O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 27

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. To tybetański mnich medytował na dnie jeziora. Raz na kilka minut wypuszczał drobinki powietrza, które tworzyły kółka, gdy przenikały na zewnątrz przez powierzchnię jeziora.

Legenda głosi, że mnich osiedlił się na dnie jeziora kilkanaście lat temu i jeszcze ani razu nie wynurzył się, żeby nabrać powietrza. Mieszkańcy są ciekawi, kiedy to wreszcie zrobi, bo chcieliby go ugościć i porozmawiać z nim. Wszyscy są mu wdzięczni, bo odkąd usiadł na dnie jeziora, to wielki spokój rozlał się nad okolicą, a to im bardzo odpowiada.

Autor: Ewa Damentka

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 26

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. Chmury, które powoli przemieszczały się nad jeziorem, zatrzymały się tu na dłużej. W ten sposób przysłoniły słońce.

Autor: Sokolik

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 25

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. To żona wodnika Szuwarka właśnie robiła porządne pranie. Zewsząd dobiegały bulgoty. Wędkarz pomyślał, że nie jest to najszczęśliwszą pora na połów. Uznał, że wieczorem porozmawia z Szuwarkiem i dowie się, kiedy nad jeziorem będzie spokojnie.

Autor: Ewa Damentka

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 24

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka, znak obecności ryb pod powierzchnią tafli wody.

Mężczyzna wypływał na jezioro z wędką, ale rzadko wędkował. Z początkiem dnia wyruszał na wodne wycieczki. Czerpał przyjemność z piękna porannych widoków i delikatnych dźwięków natury. Szumu rozkołysanych wiatrem świerków w pobliskim lesie, szelestu przybrzeżnych traw, fal uderzających rytmicznie o brzeg i śpiewów ptactwa. W cichych zakątkach jeziora relaksował się, czerpał energię i cieszył życiem.

Autor: Danuta Majorkiewicz

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 23

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. Towarzyszem wędkarza był kilkuletni chłopiec, który podążał wzrokiem za wodnymi kółkami. Gdy powierzchnia jeziora była gładka, sam zamaczał wędkę w wodzie, bo chciał patrzeć na ruchy delikatnych fal.

Autor: Sokolik

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 22

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka, na które mężczyzna spokojnie patrzył.

Woda była czysta i pod powierzchnią widział małe ryby, które pływały w gromadzie w otoczeniu przybrzeżnych szuwarów i grążeli. Ich łuski błyszczały we wschodzącym słońcu i na wodzie widać było srebrną poświatę, która mieszała się ze złotymi smugami budzącego się leniwie słońca.

Z radością przyglądał się grze srebrno-złotych światłocieni na błękitnej tafli wody. Uczestniczył w niepowtarzalnym widowisku wodno-świetlnym, które warte było, by wstać przed świtem.

Autor: Danuta Majorkiewicz

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 21

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. Zdziwiony mężczyzna przyglądał się pięciu dużym kółkom unoszącym się na wodzie. Niebieskie, czarne i czerwone na górze, a żółte i zielone na dole. Żółte kółko było połączone z niebieskim, czarnym i zielonym, a zielone z żółtym, czarnym i czerwonym. Coś mu przypominały, nie pamiętał co… Zmarszczył czoło, przymrużył oczy i usilnie wpatrywał się w kółka, koła…

Wreszcie przypomniał sobie i patrzył zdziwiony na olimpijskie koła, unoszące się na wodach jeziora. Ale czemu? Skąd się tu wzięły? Czy ktoś je tu wrzucił? Kto i po co?

Spochmurniał, bo nie lubił niespodzianek, zwłaszcza tak niezwykłych. Nie pamiętał, jak długo siedział spięty i skupiony. Gdy zauważył, że zesztywniał, zaczął się delikatnie poruszać, rozciągać, rozluźniać nogi, ręce i ramiona. Na chwilę zapomniał o kółkach na wodzie. Gdy już się rozluźnił i trochę rozgrzał, znowu spojrzał na kółka i ze zdumienia otworzył usta. Zaraz zamknął je i siedział w ciszy, bojąc się ruszyć lub wydać jakikolwiek dźwięk.

Szeroko otwartymi oczyma przyglądał się, jak ryby skaczą przez olimpijskie kółka. Miały do dyspozycji całe jezioro, a chyba wszystkie podpłynęły do tych kół. Co chwila któraś z nich wyskakiwała w górę w jednym z kółek, następnie robiła zgrabne salto w powietrzu i wpadała do wody dokładnie pośrodku kółka w innym kolorze. Wędkarz jeszcze nigdy nie widział tyłu skaczących ryb, dużych i małych. Wyglądało to, jakby ryby urządziły sobie zawody akrobatyczne.

Przyglądał się im długo. Dopiero, gdy nastała cisza i tafla wody pozostała spokojna przez pół godziny, podpłynął łódką do brzegu jeziora i poszedł do domu. Oczyma wyobraźni przeżywał na nowo ekscytujące pokazy rybich akrobacji. Był bardzo ciekaw, czy następnego dnia też odbędzie się takie wspaniałe widowisko.

Autor: Ewa Damentka

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 20

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. Spostrzegł, że ktoś zbliża się do niego. Kajak podpływał coraz bliżej. Zobaczył młodą kobietę, która przywitała się z nim. Ten też ją pozdrowił. Gdy kobieta odpłynęła, wrócił do połowów.

Autor: Sokolik

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 19

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. To młoda Wodniczka energicznie tarła na tarze i prała w mydlinach swoją sukienkę, w której chciała wystąpić na dorocznym wiosennym koncercie. Sukienka była zielona. Wodniczce dobrze było w tym kolorze, a ubrana w tę sukienkę mogła ukryć się w trzcinach, gdyby stado bocianów zaczęło polować na grajków leśnej orkiestry, czyli na zielone żabki, które były nieocenionymi muzykantami. Również dzięki sukience mogła podkradać się, by z bliska słuchać ćwiczeń żabiego chóru. Rozczulały ją te dźwięki. Marzyła o tym, by pójść do ślubu przy akompaniamencie żabiego rechotu i kumkania. Tak sobie myślała, piorąc sukienkę. A okrągłe kółka na wodzie pojawiały się i znikały, dając złudną nadzieję wędkarzowi, który z kolei marzył o złowieniu wielkiej ryby. I tak, każde z nich, Wędkarz i Wodniczka, oddawało się swoim zajęciom, podczas gdy dzień leniwie budził się z nocnego snu.

Autor: Ewa Damentka

O świcie w zacisznym zakątku jeziora – 18

O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka, obok których pojawił się bóbr. Wystawił swój pyszczek i przez chwilę przyglądał się otaczającemu go światu. Po czym delikatnym bobrowym alfabetem Morse’a nadał wiadomość, że jest bezpiecznie. Po chwili z wodnych korytarzy wypłynęła cała jego rodzina. Bobry zaczęły robić poranną kąpiel i baraszkować.

Mężczyzna zapomniał o wędkowaniu. Cieszył się rzadko spotykanym widokiem. Siedział spokojnie i nie zakłócał rodzinnej sielanki.

Autor: Danuta Majorkiewicz