Na kamieniu – 51

Na kamieniu wystającym z morza przysiadła piękna syrena. Wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca i rozmyślała o słowach swojego ojca, który powiedział, że pora, żeby wybrała sobie męża i założyła rodzinę. Syrena długo z nim dyskutowała, ale żadne argumenty do niego nie trafiały. Tymczasem ona czuła, że jeszcze nie pora. Nie umiała tego nazwać. To było przeczucie, lekkie i delikatne jak mgiełka. Zamyślona nie zauważyła, że łódką podpłynął do niej rybak. Zarzucił na nią sieć. Zaczęła się szamotać. Czuła, jak unoszą ją silne męskie ręce i wrzucają do łodzi. Następnie ogarnęła ją chłodna morska fala, bo łódź przewróciła się. Zobaczyła przystojnego trytona, który nożem rozciął krępujące ją sieci, i swojego ojca, który zaniepokojony przyglądał się tej sytuacji. Ojciec obiecał, że nie będzie już jej zmuszał do ślubu, a jednocześnie udawał, że nie widzi jej spojrzeń rzucanych w stronę przystojnego wybawcy.

Autor: Ewa Damentka

Ciche jezioro – 18

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby sprawdzić, czy bóbr Stefan znowu ukradł mu kawałek brzegu na swoje wiecznie nieukończone budowle. Jezioro westchnęło (oczywiście, jeśli jeziora mogą wzdychać) i przygotowało się na kolejny odcinek telenoweli pod tytułem „Bóbr kontra natura”.

Właśnie wtedy zza paproci wychynął Stefan, dumny jak paw, z gałęzią większą niż on sam.

– Idealna na balkon! – oznajmił głośno i zanurzył się w wodzie.

Jezioro jęknęło, bo wiedziało, że skończy się to kolejną absurdalną konstrukcją, która prędzej czy później rozpadnie się pod naporem kaczek.

Ale tym razem sama natura postanowiła działać. Na arenę wkroczyła Wróżka Wodna, strażniczka jeziornej równowagi, która miała dość bobrowych remontów.

– Stefan, na litość, kiedy ty skończysz ten dom?! – zawołała, opierając się na grzybie o podejrzanie filozoficznym wyrazie kapelusza.

Bóbr spojrzał na nią urażony.

– Dom? To nie jest dom! To jest projekt życia! Moja wizja! Moje arcydzieło! – machnął łapką teatralnie, rozchlapując wodę.

Jezioro przewróciło w sobie oczami.

Na to wróżka tylko westchnęła i rzuciła zaklęcie. I nagle… Stefan obudził się w idealnie gotowej, pięknej, solidnej bobrowej tamie.

Spojrzał na budowlę i aż zakwilił:

– Ale… gdzie moja improwizacja?! Gdzie moje poprawki?!

Jezioro zamrugało radośnie, a kaczy chór w tle zaintonował triumfalny hymn. Stefan nie miał wyboru, musiał pogodzić się z faktem, że oto, po raz pierwszy w życiu, skończył coś na czas. I jak na ironię… wcale mu się to nie podobało.

Cóż, życie w lesie potrafi być pełne niespodzianek!

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Koperta z ważnymi dokumentami – 37

Koperta z ważnymi dokumentami zsunęła się i spadła za komodę. Mężczyzna pilnie jej potrzebował. Z trudem odsunął więc ciężki mebel od ściany i znieruchomiał ze zdziwienia. Zobaczył słonia. Prawdziwego, żywego dużego słonia.

– Czemu cię wcześniej nie widziałem?

– Bo komoda mnie zasłaniała. Bierz tę swoją kopertę i zasuń komodę z powrotem,

Mężczyzna zrobił, co kazał mu słoń i zapytał:

– Czemu miałem cię zasłonić komodą?

– Bo bawię się z nosorożcem w chowanego.

Mężczyzna nie wiedział, co o tym myśleć. Wziął kopertę, ubrał się elegancko i wyszedł z domu.

Na chodniku, tuż przed wejściem do klatki schodowej spotkał nosorożca, który zapytał go uprzejmie:

– Przepraszam, czy w pana mieszkaniu schował się może słoń?

Mężczyznę zamurowało. Na szczęście nie zdążył odpowiedzieć, bo gospodyni ze ścierką biegła właśnie w stronę nosorożca, żeby go przegonić. Była zła, bo podeptał jej rabatki z kwiatami.

Mężczyzna porównał ślady odchodzącego nosorożca ze śladami zwierzęcia z rabatek. Uznał, że rabatki jednak podeptał słoń.

Nie wiedział, co o tym myśleć. Zdecydował, że najpierw pójdzie z kopertą do urzędu, a potem, po powrocie do domu, zobaczy, czy słoń nadal jest za komodą i zapyta go o plany. Miał nadzieję, że nie zechce z nim zamieszkać. Trudno mu było wyobrazić sobie mieszkanie pod jednym dachem ze słoniem.

Autor: Ewa Damentka

Ciche jezioro – 17

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby posłuchać, co zmieniło się na świecie wtedy, gdy spało. Bardzo lubiło rozmawiać z chmurami, które przeglądały się w jego tafli. Uwielbiało delikatne łaskotanie, z jakim ryby wyskakiwały ponad wodę, by po chwili znowu się w niej zanurzyć. Z przyjemnością przyglądało się, jak raki spacerowały po jego dnie. Zbierało doznania, ploteczki i obserwowało uważnie wszystko dookoła. Potem znowu zasypiało, by odpocząć trochę od tego natłoku wrażeń. Wypoczęte budziło się znowu. I tak trwał ten cykl spania i czuwania. Samo jezioro już nawet nie pamiętało, jak długo żyje. Wiedziało, że bardzo długo, bo krajobraz zdążył się już wiele razy zmienić od czasu jego młodości. Może dlatego tak uważnie obserwowało, słuchało, doznawało, tak jakby było archiwistą, który kiedyś, komuś, udostępni skrupulatnie zbierane informacje.

Autor: Ewa Damentka

Na kamieniu – 50

Na kamieniu wystającym z morza przysiadła piękna syrena. Wygrzewała się w ciepłych promieniach słońca i rozmyślała o tajemniczych krainach, które mogłyby istnieć poza horyzontem. Jej spokój został nagle przerwany przez odgłos motorówki zbliżającej się do brzegu. Syrena z ciekawością obserwowała, jak z łodzi wysiadł mężczyzna w eleganckim garniturze, trzymający w ręku skórzaną teczkę.

Mężczyzna rozejrzał się nerwowo, a następnie zaczął kopać w piasku, jakby czegoś szukał. Po chwili wyciągnął z ziemi małą, metalową skrzynkę. Otworzył ją i wyjął z niej plik dokumentów oraz kilka drogocennych klejnotów. Zaintrygowana syrena uważnie go obserwowała.

Nagle, z krzaków wyłoniła się kobieta w ciemnym płaszczu.

– To koniec, Marku – powiedziała stanowczo i dodała – Myślałeś, że uda ci się uciec z dowodami? Policja już tu jest.

Marek spojrzał na nią z przerażeniem.

– Nie możesz tego zrobić, Agnieszko. To wszystko było dla nas! – krzyknął, ale było już za późno.

Z oddali dało się słyszeć syreny policyjne.

Syrena, będąc świadkiem tej dramatycznej sceny, zrozumiała, że świat ludzi jest pełen tajemnic i niebezpieczeństw.

Zanim policja dotarła na miejsce, zanurzyła się w wodzie, pozostawiając za sobą tylko fale i wspomnienie o niezwykłym spotkaniu.

dla Kasi

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Koperta z ważnymi dokumentami – 35

Koperta z ważnymi dokumentami zsunęła się i spadła za komodę. Mężczyzna pilnie jej potrzebował. Z trudem odsunął więc ciężki mebel od ściany i znieruchomiał ze zdziwienia. Zobaczył małego pingwina w garniturze, który siedział tam z laptopem i kubkiem kawy. Pingwin spojrzał na niego zaskoczony.

– Przepraszam, że przeszkadzam – powiedział mężczyzna, – ale potrzebuję tej koperty.

Pingwin westchnął i zamknął laptopa.

– Zawsze ktoś coś potrzebuje – mruknął. – Ale dobrze, pomogę ci. Tylko najpierw musisz mi pomóc z moim raportem.

Mężczyzna, nie mając wyboru, zgodził się. Pingwin podał mu laptopa i wskazał na ekran.

– Musisz napisać analizę rynku dla mojej firmy. Mamy problem z konkurencją w sektorze ryb.

Mężczyzna, choć zaskoczony, zaczął pisać. Po kilku minutach oddał laptopa pingwinowi.

– Gotowe – powiedział.

Pingwin przeczytał raport i pokiwał głową z uznaniem.

– Dobrze, dobrze. Masz talent. Oto twoja koperta.

Wyciągnął kopertę zza komody i podał ją mężczyźnie.

– Jeszcze jedno – dodał pingwin, – następnym razem, gdy coś zgubisz, może po prostu zapukaj. Mam tu swoje sprawy do załatwienia.

Mężczyzna uśmiechnął się i podziękował pingwinowi.

– Obiecuję, że następnym razem zapukam. Dziękuję za pomoc!

Pingwin wrócił do swojego laptopa i kawy, a mężczyzna z kopertą w ręku odszedł, zastanawiając się, jakie jeszcze niespodzianki kryją się za jego meblami.

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Młody mężczyzna przystanął – 67

Młody mężczyzna przystanął przed oknem księgarni. Jego wzrok przyciągnęła książka o interesującej okładce. Przyglądał się jej uważnie, bo wyraźnie wyróżniała się na tle wielu innych. Jej projektant zadał sobie wiele trudu, żeby była intrygująca, niezapomniana, rzucająca się w oczy. W jej obecności inne książki blakły i stawały się niewyraźne, rozmyte, tak jakby okładka ściągała na siebie całą uwagę, spychając inne w cień. Młodzieniec przyglądał się jej z zainteresowaniem, bo sam był grafikiem i umiał docenić kunszt osoby, która zaprojektowała to cudo.

Autor: Ewa Damentka

Ciche jezioro – 12

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby posłuchać co się dzieje i porozmawiać z lasem i jego mieszkańcami. Samo nie widziało w tym nic dziwnego. Zwierzęta spały i budziły się regularnie. Miały swój własny rytm snu i przytomności. Dlaczego więc ono nie mogłoby spać i budzić się, tak jak one?

Autor: Ewa Damentka

Wielki diament – 58

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu przycupnęła na nim mała zielona żabka. Spodobało mu się jej towarzystwo. Na ścieżce niestety nie było bezpiecznie i żabka w ostatniej chwili uciekła przed kołami rozpędzonego auta.

Diament przetoczył się na pobocze drogi, a potem na zieloną łąkę. Wypatrywał żabki. Znalazł ją nad małą sadzawką. Przetoczył się tam i został na stałe. Lubił kiedy żabka na nim kucała i lubił, kiedy sprężała się, odbijała się od niego i wskakiwała do wody, a potem mokra, wracała do niego, by siedząc na nim ogrzewać się w promieniach słońca.

Diament był szczęśliwy i zadowolony. Znalazł swoje miejsce na ziemi i kogoś dla kogo warto istnieć. Żabka też była zadowolona. Było kilka kamieni w pobliżu, a ona zawsze wybierała diament. Czuła do niego sentyment, choć pewnie sama nie umiałaby wytłumaczyć dlaczego.

Autor: Ewa Damentka

Ciche jezioro – 9

Ciche jezioro drzemało w głębi gęstego lasu. Czasami budziło się i wsłuchiwało w odgłosy puszczy, w rozmowy zwierząt oraz drzew, mchów, grzybów i paproci. Potem znów zasypiało i znów się budziło, żeby dostrzec odbicie księżyca na swojej powierzchni – niezwykłe, tajemnicze, jakby należące do innego świata.

Pewnej nocy, gdy mgła leniwie unosiła się nad wodą, do brzegu podeszła Kasia. Jej kroki były ciche, a dłonie pełne ciepła. Jezioro znało ją dobrze, choć ona nigdy wcześniej tego nie zauważyła.

Usiadła na starym, omszałym pniu, wpatrując się w spokojną taflę wody. Nie wiedziała jeszcze, że tej nocy jezioro nie tylko ją słucha, ale też do niej przemówi. Delikatne fale musnęły brzeg, a wiatr przyniósł szept, a może to był tylko jej własny umysł, igrający z wyobraźnią?

– Kasiu- zdawało się mówić jezioro, – czy pamiętasz te marzenia, które zostawiłaś tu dawno temu?

Dziewczyna zmarszczyła brwi, przyglądając się refleksom na wodzie. I nagle przypomniała sobie wszystkie wieczory spędzone przy tym jeziorze, wszystkie życzenia, które w myślach wypowiadała, wszystkie sekrety powierzane wiatrowi.

Tym razem nie musiała mówić nic, bo zrozumiała, że jezioro znało jej marzenia lepiej niż ktokolwiek inny. I tej nocy, gdy Kasia zamknęła na chwilę oczy, poczuła ciepły dotyk wody na dłoni – nie wilgoć, lecz coś więcej. Jakby wspomnienie dawnych snów, które wciąż czekały, aby się spełnić.

dla Kasi

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki