Młoda ładna kobieta patrzyła zachęcająco i bezwiednie bawiła się swoimi włosami. Czekała na jakąś reakcję ze strony mężczyzny, który się jej podobał. Ten nie mógł już dłużej udawać, że nie widzi jej zalotów, więc więc postanowił zrobić coś, czego nikt się nie spodziewał. Zamiast odpowiedzieć na jej zaloty w sposób typowy, mężczyzna wyjął z kieszeni mały, kolorowy balonik. Nadmuchał go z pełną powagą, zawiązał supełek, a potem… wręczył jej go, jakby to był najcenniejszy prezent na świecie.
Kobieta spojrzała na balonik, potem na niego, potem znów na balonik. Jej zalotny uśmiech zmienił się w wyraz czystej konsternacji.
– Co to ma być? – zapytała, unosząc brwi.
Mężczyzna wzruszył ramionami.
– Balonik. Symbol mojej niezdolności do flirtu. Ale za to jestem świetny w robieniu balonikowych zwierzątek. Chcesz zobaczyć?
Zanim zdążyła odpowiedzieć, zaczął formować balonik w coś, co miało przypominać psa, ale bardziej wyglądało jak… zdeformowany flaming. Kobieta nie mogła powstrzymać śmiechu.
– To najdziwniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam – powiedziała, wciąż chichocząc.
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko.
– A jednak się uśmiechasz. Może nie jestem mistrzem romantyzmu, ale przynajmniej potrafię rozśmieszyć.
I tak, zamiast klasycznego flirtu, ich rozmowa przerodziła się w konkurs na najbardziej absurdalne balonikowe zwierzątko. Kobieta stworzyła coś, co miało być kotem, ale wyglądało jak rozgnieciony arbuz. Mężczyzna próbował zrobić żyrafę, która ostatecznie przypominała… no cóż, nic konkretnego.
A jednak, w tej dziwnej, niecodziennej chwili, oboje poczuli, że coś ich łączy. Nie była to typowa romantyczna chemia, ale coś znacznie bardziej wyjątkowego – wspólna zdolność do śmiania się z własnych niedoskonałości.
tekst wygenerowany przez AI na polecenie Ewy Damentki