Piękne popołudniowe słońce – 55

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści…

Szybko puścił rękę Oliwki i rzucił się naprzód, żeby złapać promyk słońca. Chciał go podarować Oliwce. Jednak promyk wyślizgnął się z jego łapek i zatańczył obok niego. Dyzio znów spróbował go złapać i znów się nie udało. I tak wiele razy. W końcu smutny powiedział:

– Oliwko, chciałem ci podarować promyk słońca, ale nie udało mi się go złapać.

– Nic nie szkodzi Dyziu – odpowiedziała Oliwka i z zachwytem popatrzyła, jak promyk słońca delikatnie oświetlał Dyzia i pogłaskał go po główce.

Potem przywitał się z Oliwką, a ona szepnęła:

– Dyziu, popatrz, promyk słońca wita się z nami.

Dyzio otworzył zapłakane oczy i spojrzał. Uśmiechnął się, a promyk słońca przez chwile tańczył specjalnie dla niego i dla Oliwki.

Autor: Ewa Damentka

Było to magiczne miejsce – 24

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne…

Tak było… kiedyś…

Z czasem coraz więcej osób tu przyjeżdżało tu. Wielu marzyło, by osiedlić się na stałe. Tym, którym się udało zazdroszczono i mało kto zwracał uwagę na to, że są coraz bardziej smutni i zmęczeni.

Miejsce stało się modne i potoki turystów przyjeżdżają tu na wakacje, na długie weekendy, okolicznościowe święta, zwykłe weekendy, a często i bez okazji.

Napływ wielu pojazdów był przytłaczający. Natłok ludzi męczył. Harmider i liczne głosy turystów poganiających się nawzajem były okropne, brr…, to zaczynało być straszne.

Na dodatek znajomi z innych miast przychodzili bez uprzedzenia, często z okrzykiem „wpadliśmy tu i nie mogliśmy cię nie odwiedzić”. Skutecznie przeszkadzali w pracy, uniemożliwiali odpoczynek.

Pierwsze zakochanie mijało. Ludzie wyjeżdżali, sprzedawali domy, uciekali skąd, najdalej jak mogli. Ich następcy cieszyli się, zagarniali dla siebie jak najwięcej, a następnie zmęczeni też stąd uciekali….

Nie wiadomo, kiedy miejsce znowu stanie się ciche. Może kiedy przeminie moda, żeby tu przyjeżdżać?

Może… Nie wiadomo… Na razie próbujemy tu mieszkać najspokojniej, jak się da, Często dobrze tam to wychodzi, jeśli są sprzyjające okoliczności – np. gdy powódź zatopi drogę do miasteczka, albo gdy droga do nas jest remontowana.

Wtedy my, mieszkańcy miasteczka, odpoczywamy, oddychamy, wymieniamy się sąsiedzkimi ploteczkami. Robimy to, co lubimy, a dzięki temu potem znowu możemy uśmiechać się do turystów.

Autor: Ewa Damentka

Piękne popołudniowe słońce – 52

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści…

Patrzyła na to zdanie i zastanawiała się, jak najlepiej przedstawić je na rysunku. Była w kłopocie. Miała do dyspozycji kolorowe kredki i mogła namalować całkiem ładny obrazek, ale czuła, że to nie wystarczy. Obraz w jej wyobraźni był przestrzenny, Dyzio i Oliwka szli, a liście tańczyły wokół nich. Jak oddać to na dwuwymiarowym rysunku, w jednym kadrze?

Nie czuła się na siłach, by dziś narysować tę scenę. Odłożyła ją więc na później. Dołączyła do listy swoich malarskich marzeń. Namaluje ją, gdy będzie gotowa, podobnie jak namaluje tańczącą brzózkę i piękną nieznajomą z warszawskiego tramwaju.

Autor: Ewa Damentka

Było to magiczne miejsce – 19

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne… Nie wiedział, jakim cudem tu trafił. Wystartował z wielkiej góry podobnie jak jego koledzy. Jednak teraz, mimo dobrej widoczności, nie widział żadnego paralotniarza.

Zastanawiał się przelotnie, czy czasem nie wleciał do jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Może do innego świata, ukrytego za niewidzialną zasłoną? Szybko odgonił te myśli i rozkoszował się lotem, świeżym powietrzem i piękną krainą na dole.

Po pewnym czasie uznał, że miejsce nie jest „prawie odludne”, jest zupełnie odludne. To co brał za dachy domów, okazało się skalną formacją, o zaskakujących geometrycznych kształtach. Nigdzie nie widział ludzi, samochodów, nawet dymu, świadczącego o istnieniu ludzkiej siedziby.

Zastanawiał się, czy wylądować, gdy ujrzał przez sobą delikatną zasłonę, wiatr pchał ją prosto na nią. Kiedy był już blisko, zobaczył, że zasłona rozwiała się i odsłoniła wielkie okno, pionowe okno, a może „przeszklone” drzwi? Były teraz szeroko otwarte.

Zobaczył przez nie znajomy świat i wielu paralotniarzy. Przez chwilę zastanawiał się, co robić – skręcić i zostać w tym magicznym miejscu, czy wrócić do siebie, do swojego świata.

Chwilę bił się z myślami, a potem jego twarz rozjaśniła się i zagościł na niej spokój. Już wiedział, co robić. Pewność przenikała każdą jego myśl i każdą cząsteczkę ciała. Rozluźnił się i spokojnie odetchnął. Był szczęśliwy i spokojny, bo nareszcie zrozumiał, gdzie chce być, gdzie jest jego prawdziwe miejsce, prawdziwy świat. Wybrał go świadomie i nigdy potem nie żałował swojej decyzji.

dla Marka napisała Ewa Damentka

Było to magiczne miejsce – 14

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne. Doskonałe, żeby schować się w nim przed zgiełkiem codziennego wielkomiejskiego życia. Nie wiadomo, skąd się tu wzięło, w samym centrum wielkiego miasta. Jednak było i miało się dobrze. Mało kto tu zaglądał, a każdy kto wszedł, uspokajał się, zwalniał, relaksował się i rozglądał się zdumionymi oczami po tej cudownej krainie, tu w centrum. Mało kto tu trafiał, a z tych, co byli, nie każdy trafiał ponownie. To tak, jakby to miejsce samo decydowało, kto może z nim przebywać, kogo chce tu widzieć. Było jak oko cyklonu, panował tu spokój, choć na zewnątrz przyspieszał wir zmian, niepokoju i codziennych stresów.

Autor: Ewa Damentka

Piękne popołudniowe słońce – 49

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Otuliły ich słoneczne promienie i uniosły w górę, wysoko, wysoko, przed oblicze samego słońca, które które było ich bardzo ciekawe. Porozmawiało z nimi chwilkę, było bardzo miłe. Potem pożegnało się z nimi i powędrowało dalej, a jego promienie delikatnie przeniosły Oliwkę i Dyzia z powrotem na łąkę pełną jesiennych liści.

Autor: Ewa Damentka

Było to magiczne miejsce – 11

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne. Rozejrzała się uważnie. Nie zauważyła nic podejrzanego, więc odetchnęła z ulgą, Jeszcze nie zdejmowała swojego przebrania. Uznała, że ostrożności nigdy za wiele. Stanęła pod lasem i udawała polną gruszę.

Po miesiącu postanowiła zmienić jednak miejsce pobytu. To magiczne i prawie odludne miejsce w weekendy zmieniało się nie do poznania. Ludzie z okolicznych wsi i miast przyjeżdżali tu i dewastowali całą okolicę.

Wyczekała, aż wyjadą, ale w ostatniej chwili znieruchomiała, gdyż zobaczyła obserwujące ją uważnie ciekawskie oczy. To jeden z okolicznych gospodarzy, zakradł się, żeby ją obserwować, bo ciekawiło go, skąd się tu nagle wzięła miesiąc temu. Gdy przysnął zmorzony piwem, odleciała.

W kolejnym miejscu dla ostrożności przybrała kształt kamienia.

I tak po kolei zmieniała miejsca pobytu, aż trafiła na naprawdę spokojne, magiczne i odludne miejsce.

Tu się zamieszkała. Tu rozkwitła i tu założyła swoją rodzinę. Cieszyła się, że po latach tułaczki wreszcie trafiła na miejsce, które jakby specjalnie na nią czekało, bo ono również rozkwitło i nabrało wielu kolorów, gdy się w nim osiedliła.

Autor: Ewa Damentka

Było to magiczne miejsce – 8

Było to magiczne miejsce, ciche i prawie odludne. Lubiła bywać tam sama, bez towarzystwa rodziny czy znajomych. Przychodziła tu różnymi ścieżkami. Pilnowała, żeby nie wydeptać szlaku, który zauważyliby inni ludzie. Czuła się tu jak w świątyni, chociaż nie było murów kościelnych, tylko ziemia i las. To miejsce również odżywało, kiedy ona się w nim znajdowała, jakby dopełniali się wzajemnie, tworząc nowe doznania i zupełnie nowe życie, nową jakość życia.

Autor: Ewa Damentka

Kochany Mikołaju – 30

Kochany Mikołaju, wiem, że jesteś bardzo zajęty, dlatego pomogłam Ci trochę w robocie. Mam już prezenty dla Rodziny i znajomych. Więc jeśli chcesz, to wpadnij do nas na niezobowiązującą kawę. Przy okazji weźmiesz prezent, jaki przygotowałam również dla Ciebie. Rozdajesz podarunki całemu światu, a czy ktoś poza mną pamięta o Tobie? Mam nadzieję, że tak i że z tegorocznej podróży wrócisz obładowany prezentami, jakie przygotowali dla Ciebie ludzie.

Autor: Ewa Damentka

Piękne popołudniowe słońce – 44

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Dyzio zaczął kopać liście, a one zaczęły unosić się w górę. Spodobało się to Oliwce i też zaczęła je kopać z wielkim zapałem. Dyzio i Oliwka puścili swoje ręce i oboje unieśli się w górę. Dołączyli do tańca liści, a potem razem z nimi delikatnie opadli na ziemię. Radośnie popatrzyli sobie w oczy, znów wzięli się za ręce i poszli na dalszy spacer.

Autor: Ewa Damentka