Piękne popołudniowe słońce – 1

Piękne popołudniowe słońce zalewało okolicę liściastym potokiem promieni, podczas gdy miś Dyzio dumnie wkro­czył z Oliwką na trawnik pełen pożółkłych liści. Leżały do­słownie wszędzie. Dziewczynka zabrała Dyzia na spacer, żeby zobaczyć dynie na jesiennym festynie, który odby­wał się nieopodal nich.

Oliwka oddaliła się nieco, podczas gdy rodzice chwilowo zajęci byli rozmową na jakiś ważny temat. Nie rozumiała jeszcze, o co chodzi, ale Dyzio i owszem. To pora na za­bawę! Wyciągnął pluszową rękę ku dłoni dziewczynki, za­praszając ją na megaaa gonitwę pośród listowia. Wszyst­ko szeleściło pod ich krokami. Wiatr, poruszony zrywa­nym co i rusz biegiem, wesoło pląsał wraz z nimi.

Oliwka była święcie przekonana, że nikt (poza misiem) jej nie widzi. Choć tak naprawdę mama rzucała dyskretne pobłażliwe spojrzenia. A tata pilnował, by nie oddalała się zanadto. Trawnik wydawał się nie mieć końca, choć do wejścia na farmę było tuż tuż.

– Hej, za mną! – wołał Dyzio.

Oliwia z piskiem podążała za nim.

– A! Mam cię! – zakrzyknęła ochoczo, kiedy to schwytała misia za łapkę.

Ten uważając, by nie stracić rezonu, udawał, że aż tak bardzo schował się za pniem niewielkiego drzewa, wokół którego toczyła się ta gonitwa. I byliby tak dokazywali jeszcze bodaj całą drogę, aż do samych zwierzątek wita­jących przybyłych ze swych kojców.

W szczególności krowa Krystynka ochoczo machała ogo­nem i co jakiś czas podchodziła do krańca swojej zagro­dy, by zobaczyć, cóż to za nowe dzieci biegną do stoiska z dyniami ułożonego na konstrukcji starego wozu. Ledwie tylko przypominającego stary pojazd. Objuczonym teraz mniejszymi, większymi warzywami koloru tego właśnie popołudnia.

– Jupiii!!! – w najlepsze.

Gdyby nie ciche, niezauważalne wręcz pisknięcie (?). Mysz? Nie. To z najbliższego konara zwisał na swej nici mały pajączek.

– Kto przerywa mój sen?

Miś Dyzio z początku dość mocno się przestraszył. Dlate­go podszedł do Oliwki i bardzooo mocno się w nią wtulił. Ponieważ nie bała się pająków, wytłumaczyła Dyziowi, że tak naprawdę nie ma się czego bać. Podeszła do niezna­jomego będącego na wysokości jej rączki.

– Co tutaj robisz? – spytała zupełnie nie speszona całą tą sytuacją. Jakby obecność mówiącego pająka nie stano­wiła dla niej niczego zaskakującego.

– Ja? – odrzekł zdziwiony – To raczej ja powinienem o to zapytać was. Jestem Iks. Koledzy mówią tak na mnie, bo mam śmieszne nóżki. A wy?

Oliwia zachichotała na dźwięk wyrazu „śmieszne”. Cho­ciaż dla niej nie było w Iksie nic żartobliwego. Po prostu… był sobą.

– Ja jestem Oliwia. A ten miś z tyłu to Dyzio.

Wskazała ruchem głowy na nieco bardziej niechętnie ma­chającego pluszaka. Swój nastrój kamuflował, udając, że otrzepuje się z resztek liści.

– Chodź tu Dyziu! Nie trzeba się niczego bać. Przecież Iks nie zrobi nam krzywdy. Prawda? – rzuciła okiem na owada, szukając potwierdzenia domyślnej odpowiedzi.

– Pewno że nie! Ja tylko tak tu sobie przycupnąłem na chwilę. Chciałem się nieco zdrzemnąć. Ten hałas tam (wskazał na teren festynu) raczej nie sprzyja nam, pają­kom. A wy gdzie idziecie?

– Idziemy zobaczyć największą dynię świata – oznajmił dostojnie Dyzio. Znacznie już spokojniej.

– Aha – przytaknęła Oliwia. – Rodzice mi powiedzieli, że tutaj kryje się prawdziwy skarb. I zamierzamy go znaleźć!

– Dyni szukacie? I to największej powiadacie? – zagaił ta­jemniczo Iks. – Skoro już przerwaliście mi sen, mogę wam w tym pomóc. Chcecie?

– Jak mógłbyś nam w tym pomóc? Przecież jesteś pają­kiem… – żachnął się Dyzio.

– Czy myślicie, że daleko pająkowi do dyni? Chcecie zo­baczyć naaaprawdę największą dynię w moim świecie?

– Hmm – zamyśliła się Oliwka. Przecież w pewnej odległo­ści stali jej rodzice. Na pewno byliby źli, gdyby tak sobie z Dyziem poszła.

– Coś się długo namyślacie. My pająki za to nie lubimy długo się zastanawiać. I lubimy wyzwania! Szast prast! Hokus pokus!

W taki oto magiczny sposób dotychczasowy trawnik zo­stał zamieniony w prawdziwy las. A za drzewa robiły jak­że maleńkie źdźbła trawy.

– Gdzie my jesteśmy? Co się stało?

Dyzio z Oliwką wymienili znaczące spojrzenia.

– Ratunkuuu!!!

– Jestem, jestem. Ale jesteście głośni! To co?

Iks był już gotowy do dalszej podróży…

…na którą zapraszają Oliwka z mamą Angeliką oraz tatą Pawłem. To co? Gotowi?

jesień 2023

dla Oliwki napisał Paweł Wojdalski