Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkroczył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści, które uniosły się w górę i wirowały, utrzymując jednocześnie formę kopuły otaczającej Oliwkę i Dyzia, chroniącej ich przed wzrokiem innych spacerowiczów. Dziewczynka i miś byli zdziwieni i jednocześnie zaciekawieni. Zobaczyli, że obok nich pojawiła się złocista postać.
– Jestem Jesienią – przedstawiła się i dodała – miło mi was poznać.
Oliwka dygnęła, a miś dwornie ukłonił się.
– Czy chcecie wpaść do mnie na herbatkę z sokiem malinowym i ciasteczka?
– A czy możemy pójść z moimi rodzicami? – zapytała Oliwka.
– Oczywiście – odpowiedziała Jesień – zaraz ich zaproszę.
Wykonała ręką jakiś gest i kopuła zaczęła się rozrzedzać. Oliwka pisnęła z radości, gdy zobaczyła swoich rodziców, którzy stali nieopodal.
Zaraz pisnęła jeszcze raz, tym razem z zaskoczenia. Zrobiło się ciemno, jakby wielka chmura zasłoniła słońce, a żółte liście zmieniły kolor. Były czarne jak smoła i znowu utworzyły kopułę odcinającą od świata Oliwkę, Dyzia, Jesień oraz potworną czarną męską postać, która stanęła obok nich.
– Idziecie ze mną. Sami – postać odezwała się grubym głosem i zaczęła się śmiać.
Jesień próbowała ochronić dziewczynkę i misia, ale to się jej nie udało. Razem z siłami, traciła swoją złotą barwę i stawała się coraz bardziej przezroczysta. Dyzio przerażony przytulił się do Oliwki, a ona stała spokojnie i z zaciekawieniem przyglądała się potężnemu smoliście czarnemu mężczyźnie.
– A ty co? Nie boisz się? – odezwał się zdziwiony.
– Nie znam ciebie. Czemu miałabym się bać? – odparła Oliwka.
– Jestem groźny, mogę cię skrzywdzić.
– Nie boję się. Nie skrzywdzisz mnie.
– Czemu nie? Jestem wielkim czarodziejem!
– Chronią mnie potężne czary. Jeśli tego nie widzisz, to nie jesteś tak mocny, jak myślisz.
Czarodziej ryknął wielkim głosem, a rodzicom Oliwki, którzy szukali jej w zadymie liści, zdawało się, że obok uderzył potężny piorun. Ucieszyli się, gdy zobaczyli delikatną poświatę przenikającą przez gęstą ścianę czarnych liści.
Oliwka świeciła! Dyzio przyglądał się jej zdziwiony, a Jesień zaczęła odzyskiwać swoje kolory. Czarodziej ryknął ponownie. Wtedy Oliwka zaświeciła jeszcze mocniej, a uzdrowiona Jesień zatrzymała wiatr, czarne liście opadły na trawnik, a ona szepnęła rodzicom Oliwki, by jeszcze do niej nie podchodzili. Stanęli więc w pobliżu i uważnie obserwowali.
– Ty, ty… Kim ty jesteś? – wrzasnął czarodziej, który wyraźnie zmalał i stracił swoją smolistą czerń. Stawał się szary, coraz bardziej szary.
– Jestem małą dziewczynką – odparła Oliwka.
– Jakie czary ciebie chronią?
– Miłość. Miłość moich rodziców – powiedziała.
– To prawda, to potężna broń – wtrąciła się Jesień, uśmiechając się do rodziców Oliwki.
– Za to ty chyba nie dostałeś tej miłości od swoich rodziców. Jest mi ciebie żal. Mogę podzielić się z tobą swoją miłością – powiedziała Oliwka i pogłaskała dłoń czarodzieja.
– Co ty robisz – przeraził się Dyzio – on zabierze to od ciebie. Zniszczy cię.
– Nie, Dyziu – uśmiechnęła się Oliwka. – Mama zawsze mówiła mi, że miłość się mnoży, gdy się ją dzieli. Tata mówi tak samo.
– To prawda – powiedziała Angelika, mama Oliwki.
– Tak, to prawda – odezwał się Paweł, tata Oliwki.
– Prawda – potwierdziła Jesień.
– Niestety, prawda – powiedziała smutna mała szara postać, w jaką przemienił się czarodziej.
– Co więcej, tą miłością możemy się dzielić z całym światem – powiedziała Jesień i zatańczyła lekko na trawniku pełnym czarnych liści, które odżyły i szybko odzyskały swój żółty kolor.
– To ja też spróbuję – powiedział miś.
Popatrzył z miłością na Oliwkę, na jej rodziców, na Jesień, na trawnik pełen żółtych liści. Na koniec spojrzał na kulącą się szarą postać i powiedział:
– Z tobą też dzielę się swoją miłością.
Postać zaskowytała, wyciągnęła ręce w stronę misia, jakby chciała go złapać i… rozwiała się! Po prostu rozpłynęła się w powietrzu. Oliwka, jej rodzice i Dyzio byli zdumieni. Jesień roześmiała się i powiedziała:
– On zniknął, już nigdy nikomu nie zaszkodzi.
Popatrzyła z sympatią na małą dziewczynkę i jej misia, a potem powiedziała:
– Oliwko, Dyziu, uratowaliście mnie i cały świat. Ten zły czarodziej chciał mnie wymazać, jakbym nigdy nie istniała. Wtedy tuż po lecie nastałaby zima. I tak byłoby do końca świata. Dzięki wam porządek pór roku został zachowany.
Rodzice z dumą patrzyli na swoją córeczkę i chętnie przyjęli zaproszenie Jesieni na wspólny podwieczorek. W towarzystwie Dyzia, razem z Oliwką pili gorącą herbatę z sokiem malinowym. Zajadali się szarlotką i cynamonowymi ciasteczkami, a potem pysznym piernikiem. Na koniec Jesień podała śliwkowe powidła, najlepsze, jakie dotąd jedli.
grudzień 2023
dla Oliwki napisała Ewa Damentka