Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi dużego stołu, który stał w jadalni. Nikt go nie zauważył, bo wszyscy byli zajęci obiadem i towarzyską rozmową.
Tymczasem maleńki samolocik podskakiwał chwilkę, jakby nie wiedział, w którym kierunku ma się teraz udać – w prawo, lewo, do przodu, a może trochę na ukos? Tyle par nóg widział pod stołem. Damskich, męskich, nawet dziecięcych, które zwisały z krzesła, bo były zbyt krótkie, żeby dotknąć podłogi. Komu ma przekazać wiadomość schowaną w jego wnętrzu?
Jego rozterki przerwał niespodziewany podmuch powietrza, który poturlał go prosto pod nogi najstarszej kobiety, a potem uniósł w górę, umieszczając samolocik na spódnicy staruszki. Ta zdziwiona wzięła go do ręki i rozwinęła. Przeczytała: „Kochanie wreszcie wróciłem, czy wyjdziesz do ogrodu, żeby się ze mną przywitać?”.
Uniosła głowę i zobaczyła swojego ukochanego, który zaginął na wojnie kilkadziesiąt lat wcześniej. Stał teraz w ogrodzie, wyprostowany, choć opierał się na lasce. Nie zważając na nic, wybiegła do niego jak młoda dziewczyna, uściskali się serdecznie, a on zapytał: „czy jesteś gotowa?”.
Staruszka pomyślała chwilkę, spojrzała na rodzinę przy stole i powiedziała: „Tak, żegnałam się z nimi już od miesiąca, zdaje się, że są przygotowani na moje odejście”. Popatrzyła jeszcze raz na każde ze swoich bliskich, przesłała im serdeczny uśmiech, ciepło, miłość i błogosławieństwo. Rozejrzała się po ogrodzie, spojrzała na dom i powiedziała, „Tak, wypełniłam już swoją służbę na Ziemi”.
Odchodzili powolutku, jakby chcieli, by zobaczyli ich ci, którzy chcieliby ich zobaczyć. Tymczasem pielęgniarka zmierzyła puls starszej pani siedzącej na krześle i po chwili z kamienną twarzą podeszła do pana domu. On momentalnie spoważniał. Z miłością popatrzył na ciało swojej matki i powiedział: „Kochani, dziękuję wam wszystkim za najwspanialszy prezent, jaki mogliśmy dać naszej ukochanej mamie, babci, prababci. Umarła spokojnie i w naszych gronie, wiedzieliśmy, ze to się stanie. Nie chciałem, żeby była przy tym sama.”
Obecni zaczęli płakać, ale wkrótce przestali, bo ich serca otuliła otucha. Mała kartka papieru, która była samolocikiem, uniosła się w górę i jakimś sposobem rozwinęła się w wielki biały ekran, który wyświetlał słowa: „Kochani, dziękuję wam za wszystko, jestem szczęśliwa. Kiedyś za wiele wiele lat spotkamy się znowu. Na razie cieszcie się sobą i życiem oraz miłością, którą wszyscy się wzajemnie otaczamy”.
Syn zmarłej kobiety przytulił swoją żonę. Inni też stali poprzytulani w parach lub grupkach. I choć nie widzieli odchodzących staruszków, to patrzyli w ich stronę, jakby skądś wiedzieli, że oni właśnie tam są.
Autor: Ewa Damentka