Mały papierowy samolocik – 16

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi Emila, który akurat pochylał się nad kubkiem z zimną już kawą, próbując wymyślić genialny plan na uratowanie świata (albo przynajmniej swojego niedzielnego popołudnia).

Podniósł samolocik i ostrożnie rozwinął papier.

Zapisane tam słowa sprawiły, że jego brwi uniosły się wysoko.

„Natychmiast przyjdź na dach. Sprawa jest pilna.”

Sprawa pilna? Na dachu? Emil rozejrzał się wokół, ale kawiarnia, w której siedział, wyglądała zupełnie normalnie. Ludzie popijali swoje napoje, rozmawiali o rzeczach zupełnie przyziemnych.

A jednak czuł, że powinien pójść na ten dach.

Wstał, wciąż ściskając samolocik, i ruszył do wyjścia.

Schody prowadzące na dach były stare, skrzypiące, jakby nikt nie używał ich od lat. Ale kiedy w końcu dotarł na szczyt, zamarł.

Na środku dachu stał pingwin w eleganckim garniturze.

– Spóźniłeś się. – powiedział pingwin, poprawiając mankiety.

Emil zamrugał.

– Przepraszam, ale czy ja mam halucynacje?

Pingwin westchnął ciężko.

– Nie mamy czasu na filozofię. Właśnie zaczyna się wyścig o kontrolę nad światem, a jedyną osobą, która może go wygrać, jesteś ty.

Emil przyglądał się pingwinowi, próbując znaleźć sens w tej absurdalnej sytuacji.

– Ja? Dlaczego ja?

Pingwin wskazał na papierowy samolocik, który wciąż trzymał w dłoni.

– Bo tylko ci, którzy go złapali, mają szansę zmienić przyszłość.

tekst wygenerowany przez AI na polecenie Ewy Damentki

Mały papierowy samolocik – 14

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi wielkiego słonia, który był atrakcją miejscowego zoo. Słoń podniósł papierowy samolocik i kichnął. Wtedy samolocik znów wzniósł się w powietrze. Tym razem leciał bardzo długo, ale to już zupełnie inna historia…

dla Andrzeja napisała Brzozowa Bajdulka

Mały papierowy samolocik – 13

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi egzaminatora. Ten podniósł go z surową miną i rozwinął papier. Spodziewał się, że będzie tam jakaś ściąga, a zobaczył nieporadny dziecięcy rysunek i tekst znanej mu, często nuconej w dzieciństwie piosenki:

Zawsze nich będzie słońce,

zawsze niech będzie niebo

zawsze niech będzie mama

zawsze niech będę ja.

Uśmiechnął się. Schował kartkę do kieszeni i życzliwie przypatrywał się studentom zdającym właśnie pisemną część trudnego egzaminu. Jego uśmiech spowodował, że w sali zrobiło się jakoś swobodniej, napięcie zelżało i lżej było oddychać.

Studenci wyraźnie to odczuli. I pisali rozluźnieni jak nigdy dotąd. A mały kawałeczek papieru w kieszeni uwierał, jakby chciał powiedzieć „Złóż mnie znowu i puść w świat”.

„Dobrze, dobrze” – odpowiedział mu w myślach egzaminator – „ale najpierw zakończę egzamin. Przecież nie mogę tego zrobić przy moich studentach”.

I rzeczywiście, gdy studenci wyszli z sali, egzaminator złożył samolocik i puścił go przez otwarte ono. Patrzył jak leci, daleko, wysoko. W końcu zniknął mu z oczu, a on z uśmiechem zabrał się do sprawdzania prac egzaminacyjnych.

Autor: Ewa Damentka

Mały papierowy samolocik – 12

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi małej dziewczynki, która niedawno przeprowadziła się z mamą do nowego domu. Na samolociku była opisana pewna historia. Dziewczynka przeczytała ją z zapartym tchem i jej świat uległ metamorfozie. Odtąd, gdy odkryła magię Małego Księcia, już nic nie było takie same.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Mały papierowy samolocik – 11

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi Kasi, która właśnie próbowała wymyślić nowe absurdalne opowiadanie.

Zerknęła na samolocik podejrzliwie, jakby spodziewała się, że zaraz zacznie do niej mówić, bo wiedziała, że w jej zamku w Normandii wszystko było możliwe. Podniosła go ostrożnie, rozprostowała skrzydełka i zobaczyła coś, co sprawiło, że prychnęła śmiechem.

Na papierze widniało jedno zdanie: „Twoja sowia dostawa jest opóźniona. Bardzo przepraszamy za niedogodności”.

Zmarszczyła brwi. Sowia dostawa? Nie zamawiała żadnych listów od magicznych akademii, a już na pewno nie spodziewała się wiadomości od sów.

I wtedy coś stuknęło w jej okno. Nie był to deszcz. Nie był to wiatr. To była wielka, naburmuszona sowa. Siedziała na parapecie i patrzyła na Kasię jakby domagała się wyjaśnień.

Kasia westchnęła ciężko, otwierając okno.

– Nie zamawiałam sowy.

Sowa przekrzywiła głowę, jakby próbowała ocenić poziom jej szczerości.

– Naprawdę.

Sowa wydobyła z siebie bardzo osądzające pohukiwanie i wypuściła z dzioba kolejny papierowy samolocik. Kasia złapała go, rozprostowała i przeczytała.

„Kasiu, natychmiast wróć do kuchni. Zamek ma awarię dżemowej katapulty.”

Kasia zastygła w przerażeniu. Dżemowa katapulta? O nie. Znów mieli problemy z zapasami konfitur. To mogło oznaczać tylko jedno. Zamek przygotowywał się do kolejnej bitwy na naleśniki.

Zastanowiła się, niepewna, czy powinna interweniować? A może lepiej byłoby pozwolić zamkowi samodzielnie rozwiązać konflikt zgodnie z zasadami kulinarnego pojedynku?

dla Kasi

tekst wygenerowany przez AI przy pomocy Ewy Damentki

Mały papierowy samolocik – 10

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi mężczyzny, który siedział na drewnianej ławeczce. Siedział sam wśród zielonych drzew i patrzył spokojnie przed siebie. Podniósł samolocik, rozwinął go i przeczytał napis: „Kocham cię tato”. Mężczyźnie napłynęły do oczu łzy. Poczuł wielkie wzruszenie. Pozwolił, aby delikatny wietrzyk owiewał mu twarz.

Autor: Sokolik

Mały papierowy samolocik – 9

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi harcerza, który szedł sobie z wolna i podziwiał stokrotkę rosnącą przy strumyku. Teraz patrzył na samolocik i zastanawiał się, czy dalej gawędzić ze stokrotką, czy przyjrzeć się z bliska papierowej zabawce.

Autor: Gwiazdeczka

Mały papierowy samolocik – 8

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi małego chłopca. Dziecko samo zrobiło ów samolocik i było bardzo zdziwione, że prosto puszczony samolot wrócił z powrotem. Towarzyszący dziecku dziadek zastanawiał się, jak skomentować to wydarzenie. Wydawało się tutaj logiczne, że oprócz dobrej intencji ważne jest, by określone rzeczy robić zgodnie ze sztuką.

dla Andrzeja napisał Adam

Mały papierowy samolocik – 7

Mały papierowy samolocik wziął się nie wiadomo skąd. Zakręcił zgrabne kółeczko w powietrzu i upadł prosto pod nogi młodego mężczyzny. Ten zaskoczony podniósł samolocik i rozłożył go. Na kartce zobaczył napis: „Wierzę w Ciebie. Poradzisz sobie. Złóż mnie z powrotem w samolocik i puść w świat. Chcę, by inni też w siebie uwierzyli”.

Autor: Ewa Damentka