O świcie w zacisznym zakątku jeziora siedział na łódce mężczyzna z wędką w ręku. Łódka delikatnie kołysała się, a na wodzie widać było charakterystyczne kółka. Zdziwiony mężczyzna przyglądał się pięciu dużym kółkom unoszącym się na wodzie. Niebieskie, czarne i czerwone na górze, a żółte i zielone na dole. Żółte kółko było połączone z niebieskim, czarnym i zielonym, a zielone z żółtym, czarnym i czerwonym. Coś mu przypominały, nie pamiętał co… Zmarszczył czoło, przymrużył oczy i usilnie wpatrywał się w kółka, koła…
Wreszcie przypomniał sobie i patrzył zdziwiony na olimpijskie koła, unoszące się na wodach jeziora. Ale czemu? Skąd się tu wzięły? Czy ktoś je tu wrzucił? Kto i po co?
Spochmurniał, bo nie lubił niespodzianek, zwłaszcza tak niezwykłych. Nie pamiętał, jak długo siedział spięty i skupiony. Gdy zauważył, że zesztywniał, zaczął się delikatnie poruszać, rozciągać, rozluźniać nogi, ręce i ramiona. Na chwilę zapomniał o kółkach na wodzie. Gdy już się rozluźnił i trochę rozgrzał, znowu spojrzał na kółka i ze zdumienia otworzył usta. Zaraz zamknął je i siedział w ciszy, bojąc się ruszyć lub wydać jakikolwiek dźwięk.
Szeroko otwartymi oczyma przyglądał się, jak ryby skaczą przez olimpijskie kółka. Miały do dyspozycji całe jezioro, a chyba wszystkie podpłynęły do tych kół. Co chwila któraś z nich wyskakiwała w górę w jednym z kółek, następnie robiła zgrabne salto w powietrzu i wpadała do wody dokładnie pośrodku kółka w innym kolorze. Wędkarz jeszcze nigdy nie widział tyłu skaczących ryb, dużych i małych. Wyglądało to, jakby ryby urządziły sobie zawody akrobatyczne.
Przyglądał się im długo. Dopiero, gdy nastała cisza i tafla wody pozostała spokojna przez pół godziny, podpłynął łódką do brzegu jeziora i poszedł do domu. Oczyma wyobraźni przeżywał na nowo ekscytujące pokazy rybich akrobacji. Był bardzo ciekaw, czy następnego dnia też odbędzie się takie wspaniałe widowisko.
Autor: Ewa Damentka