Góra lodowa – 53

Góra lodowa postanowiła zwiedzić świat. Oderwała się więc od lądolodu, by swobodnie pływać po morzach i oceanach. Najpierw zrobiła rozeznanie, kto chciałby jej towarzyszyć. Zebrała się spora grupka fok i morsów. Zainteresowanie zgłosiło tez kilka innych gór. Ku jej zdziwieniu dołączyły też małe kry, które także chciały zobaczyć nowy kawałek świata. Wyruszyli grupą. Potem stopniowo się rozdzielali. Góry o kry płynęły w swoją stronę, a zwierzęta osiedlały się na nowych terytoriach. Góra się tym nie martwiła, bo w trakcie podróży dołączali do niej kolejni podróżnicy Generalnie była zadowolona ze zmiany stylu życia i ciągłej wędrówki. Nigdy nie czuła się samotna, wszędzie znajdowała przyjaciół. Żyła, oddychała pełną piersią, była szczęśliwa.

Autor: Ewa Damentka

Wielki diament – 19

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu ciężki samochód przejechał po nim i go zadrapał.

Diament przetoczył się więc na pobocze i zaczął myśleć nad docenianiem siebie samego Wiedział, że jest skarbem, ale nie zauważał tego nikt inny. Co więcej nawet ktoś go bezmyślnie uszkodził i pojechał dalej, jakby nic się nie stało. Może więc warto znaleźć inne miejsce do życia? I w ogóle zająć się życiem, zamiast czekać, że ktoś nas odkryje, doceni i przeniesie z tej drogi w bezpieczne miejsce…

Tak sobie myślał diament, a słońce przywołało deszcz, który opłukał drogę, trawę i diament. Wyglądał teraz tak jak powinien. Zaszył się w trawie i zaczął rozmawiać z ziemią, trawą, słońcem…, ze wszystkimi, którzy chcieli z nim pogawędzić. Spędził tak wiele chwil, a potem z powrotem wtoczył się w głąb ziemi. Wrócił do domu.

Autor: Ewa Damentka

Wielki diament – 16

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu przechodził tamtędy pan Janek, znany w okolicy z tego, że zawsze miał przy sobie coś dziwnego. Tym razem niósł ogromny parasol, choć na niebie nie było ani jednej chmurki. Zatrzymał się, spojrzał na diament i powiedział:

– O, jaki ładny kamyczek! Może przyda się do mojej kolekcji dziwactw.

Podniósł diament i schował go do kieszeni. W domu postanowił go umyć, ale zamiast wody użył soku pomarańczowego. „Może nabierze ładnego zapachu” – pomyślał. Diament zaczął się lepić, ale pan Janek był zadowolony.

Następnego dnia jego kot, Mruczek znalazł diament i zaczął się nim bawić. Diament wypadł przez okno i wylądował w ogródku sąsiadki, pani Zosi. Pani Zosia, widząc błyszczący kamień, pomyślała, że to nowa zabawka dla jej psa, Azora, a Azor z radością zaczął gonić diament po całym podwórku.

W końcu diament wpadł do kałuży i znowu pokrył się pyłem. Tym razem znalazł go listonosz, pan Marek.

– Co za dziwny kamień – powiedział,- może to jakiś meteoryt?

Postanowił zabrać go do lokalnego muzeum.

W muzeum kustosz, pan Adam, spojrzał na diament i wybuchnął śmiechem.

– To nie meteoryt, to wielki diament! Ale kto by pomyślał, że przejdzie przez tyle rąk, zanim trafi do nas.

I tak wielki diament, który wytoczył się z wnętrza Ziemi, stał się atrakcją muzeum, a jego zabawna historia była opowiadana wszystkim odwiedzającym. Pan Janek, pani Zosia, pan Marek i nawet Mruczek i Azor stali się lokalnymi bohaterami, a diament zyskał nowe życie jako najcenniejszy eksponat w muzeum.

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Góra lodowa – 50

Góra lodowa postanowiła zwiedzić świat. Oderwała się więc od lądolodu, by swobodnie pływać po morzach i oceanach. Najpierw spotkała chmurę, która opowiedziała jej o tajemniczych krainach na niebie. Chmura mówiła o miejscach, gdzie deszcz tańczy z wiatrem, a słońce maluje tęcze na niebie.

Góra lodowa, zafascynowana opowieściami chmury, postanowiła wznieść się wyżej. Z pomocą przyjaznego prądu morskiego, zaczęła unosić się ku niebu. Wkrótce znalazła się wśród chmur, które przywitały ją z radością. Razem z nimi podróżowała po niebie, odkrywając nowe, nieznane dotąd światy.

Podczas jednej z takich podróży, góra lodowa spotkała chmurę burzową. Chmura ta była pełna energii i dynamiki, a jej błyskawice rozświetlały niebo. Góra lodowa, choć początkowo przestraszona, szybko zrozumiała, że chmura burzowa ma w sobie niezwykłą moc. Razem stworzyły spektakularne widowisko, które zachwyciło wszystkie istoty na ziemi i w niebie.

Podróżując dalej, góra lodowa odkryła, że świat jest pełen niespodzianek i magii. Każde nowe spotkanie, każda nowa przygoda, dodawały jej sił i odwagi. W końcu zrozumiała, że prawdziwe piękno świata tkwi w różnorodności i nieustannym odkrywaniu.

I tak, góra lodowa, która kiedyś była tylko częścią lądolodu, stała się symbolem nieustannej podróży i poszukiwania nowych horyzontów. Jej historia była opowiadana przez chmury, wiatr i fale, inspirując wszystkich do marzeń i odkrywania nieznanego.

tekst wygenerowany przez AI – na polecenie Ewy Damentki

Młody mężczyzna przystanął – 35

Młody mężczyzna przystanął przed oknem księgarni. Jego wzrok przyciągnęła książka o interesującej okładce. Przyglądał się jej uważnie, bo wydawało mu się, że rozpryskuje wokół kropelki wody. Na okładce namalowany był statek na wzburzonym morzu. Fale zdawały się poruszać i co chwilę zasłaniały stateczek, bo fala dochodziła do brzegów okładki i wylewała się na zewnątrz mocząc książkę i ścianki przezroczystego pudełka, w którym była wystawiona. „Czy to prawdziwa książka” – zastanowił się mężczyzna. Zaciekawiony chciał wejść do księgarni. Powstrzymał go jednak widok dwóch mężczyzn w mokrych ubraniach, którzy właśnie z niej wychodzili, a jeden mówił do drugiego: „Mówiłem, żeby nie ruszać tej cholernej książki”. Drugi nieśmiało odpowiedział: „Gdybyśmy za nią zapłacili, może by nas nie oblała”. Scenie przyglądał się rozbawiony księgarz, który stał w progu sklepu i trzymał w dłoniach książkę o identycznej okładce, jak ta na wystawie. Spojrzał na młodzieńca i zapytał: „Pan też ma ochotę ją obejrzeć” „Nie dziękuję” – odpowiedział młody mężczyzna i wrócił do oglądania okładek książek wystawionych na wystawie. Sprzedawca spojrzał na niego z sympatią i wszedł do księgarni, żeby odłożyć trzymaną przez siebie książkę na półkę.

Autor: Ewa Damentka

Wielki diament – 13

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu pijany mężczyzna kopnął go i diament wylądował w trawie, na poboczu ścieżki. Pijany poszedł dalej, zataczał się, klął i z pasją kopał kolejne kamienie, o które się potykał. „To tak ludzie porządkują swoje drogi? Dziwne” – rozmyślał diament i zastanawiał się, czy czasem nie wtoczyć się z powrotem do wnętrza ziemi. Uznał jednak, że ma czas. Poleży tu jeszcze i poobserwuje zwyczaje ludzi. Może znowu coś go zaskoczy? Kto wie…

Autor: Ewa Damentka

Wielki diament – 10

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu Kasia, która mieszkała w malowniczej Normandii i hodowała konie, przechadzała się po swojej posiadłości. Był to jej codzienny rytuał, podczas którego sprawdzała, czy wszystko jest w porządku z jej ukochanymi zwierzętami. Tego dnia, jej ulubiona klacz, Bella, zaczęła niespokojnie parskać i ciągnąć ją w stronę ścieżki.

Zaintrygowana kobieta podążyła za Bellą i zauważyła coś błyszczącego pod warstwą pyłu. Przykucnęła i delikatnie odgarnęła pył, odsłaniając ogromny diament. Jej serce zabiło mocniej. „Coś takiego w mojej posiadłości? To musi być znak!” – pomyślała.

Ostrożnie podniosła diament i zaniosła go do domu. Tam, przy świetle lampy, zauważyła, że diament miał na swojej powierzchni tajemnicze symbole. Postanowiła skontaktować się z lokalnym historykiem, panem Dupontem, który był znany ze swojej wiedzy o starożytnych artefaktach.

Pan Dupont, widząc diament, był zachwycony.

– Kasiu, to jest niezwykłe odkrycie! Te symbole wskazują na starożytną legendę o ukrytym skarbie w Normandii. Musimy podążać za wskazówkami, które prowadzą do miejsca, gdzie skarb jest ukryty.

Kasia i pan Dupont wyruszyli na ekscytującą przygodę, podążając za wskazówkami ukrytymi w symbolach. Przemierzali zielone łąki, gęste lasy i stare zamki, napotykając po drodze różne wyzwania i zagadki. Każdy krok przybliżał ich do odkrycia wielkiego skarbu.

W końcu, po wielu dniach podróży, dotarli do starożytnej jaskini, gdzie według symboli miał być ukryty skarb. Wewnątrz jaskini znaleźli skrzynię pełną złota, klejnotów i starożytnych artefaktów. Kasia i pan Dupont nie mogli uwierzyć w swoje szczęście.

– Dzięki temu odkryciu, będziemy mogli nie tylko zabezpieczyć przyszłość twojej posiadłości, ale także wzbogacić wiedzę o historii Normandii – powiedział pan Dupont z uśmiechem.

dla Kasi

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Góra lodowa – 47

Góra lodowa postanowiła zwiedzić świat. Oderwała się więc od lądolodu, by swobodnie pływać po morzach i oceanach. Najpierw starannie przygotowała się do swojej podróży. Rozmawiała z każdym, kto się na to zgodził. Zwierzęta lądowe i morskie, kry i góry lodowe, fale wody i wiatr były jej doradcami. Bardzo pomocne okazały się też wędrowne ptaki, które przysiadały na niej, żeby odpocząć przed kolejnym lotem. Lodowa góra dowiedziała się, że zacznie topnieć, jak wypłynie na cieplejsze morza, ba, że może nawet zupełnie zniknąć. Zgodziła się na to. Uznała, że jest śmiertelna, ale przed śmiercią chce przeżyć swoją przygodę. To właśnie tłumaczyła swoim zmartwionym doradcom. Wielu z nich rozchmurzyło się, słysząc te słowa. Powiedzieli jej, że mimo ryzyka, jakie ponoszą, oni też nigdy nie zrezygnowaliby ze swoich marzeń i ze swoich doświadczeń. Kiedy góra przygotowała się już do podróży, to wyruszyła, cichutko, żeby nie obudzić śpiących przyjaciół. Podróżuje do dziś i nie zamierza przestać. Czasami na trasie spotyka swoich doradców: fale, foki, wiatr, ptaki, inne góry morskie, czy kry, które kiedyś były górami lodowymi. Porozmawiają chwilkę, wymieniają ploteczki i potem płyną lub fruwają, każde w swoją stronę. Góra lodowa jest szczęśliwa i nie może pojąć, czemu tak długo trzymała się lądolodu. Teraz już nigdy by do niego nie wróciła. Poczuła smak wolności i bardzo jej to odpowiada.

Autor: Ewa Damentka

Młody mężczyzna przystanął – 32

Młody mężczyzna przystanął przed oknem księgarni. Jego wzrok przyciągnęła książka o interesującej okładce. Przyglądał się jej uważnie, bo przedstawiała kota w kapeluszu, który wyglądał, jakby właśnie opowiadał dowcip. Mężczyzna, będący miłośnikiem humoru, nie mógł się powstrzymać i wszedł do księgarni.

– Dzień dobry, w czym mogę pomóc? – zapytała sprzedawczyni z uśmiechem.

– Chciałbym zobaczyć tę książkę o kocie w kapeluszu – odpowiedział mężczyzna.

Sprzedawczyni podała mu książkę, a on zaczął ją przeglądać. Już na pierwszej stronie znalazł dowcip: „Dlaczego koty nie grają na pianinie? Bo nie mogą znaleźć klawiszy mięsnych!” Mężczyzna parsknął śmiechem.

Książka była pełna takich żartów i opowieści o kocie, który podróżował po świecie, spotykając różne zwierzęta i opowiadając im dowcipy. Był tam rozdział o kocie, który próbował nauczyć ryby tańczyć, i inny o tym, jak kot próbował przekonać psa, że marchewki są lepsze od kości.

Mężczyzna nie mógł się powstrzymać i kupił książkę. W drodze do domu, czytając kolejne dowcipy, śmiał się tak głośno, że przechodnie zaczęli się za nim oglądać. Kiedy dotarł do domu, postanowił podzielić się książką z przyjaciółmi.

Zorganizował wieczór komediowy, na którym każdy miał przeczytać swój ulubiony dowcip z książki. Wieczór okazał się wielkim sukcesem, a wszyscy śmiali się do łez. Mężczyzna zdał sobie sprawę, że ta książka nie tylko poprawiła mu humor, ale także zbliżyła go do przyjaciół.

Od tego dnia, kot w kapeluszu stał się symbolem ich grupy, a każdy nowy dowcip był witany z entuzjazmem. I tak, dzięki jednej książce, młody mężczyzna i jego przyjaciele odkryli, że śmiech naprawdę jest świetnym lekarstwem.

Tekst wygenerowany przez AI na polecenie Ewy Damentki

Wielki diament – 7

Wielki diament wytoczył się z wnętrza Ziemi na jej powierzchnię. Dla niepoznaki pokrył się szarym pyłem i czekał, aż ktoś go odnajdzie. Leżał na środku ścieżki. Codziennie mijało go wiele ludzkich i zwierzęcych nóg, a nawet parę samochodowych kół. Pewnego razu diamentowi znudziło się czekanie. Ostrożnie potoczył się po ścieżce, a potem po trawie i wtoczył się do przydomowego ogródka. Zajął wygodne dla siebie miejsce i się zadomowił. Już nie czekał na odkrycie. Chłonął doznania, smaki zapachy, barwy, dźwięki. Bardzo polubił właścicielkę ogródka i chwilami nawet marzył o tym, żeby nie odkryła jego wartości, bo to pewnie oznaczałoby, że się rozstaną. Ona dostałaby za niego fortunę, a on pewnie byłby przewieziony w inne, mniej sympatyczne miejsce, Więc, jeśli kobieta jeszcze nie odkryła, że ma w ogródku diament, to pewnie leży on tam do dziś.

dla Małgosi napisała Ewa Damentka