej, podziemnej komnaty. Na środku stał starożytny ołtarz, a wokół niego leżały różne artefakty. Na ołtarzu spoczywała księga, która wydawała się emanować dziwnym, nieziemskim światłem.

Mężczyzna podszedł bliżej i otworzył księgę. Strony były zapisane w nieznanym mu języku, ale jedna z ilustracji przedstawiała coś, co wyglądało jak rytuał. Nagle poczuł, że nie jest sam. Odwrócił się i zobaczył postać w długiej, czarnej szacie, która zbliżała się do niego.

– Kim jesteś? – zapytał mężczyzna, starając się zachować spokój.

– Jestem strażnikiem tej księgi – odpowiedziała postać. – Nie powinieneś tu być.

Mężczyzna cofnął się o krok, ale postać zbliżała się coraz bardziej.

– Chciałem tylko odzyskać kopertę – odpowiedział.

– Teraz, gdy już tu jesteś, musisz dokonać wyboru – powiedział strażnik. – Możesz odejść z kopertą, ale zapomnisz wszystko, co tu widziałeś. Albo możesz pozostać i poznać tajemnice tej księgi, ale nigdy nie wrócisz do swojego dawnego życia.

Mężczyzna zastanawiał się przez chwilę. Wiedział, że dokumenty w kopercie są ważne, ale tajemnice księgi kusiły go niezmiernie. W końcu podjął decyzję.

– Zostanę – powiedział stanowczo.

Strażnik uśmiechnął się tajemniczo.

– Tak myślałem – powiedział. – Twoje życie już nigdy nie będzie takie samo.

Mężczyzna poczuł, jak dziwna energia przenika jego ciało. Wiedział, że dokonał wyboru, który na zawsze zmieni jego los.

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Ciche jezioro – 23

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby usłyszeć coś, czego nigdy wcześniej nie słyszało. Szept, cichy i urywany, niosący się nad wodą, jakby należał do kogoś, kto wcale nie chciał być usłyszany.

Była to noc bez wiatru, bez ruchu, bez najmniejszego szelestu. Las zdawał się wstrzymywać oddech, gdy jezioro otworzyło swoje ciemne oczy – gładką, lustrzaną powierzchnię – i zobaczyło kogoś na brzegu. Postać stała nieruchomo, a jej cień rozciągał się po wodzie w sposób, który przeczył logice. Jezioro nie znało tej sylwetki. I choć powinno być spokojne, poczuło… niepokój.

Postać drgnęła. Zrobiła krok w stronę jeziora, a wtedy tafla zadrżała, choć powietrze było nieruchome. Szept powrócił, mocniejszy tym razem, formując słowa, których sens ginął w mroku. Las słuchał, jezioro słuchało, ale żadne z nich nie rozumiało.

A potem woda rozstąpiła się.

Ciemność pod powierzchnią nigdy nie była tak głęboka. Jakby jezioro otwierało coś, co od wieków było zamknięte. Postać sięgnęła dłonią w stronę wody, a las, w nagłym przypływie przerażenia, zaczął szaleńczo szumieć. Liście drżały, zwierzęta uciekły, a księżyc, jakby ostrzeżony, skrył się za chmurami.

Wtedy jezioro nagle się zatrzasnęło, a szept umilkł. Noc wróciła do swojej ciszy. Ale jezioro nie spało już tak spokojnie jak dawniej. Coś się zmieniło. Coś zostało obudzone. I czekało.

Las zamarł. Nie drżał już w ostrzegawczym szumie, nie uciekał przed tym, co przed chwilą próbowało się wydostać. Czekał.

A jezioro… milczało.

Postać leżała na brzegu, jej palce wciąż lśniły od wody, której dotknęła, ale ta wilgoć była dziwna, zbyt chłodna, jakby niosła ze sobą coś więcej niż tylko odbicie księżyca.

I wtedy ziemia pod postacią lekko się zapadła.

Nie była to zwykła miękka gleba, nie był to poślizg na mokrych liściach. To było coś innego, jakby jezioro nie chciało jej puścić. Jakby wciągało ją powoli, niezauważalnie, z każdym oddechem coraz głębiej w swoją tajemnicę.

Postać podniosła się na łokciach, ale zanim zdążyła stanąć na nogi, coś przecięło ciszę, szept, głębszy, pewniejszy.

– Zostań.

Nie brzmiało to jak prośba. Nie brzmiało jak rozkaz. Brzmiało… jak fakt.

Las znów poruszył się, tym razem delikatnie, jakby chciał ją ostrzec. A jezioro… było nieruchome.

Tylko w jego najgłębszych zakątkach coś nadal się budziło.

I teraz już wiedziało, że ma gościa.

Ziemia pod postacią drżała niemal niezauważalnie – jak cichy puls jeziora, które wcale nie chciało jej wypuścić. Mgła przy brzegu zgęstniała, unosząc się w wirujących pasmach, a las, jakby nagle świadomy tego, co się dzieje, znów począł szeptać, ale tym razem jego szept był pełen ostrzeżeń.

Postać wzięła głęboki oddech i spróbowała się wycofać. Jednak gdy tylko zrobiła krok do tyłu, woda przy brzegu poruszyła się w sposób, który nie miał prawa być naturalny. Fale nie odpływały od lądu, one płynęły w przeciwną stronę, jakby zapraszały ją z powrotem do siebie.

– Zostań.

Słowo znów przecięło ciszę, tym razem nie jako szept, ale jako coś głębokiego, wibrującego w samym powietrzu.

Las ucichł.

Postać spojrzała na wodę, a jej odbicie było… inne. Nie poruszało się zgodnie z jej ruchem. Nie odwzorowywało jej w sposób, w jaki powinno.

A potem… odbicie się uśmiechnęło.

Nie był to jej uśmiech.

Nie był to żaden uśmiech, który powinien istnieć na tym świecie.

Woda zadrżała, ziemia się poruszyła, a noc nagle stała się zbyt długa.

Czy powinna uciekać? Czy może było już za późno?

Noc zdawała się rozciągać ponad miarę, jakby czas wokół jeziora płynął inaczej – wolniej, ciężej, w dziwnej, mrocznej pulsacji. Postać zrobiła krok do tyłu, próbując wyrwać się spod hipnotycznego wpływu własnego… czy raczej nie- własnego odbicia.

Ale to odbicie nie zamierzało odpuścić.

Woda zatrzęsła się, fale zaczęły krążyć w nieregularnych, niepokojących spiralach, jakby powierzchnia jeziora oddychała. I wtedy, z głębin, coś wyłoniło się, ledwie widoczne w mroku, jak cień oderwany od rzeczywistości.

– Nie uciekaj.

Szept tym razem był tuż obok. Nie dobiegł z wody. Nie rozszedł się wśród drzew. Był… przy uchu.

Postać zamarła. Nagle jej własny oddech stał się głośniejszy niż cokolwiek innego, serce waliło jak szalone, a jezioro, jakby wyczuwając ten strach, uśmiechnęło się raz jeszcze, tym razem nie w odbiciu. Tym razem… na powierzchni wody.

– Wróciłaś.

To nie było pytanie.

Las jęknął, jakby chciał ją wyciągnąć z tej pułapki, z tego sennie pogrążonego miejsca, w którym jezioro budziło swoje wspomnienia.

Ale było już za późno.

Coś z głębin wyciągnęło ku niej rękę.

A ona, ku własnemu przerażeniu, wiedziała…, że tym razem jej nie wypuści.

Jezioro zdawało się oddychać – powolnym, głębokim, niemal hipnotycznym rytmem. Powierzchnia falowała leniwie, jakby coś pod spodem… poruszało się.

Postać wciąż stała na brzegu, nieruchoma, wstrzymując oddech. Dłoń – ta sama, która uniosła się z głębin – zatrzymała się na moment w powietrzu. Woda ściekała z jej palców w nieregularnych, pulsujących kroplach, które nie wydawały żadnego dźwięku, mimo że powinny.

– Wróciłaś.

Nie było już wątpliwości. Te słowa nie odnosiły się do kogoś innego. Nie były przypadkowe.

One były dla niej.

Postać cofnęła się. A wtedy las… zadrżał.

Nie w naturalny sposób, nie jak podczas wiatru, nie jak pod wpływem kropli deszczu. Zadrżał w ostrzegawczym, niemal błagalnym ruchu. Gałęzie wydawały się wyciągać w jej stronę, jakby chciały ją odciągnąć od brzegu. Jakby wiedziały coś, czego ona jeszcze nie rozumiała.

Ale było za późno.

Jezioro… rozsunęło się.

Nie jak zwykła woda, która przyjmuje każdy kształt bez oporu. Nie jak tafla, która reaguje na dotyk. Ono rozstąpiło się w sposób zamierzony.

I wtedy z głębin wynurzyło się coś, co nie powinno istnieć.

Nie było to zwierzę. Nie był to człowiek. Nie było to nic, co można nazwać.

Ale znało ją.

A ona, ku własnemu przerażeniu, zdała sobie sprawę, że zna je również.

Czy powinna uciekać? Czy było już za późno?

Jezioro pulsowało, choć woda pozostawała nieruchoma. Ciemność wokół wydawała się gęstnieć, jakby coś niewidzialnego ściągało noc głębiej do siebie.

Postać stała w miejscu, jej oddech był płytki, niepewny. Wiedziała, że coś wynurzało się z głębin, że znało ją w sposób, który przeczył wszelkiej logice. Ale najgorsze było to, że… ona też zaczynała pamiętać.

Nie była tu po raz pierwszy. Nie przyszła tu przypadkiem.

Woda poruszyła się, rozstępując na ułamek sekundy w niemal rytmiczny sposób, jakby jezioro biło własnym sercem. A wtedy… pojawiły się oczy.

Nie były ludzkie. Nie były zwierzęce. Były… czymś więcej. Czymś starym. Czymś, co czekało.

Postać zrobiła krok do tyłu.

– Nie uciekaj.

Głos nie był już szeptem. Był wszędzie. W powietrzu. W wodzie. W ziemi.

I wtedy zrozumiała.

Ona tu należała.

Czy to była tajemnica, której nigdy nie powinna odkryć? A może… powinna spojrzeć w oczy temu, co na nią czeka?

Jezioro było teraz żywe, pulsowało cichym, hipnotycznym rytmem, a ciemność w jego głębinach zdawała się wciągać noc jeszcze głębiej.

Postać oddychała szybko, ale nie była już pewna, czy to strach, czy… coś innego. Coś, co zdawało się w niej rosnąć od chwili, gdy spojrzała w te oczy.

Nie były ludzkie. Nie były zwierzęce. Były czymś więcej. Czymś znanym.

Las cicho jęknął w szumie liści, a mgła przy brzegu zgęstniała. Była teraz tak gęsta, że zdawała się mieć własną masę, własną świadomość.

– Nie uciekaj.

Głos tym razem nie brzmiał jak rozkaz. Był prośbą.

Ale prośbą od kogo?

Postać spojrzała w głąb jeziora, w te oczy, w tę ciemność, w ten bezdenny puls, który zdawał się bić w rytm jej własnego serca.

I wtedy pamięć wróciła.

Nie była tu po raz pierwszy. To jezioro znało ją…, bo kiedyś była jego częścią.

Ale dlaczego o tym zapomniała?

Woda poruszyła się, tworząc wiry, które zdawały się przywoływać ją do siebie. Nie było już strachu. Nie było już pytań. Było tylko zrozumienie, które rosło w niej jak echo dawnej prawdy.

Czy powinna zrobić krok naprzód?

Czy to było jej przeznaczenie?

A może… miała wybór?

Postać stała na granicy dwóch światów – tego, który znała, i tego, który zdawał się przywoływać ją z głębin jeziora. Czuła puls wody, rytmiczny, hipnotyczny, przypominający bicie serca, które nie należało do niej, a jednocześnie… wydawało się dziwnie znajome.

Jezioro zdawało się czekać.

– Pamiętasz już?

Głos nie rozbrzmiewał w powietrzu. Nie pochodził z lasu. Był wszędzie – jakby wypływał prosto z jej umysłu, budząc wspomnienia, których dotąd nie miała.

A może… miała je zawsze, tylko były ukryte?

Woda przy brzegu zaszemrała, rozstępując się w ledwie dostrzegalnym ruchu. W ciemności pod powierzchnią nie było dna. Było coś więcej – coś, co znało jej imię, jej przeszłość, jej sekret.

Las błagalnie zaszeleścił. Liście drżały, gałęzie wyginały się jak ramiona chcące ją odciągnąć. Bo jeśli zrobi krok…, jeśli wejdzie do jeziora…, to czy jeszcze kiedykolwiek będzie częścią świata, z którego przyszła?

A może już od dawna była częścią tego świata?

Jezioro pulsowało.

Czekało.

Czy powinna zrobić krok naprzód?

A może zbyt późno, by się cofnąć?

Jezioro zdawało się pulsować coraz szybciej, a woda wokół brzegów poruszała się w sposób, który przeczył naturze – nie jak fale niesione przez wiatr, lecz jak coś żywego, coś oczekującego.

Postać wstrzymała oddech. Oczy w głębinach nie mrugały. Czekały.

Mgła zgęstniała tak bardzo, że niemal wydawało się, jakby miała własną masę, własny cel. A las…, las już nie szeptał. Las się cofnął. Drzewa zdawały się oddalać, jakby nie chciały być świadkami tego, co zaraz miało się wydarzyć.

– Zrobisz to?

Głos był bliżej. Nie szeptał, nie kusił, nie nakazywał. Był pewny, jakby odpowiedź była już znana.

Postać spojrzała na taflę wody.

I zrobiła krok.

Nie w tył.

Naprzód.

Jezioro zadrżało. Powierzchnia rozstąpiła się jak żywe lustro, a woda nie pochłaniała jej w sposób, w jaki powinno działać zwykłe jezioro. Nie było chłodu, nie było lodowatego dotyku.

Było powitanie.

– Jesteś nasza.

Ostatnie, co las usłyszał, zanim mgła wciągnęła wszystko w siebie, to cichy śmiech – nie przerażony, nie szalony. Śmiech kogoś, kto wreszcie pamiętał, kim naprawdę jest.

A jezioro?

Jezioro znów zasnęło. Spało długo i często… ale już nigdy tak samo jak wcześniej.

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Koperta z ważnymi dokumentami – 38

Koperta z ważnymi dokumentami zsunęła się i spadła za komodę. Mężczyzna pilnie jej potrzebował. Z trudem odsunął więc ciężki mebel od ściany i znieruchomiał ze zdziwienia. Zobaczył małego, białego królika, który patrzył na niego z zaciekawieniem. Królik miał na szyi złoty kluczyk, który błyszczał w świetle lampy.

Mężczyzna, który nazywał się Jan, wiedział, że ten kluczyk może być kluczem do rozwiązania zagadki, nad którą pracował od miesięcy. Delikatnie wyciągnął królika zza komody i zauważył, że zwierzę nie jest dzikie. Było oswojone i miało na obroży wygrawerowane imię: „Kasia”.

Jan postanowił odwiedzić zamek, który znajdował się na obrzeżach miasta. Wiedział, że mieszka tam Kasia, znana pisarka kryminałów i żartobliwych opowiadań, która uwielbiała zwierzęta. Gdy dotarł na miejsce, zamek wyglądał imponująco, a w ogrodzie biegały różne zwierzęta, od psów po egzotyczne ptaki.

Kasia przywitała Jana z uśmiechem, gdy zobaczyła swojego królika w jego ramionach. „To mój ukochany królik, Biały! Gdzie go znalazłeś?” zapytała z zaciekawieniem.

Jan opowiedział jej o kopercie i kluczyku, który znalazł na szyi królika. Kasia spojrzała na kluczyk i uśmiechnęła się tajemniczo. „Ten kluczyk otwiera starą skrzynię w mojej bibliotece. Chodź, pokażę ci.”

W bibliotece, pełnej starych książek i rękopisów, Kasia otworzyła skrzynię za pomocą kluczyka. W środku znajdowały się stare dokumenty, mapy i notatki, które wskazywały na istnienie ukrytego skarbu w zamku. Kasia i Jan postanowili razem rozwiązać zagadkę.

Podczas poszukiwań odkryli tajemne przejścia, ukryte komnaty i wiele innych niespodzianek. Każdy krok przybliżał ich do odkrycia skarbu, a jednocześnie zbliżał ich do siebie. Kasia, zainspirowana przygodą, zaczęła pisać nową książkę, w której Jan stał się głównym bohaterem.

W końcu, po wielu przygodach, odnaleźli skarb – starą skrzynię pełną złotych monet i klejnotów. Ale dla Kasi i Jana najcenniejszym skarbem była przyjaźń, która narodziła się podczas wspólnych poszukiwań.

Kasia napisała książkę, która stała się bestsellerem, a Jan zyskał nową przyjaciółkę i partnerkę do rozwiązywania zagadek. Razem przeżyli wiele przygód, a ich historia stała się legendą wśród mieszkańców miasta.

dla Kasi

tekst wygenerowany przez AI na polecenie Ewy Damentki

Ciche jezioro – 18

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby sprawdzić, czy bóbr Stefan znowu ukradł mu kawałek brzegu na swoje wiecznie nieukończone budowle. Jezioro westchnęło (oczywiście, jeśli jeziora mogą wzdychać) i przygotowało się na kolejny odcinek telenoweli pod tytułem „Bóbr kontra natura”.

Właśnie wtedy zza paproci wychynął Stefan, dumny jak paw, z gałęzią większą niż on sam.

– Idealna na balkon! – oznajmił głośno i zanurzył się w wodzie.

Jezioro jęknęło, bo wiedziało, że skończy się to kolejną absurdalną konstrukcją, która prędzej czy później rozpadnie się pod naporem kaczek.

Ale tym razem sama natura postanowiła działać. Na arenę wkroczyła Wróżka Wodna, strażniczka jeziornej równowagi, która miała dość bobrowych remontów.

– Stefan, na litość, kiedy ty skończysz ten dom?! – zawołała, opierając się na grzybie o podejrzanie filozoficznym wyrazie kapelusza.

Bóbr spojrzał na nią urażony.

– Dom? To nie jest dom! To jest projekt życia! Moja wizja! Moje arcydzieło! – machnął łapką teatralnie, rozchlapując wodę.

Jezioro przewróciło w sobie oczami.

Na to wróżka tylko westchnęła i rzuciła zaklęcie. I nagle… Stefan obudził się w idealnie gotowej, pięknej, solidnej bobrowej tamie.

Spojrzał na budowlę i aż zakwilił:

– Ale… gdzie moja improwizacja?! Gdzie moje poprawki?!

Jezioro zamrugało radośnie, a kaczy chór w tle zaintonował triumfalny hymn. Stefan nie miał wyboru, musiał pogodzić się z faktem, że oto, po raz pierwszy w życiu, skończył coś na czas. I jak na ironię… wcale mu się to nie podobało.

Cóż, życie w lesie potrafi być pełne niespodzianek!

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Na kamieniu – 50

Na kamieniu wystającym z morza przysiadła piękna syrena. Wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca i rozmyślała o tajemniczych krainach, które mogłyby istnieć poza horyzontem. Jej spokój został nagle przerwany przez odgłos motorówki zbliżającej się do brzegu. Syrena z ciekawością obserwowała, jak z łodzi wysiadł mężczyzna w eleganckim garniturze, trzymający w ręku skórzaną teczkę.

Mężczyzna rozejrzał się nerwowo, a następnie zaczął kopać w piasku, jakby czegoś szukał. Po chwili wyciągnął z ziemi małą, metalową skrzynkę. Otworzył ją i wyjął z niej plik dokumentów oraz kilka drogocennych klejnotów. Zaintrygowana syrena uważnie go obserwowała.

Nagle, z krzaków wyłoniła się kobieta w ciemnym płaszczu.

– To koniec, Marku – powiedziała stanowczo i dodała – Myślałeś, że uda ci się uciec z dowodami? Policja już tu jest.

Marek spojrzał na nią z przerażeniem.

– Nie możesz tego zrobić, Agnieszko. To wszystko było dla nas! – krzyknął, ale było już za późno.

Z oddali dało się słyszeć syreny policyjne.

Syrena, będąc świadkiem tej dramatycznej sceny, zrozumiała, że świat ludzi jest pełen tajemnic i niebezpieczeństw.

Zanim policja dotarła na miejsce, zanurzyła się w wodzie, pozostawiając za sobą tylko fale i wspomnienie o niezwykłym spotkaniu.

dla Kasi

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Koperta z ważnymi dokumentami – 35

Koperta z ważnymi dokumentami zsunęła się i spadła za komodę. Mężczyzna pilnie jej potrzebował. Z trudem odsunął więc ciężki mebel od ściany i znieruchomiał ze zdziwienia. Zobaczył małego pingwina w garniturze, który siedział tam z laptopem i kubkiem kawy. Pingwin spojrzał na niego zaskoczony.

– Przepraszam, że przeszkadzam – powiedział mężczyzna, – ale potrzebuję tej koperty.

Pingwin westchnął i zamknął laptopa.

– Zawsze ktoś coś potrzebuje – mruknął. – Ale dobrze, pomogę ci. Tylko najpierw musisz mi pomóc z moim raportem.

Mężczyzna, nie mając wyboru, zgodził się. Pingwin podał mu laptopa i wskazał na ekran.

– Musisz napisać analizę rynku dla mojej firmy. Mamy problem z konkurencją w sektorze ryb.

Mężczyzna, choć zaskoczony, zaczął pisać. Po kilku minutach oddał laptopa pingwinowi.

– Gotowe – powiedział.

Pingwin przeczytał raport i pokiwał głową z uznaniem.

– Dobrze, dobrze. Masz talent. Oto twoja koperta.

Wyciągnął kopertę zza komody i podał ją mężczyźnie.

– Jeszcze jedno – dodał pingwin, – następnym razem, gdy coś zgubisz, może po prostu zapukaj. Mam tu swoje sprawy do załatwienia.

Mężczyzna uśmiechnął się i podziękował pingwinowi.

– Obiecuję, że następnym razem zapukam. Dziękuję za pomoc!

Pingwin wrócił do swojego laptopa i kawy, a mężczyzna z kopertą w ręku odszedł, zastanawiając się, jakie jeszcze niespodzianki kryją się za jego meblami.

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Ciche jezioro – 9

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby dostrzec odbicie księżyca na swojej powierzchni – niezwykłe, tajemnicze, jakby należące do innego świata.

Pewnej nocy, gdy mgła leniwie unosiła się nad wodą, do brzegu podeszła Kasia. Jej kroki były ciche, a dłonie pełne ciepła. Jezioro znało ją dobrze, choć ona nigdy wcześniej tego nie zauważyła.

Usiadła na starym, omszałym pniu, wpatrując się w spokojną taflę wody. Nie wiedziała jeszcze, że tej nocy jezioro nie tylko ją słucha, ale też do niej przemówi. Delikatne fale musnęły brzeg, a wiatr przyniósł szept, a może to był tylko jej własny umysł, igrający z wyobraźnią?

– Kasiu- zdawało się mówić jezioro, – czy pamiętasz te marzenia, które zostawiłaś tu dawno temu?

Dziewczyna zmarszczyła brwi, przyglądając się refleksom na wodzie. I nagle przypomniała sobie wszystkie wieczory spędzone przy tym jeziorze, wszystkie życzenia, które w myślach wypowiadała, wszystkie sekrety powierzane wiatrowi.

Tym razem nie musiała mówić nic, bo zrozumiała, że jezioro znało jej marzenia lepiej niż ktokolwiek inny. I tej nocy, gdy Kasia zamknęła na chwilę oczy, poczuła ciepły dotyk wody na dłoni – nie wilgoć, lecz coś więcej. Jakby wspomnienie dawnych snów, które wciąż czekały, aby się spełnić.

dla Kasi

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Ciche jezioro – 4

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby usłyszeć szept wiatru, który przynosił historie z dalekich krain. Jezioro, choć pozornie nieruchome, miało swoje tajemnice – w jego głębinach odbijały się nie tylko gwiazdy, ale i wspomnienia dawno minionych dni.

Pewnej nocy, gdy księżyc wspiął się wysoko nad konary drzew, jezioro obudziło się inaczej niż zwykle. Nie słyszało zwykłego szmeru lasu, ani kroków saren przemykających przez polany. Tym razem do jego brzegów zbliżył się ktoś… człowiek, w płaszczu nasiąkniętym wilgocią i liśćmi. Jego oczy błyszczały tajemnicą, a dłonie zdawały się nieść coś, co jezioro znało z odległej przeszłości.

Woda zaszemrała cicho, jakby rozpoznając wędrowca. Człowiek uklęknął, zanurzył palce w jeziorze i wyszeptał słowa, które brzmiały jak echo dawno zapomnianej legendy. I wtedy… coś się zmieniło. Powierzchnia jeziora zadrżała, a w głębinach rozjarzyło się światło, jakby budziła się istota, która spała tam przez wieki.

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Na kamieniu – 41

Na kamieniu wystającym z morza przysiadła piękna syrena. Wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca i rozmyślała o tajemniczych krainach, które mogłyby istnieć poza horyzontem. Jej długie, lśniące włosy falowały na wietrze, a błękitne oczy wpatrywały się w dal.

Nagle, z głębin oceanu wynurzył się delfin, który przyniósł jej wiadomość.

– Syreno, w królestwie podwodnym odbywa się wielki bal. Król Neptun zaprasza cię jako honorowego gościa! – zawołał, podskakując radośnie.

Syrena uśmiechnęła się i zanurzyła w wodzie, podążając za delfinem. Gdy dotarli do podwodnego pałacu, była oczarowana jego pięknem. Wszędzie migotały kolorowe korale, a ryby w najróżniejszych barwach tańczyły wokół niej.

Król Neptun powitał ją z otwartymi ramionami.

Witaj, piękna syreno! Twoja obecność uczyni ten bal jeszcze bardziej wyjątkowym” – powiedział z uśmiechem.

Syrena spędziła wieczór, tańcząc i śpiewając z mieszkańcami oceanu. Była szczęśliwa, otoczona przyjaciółmi i magią podwodnego świata. Kiedy bal dobiegł końca, wróciła na swój kamień, pełna nowych wspomnień i marzeń o kolejnych przygodach.

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki