O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka, które pojawiły się i przesuwały po wodzie.
Mężczyzna patrzył uważnie, zdziwiony ich dużą średnicą. Myśl w głowie podpowiadała, że jest to tak ogromna ryba, że ho ho! Nie żadna płotka. Wiedział, że nawet gdyby ją złapał, to sam nie dałby rady jej wyciągnąć z wody. Wokół niego na jeziorze nie było nikogo z wędkujących, kto mógłby mu pomóc.
W pewnej chwili przeżył tak duże zaskoczenie, że wychylił się do tyłu i wybuchnął śmiechem. Spod powierzchni wody wyłoniła się sylwetka młodej wysportowanej kobiety. Równie zaskoczona, zareagowała śmiechem jak on.
Mężczyzna dowiedział się od niej, że od paru dni, o świcie, w otaczającej ją ciszy i rześkiej wodzie, trenowała do zbliżających się zawodów. Na pożegnanie pomachał jej ręką i nie opowiadał nikomu o przeżytej przygodzie.
Autor: Danuta Majorkiewicz