Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści, które miło szeleściły i uginały się pod ich stopami.
Nagle Dyzio wyczuł, że liść, na który nadepnął, nie szeleści, jest miękki i jakby… żywy? Niemożliwe! Ale na wszelki wypadek miś cofnął się i pociągnął za sobą Oliwkę. Zaczął przyglądać się dziwnemu liściowi, a dziewczynka poszła za jego przykładem.
Przyklęknęli, żeby dokładniej przyjrzeć się znalezisku. Liść delikatnie zatrzepotał, a potem otworzył się, a raczej rozłożył skrzydła. Domyślacie się już chyba, że to nie był liść tylko żółty motyl, największy jaki Oliwka i Dyzio kiedykolwiek widzieli. Pomachał trochę skrzydłami, a następnie uniósł się w górę. „Dziękuję, żeście mnie nie zdeptali. Miło było was poznać” – zaszeptał i pofrunął wysoko, wysoko. Chwilę posiedział na gałęzi drzewa, a potem odleciał gdzieś w nieznane.
Oliwka i Dyzio stanęli na skrawku zielonej trawy i przypatrywali się, jak kolejne motyle budziły się i odlatywały. Na trawniku nadal pozostało wiele żółtych liści, ale wyglądał on teraz inaczej niż poprzednio, jakby zabrakło na nim czegoś istotnego.
„Te liście już chyba nie pofruną” – powiedział Dyzio, ale Oliwka pokręciła główką. Straciła ochotę na tarzanie się w żółtych liściach. Okazało się, że miała rację, bo jeszcze kilka motyli zdecydowało się ujawnić i odlecieć. Jeden z nich długo krążył nad dziewczynką i misiem, a gdy Oliwka bezwiednie wyciągnęła rączkę, to przysiadł na jej dłoni i posiedział chwileczkę. Potem poleciał, a uszczęśliwiona Oliwka znowu zaczęła deptać żółte liście i brodziła w nich, ciesząc się z ich chrzęstu. Dyzio również wyglądał na zadowolonego.
grudzień 2023
dla Oliwki napisała Ewa Damentka