Kochany Mikołaju – 10

Kochany Mikołaju, jak co roku liczę na Twoją współpracę i sama też zgłaszam swoją gotowość. Może wpadniesz do mnie na herbatkę, albo pozwolisz, że ja Ciebie odwiedzę w Twojej pracowni? Z chęcią się z Tobą spotkam, żeby omówić szczegóły naszej współpracy.

Śnieżynka

Autor: Ewa Damentka

Kochany Mikołaju – 07

Kochany Mikołaju, dziękuję, dziękuję i dziękuję. Uśmiecham się na myśl o Tobie. Przeżyłam wiele wzruszających chwil, gdy o Tobie myślałam lub oglądałam na obrazkach lub w filmach. Czasami myślę, że znam Cię tak dobrze, jakbyś był jednym z moich bliskich przyjaciół.

Autor: Ewa Damentka

Piękne popołudniowe słońce – 31

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści, które uniosły się w górę i wirowały, utrzymując jednocześnie formę kopuły otaczającej Oliwkę i Dyzia, chroniącej ich przed wzrokiem innych spacerowiczów. Dziewczynka i miś byli zdziwieni i jednocześnie zaciekawieni. Zobaczyli, że obok nich pojawiła się złocista postać.

– Jestem Jesienią – przedstawiła się i dodała – miło mi was poznać.

Oliwka dygnęła, a miś dwornie ukłonił się.

– Czy chcecie wpaść do mnie na herbatkę z sokiem mali­nowym i ciasteczka?

– A czy możemy pójść z moimi rodzicami? – zapytała Oliwka.

– Oczywiście – odpowiedziała Jesień – zaraz ich zapro­szę.

Wykonała ręką jakiś gest i kopuła zaczęła się rozrzedzać. Oliwka pisnęła z radości, gdy zobaczyła swoich rodziców, którzy stali nieopodal.

Zaraz pisnęła jeszcze raz, tym razem z zaskoczenia. Zrobiło się ciemno, jakby wielka chmura zasłoniła słońce, a żółte liście zmieniły kolor. Były czarne jak smoła i zno­wu utworzyły kopułę odcinającą od świata Oliwkę, Dyzia, Jesień oraz potworną czarną męską postać, która stanę­ła obok nich.

– Idziecie ze mną. Sami – postać odezwała się grubym głosem i zaczęła się śmiać.

Jesień próbowała ochronić dziewczynkę i misia, ale to się jej nie udało. Razem z siłami, traciła swoją złotą barwę i stawała się coraz bardziej przezroczysta. Dyzio przerażo­ny przytulił się do Oliwki, a ona stała spokojnie i z zacie­kawieniem przyglądała się potężnemu smoliście czarne­mu mężczyźnie.

– A ty co? Nie boisz się? – odezwał się zdziwiony.

– Nie znam ciebie. Czemu miałabym się bać? – odparła Oliwka.

– Jestem groźny, mogę cię skrzywdzić.

– Nie boję się. Nie skrzywdzisz mnie.

– Czemu nie? Jestem wielkim czarodziejem!

– Chronią mnie potężne czary. Jeśli tego nie widzisz, to nie jesteś tak mocny, jak myślisz.

Czarodziej ryknął wielkim głosem, a rodzicom Oliwki, któ­rzy szukali jej w zadymie liści, zdawało się, że obok ude­rzył potężny piorun. Ucieszyli się, gdy zobaczyli delikatną poświatę przenikającą przez gęstą ścianę czarnych liści.

Oliwka świeciła! Dyzio przyglądał się jej zdziwiony, a Je­sień zaczęła odzyskiwać swoje kolory. Czarodziej ryknął ponownie. Wtedy Oliwka zaświeciła jeszcze mocniej, a uzdrowiona Jesień zatrzymała wiatr, czarne liście opadły na trawnik, a ona szepnęła rodzicom Oliwki, by jeszcze do niej nie podchodzili. Stanęli więc w pobliżu i uważnie obserwowali.

– Ty, ty… Kim ty jesteś? – wrzasnął czarodziej, który wy­raźnie zmalał i stracił swoją smolistą czerń. Stawał się szary, coraz bardziej szary.

– Jestem małą dziewczynką – odparła Oliwka.

– Jakie czary ciebie chronią?

– Miłość. Miłość moich rodziców – powiedziała.

– To prawda, to potężna broń – wtrąciła się Jesień, uśmie­chając się do rodziców Oliwki.

– Za to ty chyba nie dostałeś tej miłości od swoich rodzi­ców. Jest mi ciebie żal. Mogę podzielić się z tobą swoją miłością – powiedziała Oliwka i pogłaskała dłoń czaro­dzieja.

– Co ty robisz – przeraził się Dyzio – on zabierze to od ciebie. Zniszczy cię.

– Nie, Dyziu – uśmiechnęła się Oliwka. – Mama zawsze mówiła mi, że miłość się mnoży, gdy się ją dzieli. Tata mówi tak samo.

– To prawda – powiedziała Angelika, mama Oliwki.

– Tak, to prawda – odezwał się Paweł, tata Oliwki.

– Prawda – potwierdziła Jesień.

– Niestety, prawda – powiedziała smutna mała szara po­stać, w jaką przemienił się czarodziej.

– Co więcej, tą miłością możemy się dzielić z całym świa­tem – powiedziała Jesień i zatańczyła lekko na trawniku pełnym czarnych liści, które odżyły i szybko odzyskały swój żółty kolor.

– To ja też spróbuję – powiedział miś.

Popatrzył z miłością na Oliwkę, na jej rodziców, na Je­sień, na trawnik pełen żółtych liści. Na koniec spojrzał na kulącą się szarą postać i powiedział:

– Z tobą też dzielę się swoją miłością.

Postać zaskowytała, wyciągnęła ręce w stronę misia, jak­by chciała go złapać i… rozwiała się! Po prostu rozpłynę­ła się w powietrzu. Oliwka, jej rodzice i Dyzio byli zdumie­ni. Jesień roześmiała się i powiedziała:

– On zniknął, już nigdy nikomu nie zaszkodzi.

Popatrzyła z sympatią na małą dziewczynkę i jej misia, a potem powiedziała:

– Oliwko, Dyziu, uratowaliście mnie i cały świat. Ten zły czarodziej chciał mnie wymazać, jakbym nigdy nie istnia­ła. Wtedy tuż po lecie nastałaby zima. I tak byłoby do końca świata. Dzięki wam porządek pór roku został za­chowany.

Rodzice z dumą patrzyli na swoją córeczkę i chętnie przyjęli zaproszenie Jesieni na wspólny podwieczorek. W towarzystwie Dyzia, razem z Oliwką pili gorącą herbatę z sokiem malinowym. Zajadali się szarlotką i cynamonowy­mi ciasteczkami, a potem pysznym piernikiem. Na koniec Jesień podała śliwkowe powidła, najlepsze, jakie dotąd jedli.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Ewa Damentka

Piękne popołudniowe słońce – 28

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Liście tyl­ko na to czekały. Uniosły się i zaczęły fruwać w powie­trzu, przyjmując niezwykłe kształty. Na koniec uformowa­ły się w jesienną dziewczynkę, która miała liściastą buzię, rączki, nóżki, a nawet warkoczyki przewiązane liściastą wstążką. Z liści zrobione było również jej ubranie, które wirowało i odsłaniało kawałeczek brzuszka lub ramię. Oliwka przyglądała się jej uważnie, ale jej zaniepokojenie zniknęło, gdy zobaczyła, że pod liściastą pelerynką mała miała całkiem porządne żółte wełniane ubranie. Powie­działa, że ma na imię Słoneczko i że chciałaby zaprzyjaź­nić się z Oliwką i Dyziem. Oliwka spojrzała na Dyzia, Dyzio spojrzał na Oliwkę. Chwilę popatrzyli sobie w oczy i zrozumieli się bez słów. Zgodnie oświadczyli, że chętnie zaprzyjaźnią się ze Słoneczkiem i będą się z nią bawić zawsze, gdy Słoneczko będzie mogło się z nimi spotkać. Szybko przeszli do czynów. Śmiali się, skakali, bawili w berka i chowanego. Co ciekawe, rodzice Oliwki nie wi­dzieli Słoneczka, tylko wirujące żółte liście, które opadały na trawnik i znowu z niego wzlatywały w niebo. Oliwce i Dyziowi nie przeszkadzało, że dorośli nie widzieli Sło­neczka. Oni widzieli je doskonale i bawili się wybornie. Słoneczko również było zadowolone, a wszystkie żółte li­ście garnęły się do zabawy, jakby wiedziały, że teraz jest najlepszy czas na to, by się bawić.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Ewa Damentka

Piękne popołudniowe słońce – 25

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Trawnik okazał się być latającym dywanem. Powoli uniósł się, do­stojnie zatrzepotał frędzlami i przeniósł w nieznane Dyzia, Oliwkę, jej rodziców, alejki i drzewa. To „nieznane” było całkiem miłe, zwłaszcza, że latający dywan przeniósł również panią, która sprzedawała watę cukrową. Z miłym uśmiechem zaproponowała kolorową watę rodzicom Oliwki, którzy udawali, że nie widzą i nie słyszą, jak Oliw­ka piszczy z radości. Dyzio i Oliwka doskonale wiedzieli, że rodzice udają, a rodzice wiedzieli, że oni wiedzą. Wie­działa o tym również pani z watą cukrową, która czekała z miłym uśmiechem, aż zakończy się zakupowy ceremo­niał. Skończyło się na tym, że Oliwka dostała patyczek z różową watą cukrową, jej mama z pomarańczową, tata czerwoną, a Dyzio dumnie dzierżył w łapce zielono-nie­bieską. Kiedy ostatnia wata cukrowa została wydana, pani, która ją sprzedawała, uniosła się w górę jak balonik i razem ze swoją maszynką uleciała gdzieś w inne nie­znane. Tymczasem to nieznane, w którym przebywali ro­dzice z Oliwką i Dyziem stało się całkiem oswojonym nie­znanym, więc całą czwórką zgodnie udali się na spacer, żeby pooglądać, jak to ich nieznane wygląda. Szybko uznali, że jest bardzo znajome i wygląda tak, jakby nigdzie nie wyjeżdżali. Wtedy dywan z liści opadł z ci­chym westchnieniem. Widocznie miał nadzieję na dłuż­szą podróż. Kiedyś może się uda. Na razie Oliwka z Dyziem i rodzicami postanowili wrócić do domu na niedziel­ną kolację.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Ewa Damentka

Starszy mężczyzna – 32

Starszy mężczyzna ciężko oddychał i co chwila łapał się za serce. Jednak nie zatrzymywał się. Przedzierał się przez krzaki porastające wydmę, bo chciał jeszcze raz zobaczyć zachód słońca nad wielkim jeziorem. Czuł, że nie ma dużo czasu. Rodzina chciała go wywieść do domu opieki, a on nie mógł wyjechać bez pożegnania z wydmami, jeziorem i zachodzącym słońcem.

Udało się, dotarł nad brzeg jeziora. Plecami oparł się o kamienny głaz, który tam stał od niepamiętnych czasów i stopniowo wyrównywał oddech.

Kolejny raz zobaczył zachód słońca i poczuł, że już jest gotowy do dalszej podróży. Nawet nie wiedział, że jego wnuki poszły za nim. Chłopcy bali się o jego zdrowie. Teraz ukryci za wydmą cieszyli się, że dziadek wygląda na szczęśliwego.

Początkowo chcieli do niego podejść, ale uznali, że zrobią to dopiero wtedy, gdy będzie wracał do domu. Teraz należy mu się chwila prywatności…

Chcieli się wycofać kawałek i niby przypadkiem spotkać go w drodze powrotnej, jednak coś ich zatrzymało, nie wiedzieli co…

Zobaczyli, że do złotego zachodu słońca dołączył inny blask, a z nieba w dół zaczęły spływać świetliste postacie. Jedna z nich podeszła do dziadka. Chłopcy rozpoznali w niej swoją babcię.

Dziadek wstał i przytulił się do świetlistej żony. Ona powiedziała „już jesteś gotowy”. Uśmiechnęła się do wnuków i pomachała im ręką, a następnie poprowadziła dziadka w stronę świetlistych postaci.

Gdy dziadek dołączył do nich, odetchnął głęboko i rozejrzał się po okolicy, jakby chciał ją zapamiętać na zawsze. Zauważył wnuki. Przesłał im ciepły przepraszający uśmiech i telepatycznie przekazał myśl: „na brzegu jeziora leży tylko moje ciało, ja żyję dalej. Jestem zdrowy i szczęśliwy’. Następnie uleciał do nieba, tak jak pozostałe świetliste postacie.

Chłopcy przykucnęli za wydmą i długo nie mogli się poruszyć. W sercach czuli wielki ból, który stopniowo ustępował miejsca uldze i wielkiej spokojnej radości. „Dziadek już jest zdrowy i szczęśliwy” – pomyśleli.

Potem zadzwonili do rodziców, żeby powiedzieć, co zobaczyli. Rodzice uwierzyli im, ale poprosili, żeby zachowali to dla siebie i nie wspominali o tym policji i innym służbom, które przyjadą po ciało. Powiedzieli, że dziadek uchodził w okolicy za dziwaka i lepiej, żeby nie mówiono tak o jego rodzinie.

Późnym wieczorem, gdy ciało dziadka zostało już zabrane do kostnicy, rodzice zamknęli drzwi, zasłonili okna, wyłączyli światło, tak jakby wszyscy poszli spać. Tymczasem sami, razem z synami usiedli w dużym pokoju i poprosili, by chłopcy jeszcze raz, szczegółowo opisali, co zobaczyli nad jeziorem.

Słuchając, płakali i uśmiechali się jednocześnie. Ogarnął ich spokój i wielka nadzieja.

Potem popatrzyli sobie głęboko w oczy i uznali, że warto wtajemniczyć chłopców w ich plany.

Wyjaśnili im, że po śmierci dziadka chcieli sprzedać dom. Jednak teraz chcieliby go zostawić, po to, żeby przyjeżdżać tu na weekendy i odwiedzać jezioro, tak ważne dla dziadka.

Chłopcom bardzo spodobał się ten pomysł. Prosili tylko, żeby często oglądać zachody słońca nad tym jeziorem. Bo to właśnie one były ważne dla dziadka. Powiedzieli, że dzięki temu lepiej będą pamiętali, jak dziadek i babcia razem ulatywali do nieba.

Autor: Ewa Damentka

Starszy mężczyzna – 31

Starszy mężczyzna ciężko oddychał i co chwila łapał się za serce. Jednak nie zatrzymywał się. Przedzierał się przez krzaki porastające wydmę, bo jeszcze przed zmierzchem chciał dotrzeć na plażę.

Specjalnie przyjechał z drugiego końca świata, żeby jeszcze raz odwiedzić dom rodzinny i plażę, na której kiedyś spotkał piękną księżniczkę, o której śnił całe życie. Wiedział, że to niemożliwe, ale miał nadzieję, że może jednak zobaczy ją znów, nakarmi jej widokiem swoje oczy i serce, a potem wróci do domu, żeby dalej wieść spokojne życie emeryta.

Udało się…, dotarł na plażę. Usiadł na piasku i oparł się plecami o wielki głaz. Zamknął oczy i przypomniał sobie pierwsze spotkanie z piękną nieznajomą. Zresztą trudno to nazwać spotkaniem. On patrzył na nią z zachwytem, a ona uśmiechnęła się uroczo i szepnęła: „jeszcze wiele, wiele lat minie, zanim porozmawiamy”. Potem odwróciła się od niego i zaczęła tańczyć zwinnie i radośnie.

Wydawała mu się postacią z innego świata, z bajki. Nigdy przedtem, ani potem, nie widział tak pięknej kobiety. W dzieciństwie widywał ją wiele razy. Zakradał się na plażę, chował się za głazem lub siedział w krzakach, żeby ją obserwować. Ona nie zwracała na niego uwagi. Czasami płakała, czasami siedziała na piasku i patrzyła w dal lub przyglądała się długiemu kijowi leżącemu u jej stóp. Drągowi, który zawsze miała ze sobą. Tańczyła bardzo rzadko. Kiedy to się zdarzało, on czuł, jakby w jej tańcu skupiało się całe piękno tego świata. Wtedy przepełniało go wzruszenie.

Takie myśli przychodziły mu do głowy, gdy próbował wyrównać oddech po męczącym spacerze. Wreszcie spokojny oddech wrócił, a on podniósł głowę i ze zdziwienia otworzył usta. Piękna nieznajoma znowu tańczyła, lekko, radośnie, z wdziękiem. Wyglądała tak samo jak kilkadziesiąt lat temu, gdy zobaczył ją pierwszy raz.

Ich oczy odnalazły się i uśmiechnęły do siebie. Piękna księżniczka dygnęła i gestem dłoni zaprosiła go, by podszedł bliżej. Kiedy stanął przed nią, z zakłopotaniem opuścił głowę i popatrzył w dół, na piasek. Wtedy zobaczył, co było przymocowane do kija, z którym się nie rozstawała. Zimny blask metalu zaskakiwał.

Podniósł głowę, spojrzał w jej uśmiechnięte oczy i zapytał:

– Czy to już czas?

– Tak – odpowiedziała.

– Teraz użyjesz tego? – dłonią wskazał długie srebrzyste ostrze.

– Tak, ale w inny sposób niż myślisz.

– Dlaczego teraz?

– Bo nadszedł twój czas i jednocześnie ty jesteś gotowy.

– Będzie bolało?

– Skądże.

– Czyli wszystko się skończy? Przestanę istnieć?

– Dopiero zaczniesz.

– Jak to?

– Jestem tu po to, żeby odprowadzić cię do twojego nowego świata.

– Zostaniesz tam ze mną? – zapytał z nadzieją.

– Nie – uśmiechnęła się i dodała – jestem tylko przewodnikiem i dbam o twoją bezpieczną podróż.

Rozłożyła ostrze, które wyglądało jak kosa. Uruchomiła sekretny zatrzask i metal zamienił się w dość szeroką poziomą belkę przymocowaną do pionowego grubego drąga.

Weszła na tę belkę, jedną ręką złapała za kij, a drugą wyciągnęła w kierunku mężczyzny. On przyjął zaproszenie. Trzymając się jej pomocnej dłoni, wszedł na belkę. Był spokojny. Bez zdziwienia patrzył, jak się unoszą i lecą coraz wyżej i wyżej. W pewnej chwili przed nimi pojawił się złoty most. Wtedy zatrzymali się, a ona pomogła mu na niego wejść.

– Po drugiej stronie mostu czeka na ciebie twoje nowe życie – powiedziała i zapytała – czy się go obawiasz?

Mężczyzna zamyślił się, zapatrzył w dal, posłuchał głosu serca i zdziwiony powiedział:

– Nie, nie boję się. Czuję się, jakbym wracał do domu.

– Bo tak jest – uśmiechnęła się i puściła jego dłoń.

Uważnie patrzyła, jak szedł. Zauważyła, że z każdym krokiem prostował się i szedł coraz odważniej.

Gdy mężczyzna znalazł się już po drugiej stronie mostu, wróciła na plażę, żeby znowu potańczyć. Bardzo lubiła to robić. I rzeczywiście czuła się wtedy, tak jakby była piękną księżniczką.

Autor: Ewa Damentka

Piękne popołudniowe słońce – 22

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Miś lękliwie obejrzał się za siebie, bo przestraszył się wielkiego cienia, który zasłonił słońce. Po chwili odetchnął z ulgą. To nie był żaden zły stwór, który czyhał na Dyzia i Oliwkę. To był tata Oliwki, który, rozmawiając z jej mamą, niby przypadkiem przysunął się bliżej dziewczynki i jej misia. „Rozumiem” – pomyślał uradowany i uspokojony Dyzio. – „Oliwka myśli, że ma swobodę, a rodzice czuwają, żeby była bezpieczna! Tak zawsze powinno być”. Uradowany dał się ponieść zabawie. Mógł być sobą i cieszyć się razem z Oliwką. Już nie musiał być jej ochroniarzem. Skoro wiedział, że małą zawsze chronią rodzice, to mógł kochać ją całym swoim serduszkiem, bawić się i dawać jej chwile szczęścia, które pozostaną z nią na zawsze.

grudzień 2023

dla Oliwki napisała Ewa Damentka

Kamienny olbrzym obudził się – 37

Kamienny olbrzym obudził się, przeciągnął i poszedł na spacer. Ciekaw był, co zmieniło się w okolicy.

Tymczasem właściciele domów, postawionych na górze myśleli, że to trzęsienie ziemi przenosi ich domy.

Olbrzym podrapał się, strącając z siebie część miasteczka, a potem uznał, że znowu czas odpocząć. Umościł się więc w nowym miejscu i zasnął. A ludzie zaczęli odbudowywać swoje siedliska i zmieniać dokumenty. Bo ich domy, nagle uzyskały inne adresy, przypisania do innych województw, a niektóre nawet do innego kraju.

Tymczasem olbrzym smacznie śpi. Czasami przeciąga się przez sen, co trwoży ludzi, a czasami zastyga nieruchomy, co ich cieszy. Dotąd nie zdają sobie sprawy, że mieszkają na skalnym olbrzymie, żywej czującej istocie, żyjącej w innym rytmie, niż oni. W swoim własnym rytmie.

Autor: Ewa Damentka