Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz.
Jaś zobaczył przez nią las, duży i rozległy. Ujrzał jak z oddali zbliża się postać ubrana w zimową kurtkę, spodnie, buty oraz grubą wełnianą czapkę. Szła powoli w stronę domku, w którym mieszkał chłopiec.
Po chwili Jaś rozpoznał Michała, kolegę ze szkoły. Tamten pomachał mu i dał znak ręką, aby do niego wyszedł. Jaś uradowany szybko ubrał się ciepło. Po kilku minutach chłopcy bawili się razem – spacerowali, biegali i co jakiś czas tarzali się w śniegu. Ostatniej nocy przybyło go prawie pół metra.
Wkrótce chłopcy poszli do lasu. W pewnej chwili zaczęło się robić ciemno. Jaś zdał sobie sprawę, że musi wracać do domu.
– Ja cię odprowadzę – rzekł Michał.
Jaś ucieszył się z propozycji kolegi. Wkrótce byli już pod domem Janka.
– A może zostaniesz u mnie na noc? – spytał Jaś.
– Chętnie, tylko muszę zawiadomić rodziców.
– To żaden problem. Zaraz zadzwonimy do nich.
Kiedy byli już w środku, mama Jasia zadzwoniła do rodziców Michała i poinformowała o tym, że zostanie u nich do jutra.
– Wszystko załatwione – powiedziała.
Chłopcy nie pamiętali, kiedy ostatnio byli tak szczęśliwi.
Autor: Sokolik